„Powrót”, czyli o religijnym zniewoleniu życia duchowego

str-10-fot

Powrót” w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz został uznany za najlepszy film ostatniego Festiwalu Polskich Filmów „Ekran” w Toronto. W listopadzie 2018 roku profesjonalne jury w składzie: Larry Anklewicz, Steve Veale, Elizabeth Radshaw oraz Ottie Lockey uhonorowało ten obraz za „wyjątkową reżyserię, scenariusz, sztukę operatorską i aktorstwo”. Podobne zdanie o filmie Magdy Łazarkiewicz miało jury Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce, który odbywał się niemal w tym samym czasie w Chicago. Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Festiwalu ufundował nagrodę specjalną za „mistrzowską reżyserię filmu fabularnego”. Niestety nie byłem w Toronto i nie byłem także w Chicago, ale udało mi się obejrzeć „Powrót” na specjalnym przedpremierowym pokazie w Warszawie w lutym tego roku i całkowicie zgadzam się z werdyktami festiwalowych jurorów.

Zacznę od scenariusza, który Magdalena Łazarkiewicz napisała wspólnie z Katarzyną Terechowicz. Inspiracją dla autorek była prawdziwa historia 19-letniej dziewczyny z małego miasteczka, która została porwana za granicę i zmuszona do prostytucji. Po dwóch latach wraca do rodzinnego domu, gdzie przeżywa konfrontację z reakcjami najbliższych. Wydawać by się mogło, że powrót bohatera do domu jest jednym z bardziej ogranych schematów narracyjnych i widziałem już wiele polskich filmów na tym schemacie opartych (np. tak wybitne jak „Życie Rodzinne” Krzysztofa Zanussiego, czy „Cicha Noc” Piotra Domalewskiego). Dramaturgia „Powrotu” Magdy Łazarkiewicz odbiega jednak od tego schematu, bo miejscem akcji nie jest prawdziwy dom, lecz…kruchta. Życie codzienne bohaterów toczy się bowiem zgodnie z rytuałem religijnych powinności: od porannej modlitwy przy stole, poprzez mycie podłogi w kościele, sznurowanie butów księdzu i wspólną modlitwę z córką, aż po wieczorne współżycie z mężem pod obrazem „świętej rodziny”, który wisi nad łóżkiem. Ula (Sandra Drzymalska) wracając na łono rodziny dostaje zamiast miłości od swojej matki Anny (Agnieszka Warchulska) porcję chrześcijańskiego miłosierdzia. Zamiast schronienia czeka na nią nią w domu prawdziwa pułapka.

Powrót” to subtelna anatomia polskiej rodziny katolickiej, którą obserwujemy dzięki mistrzowskim zdjęciom Wojciecha Todorowa, przez szpary między powiewającymi prześcieradłami, przez niedomknięte drzwi, w odbiciach na szybie. Dlatego ten film czasami bardziej się podgląda niż ogląda. Zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy świadkami zachowań księdza Jurka (Tomasz Sobczak) nie licujących z godnością kapłana. Z każdego zresztą coś w tym filmie „wyłazi”. Leszek (Bartosz Gelner), który jest byłym chłopakiem Uli, okazuje się bardzo okrutnym sadystą, a Lena (Katarzyna Herman), która uczyła śpiewać Ulę, pokonuje swoje uzależnienie od alkoholu i jest w stanie pomóc jej w najtrudniejszych sytuacjach. Stanisław Wysocki (Mirosław Kropielnicki), który jest ojcem Uli, okazuje się osobą bardziej empatyczną niż jej matka, a cichym sojusznikiem Uli przez cały czas pozostaje mały Karol (Dawid Rostkowski) akceptujący siostrę bezwarunkowo i z pełnym oddaniem. Najbardziej wzruszający moment „Powrotu”, to scena w której gestem dłoni chłopiec chroni Ulę i pomaga jej wrócić do siebie…

Tłem filmu Magdaleny Łazarkiewicz jest życie prowincjonalnego miasteczka, które toczy się wokół kościoła. Kościół jest miejscem spotkań oazowych, organizuje pielgrzymki i imprezy kulturalne, a dla tych najbardziej uprzywilejowanych ma także pracę. Wokół kościoła tworzy się społeczny układ zamknięty, który jest odporny na zmiany i w którym nie ma miejsca dla indywidualności czy odmienności. Pokazując te zależności reżyserka unika jednak rzucania oskarżeń, czy narzucania widzom opinii. Opowiadając ponurą historię Uli nie musi nikogo przekonywać, że takich pobitych dziewczyn, wywiezionych wbrew własnej woli do domów publicznych za granicą, jest znacznie więcej. Ważne jest by miały dokąd wrócić. Katolicki model rodziny zamiast wsparcia oferuje ofiarom porwań stygmatyzację, egzorcyzmy i upokorzenia. Obiecuje rozgrzeszenie ale nie daje szansy na przebaczenie…

Powrót” jest filmem opartym na rachunku wartości etycznych. Co ofiara przemocy może lub powinna zrobić, aby uwolnić się od traumatycznego przeżycia. Nie wystarczy obmycie ciała i nie wystarczy spalenie brudnego ubrania, bo w każdym spojrzeniu płynącym z otoczenia czai się pytanie „ile razy to robiłaś?”. Film opisuje sytuację przegranego bohatera, który przez prawie połowę filmu milczy pogrążony w depresji wywołanej ogromnym upokorzeniem jakiego doznał. Ogromne oczy Uli i jej opuchnięta twarz są wyrazem cierpienia, na które jej religijna rodzina nie znajduje odpowiedzi poza małym chłopcem. Mimo tego, że w całym domu znajdują się krzyże, pamiątki kultu maryjnego oraz obrazy przedstawiające świętą rodzinę.

Film Magdy Łazarkiewicz należy do kategorii filmów o których trudno zapomnieć. Zapada w pamięć dzięki znakomitym kreacjom aktorskim, świetnym zdjęciom i doskonałemu montażowi. Polecam to dzieło uwadze organizatorów jesiennego festiwalu filmów polskich w Vancouver abyście sami mogli się przekonać, że jest ono warte obejrzenia i przemyślenia.