Powrót na Księżyc

str-23-powrot-na-ksiezyc

W jednym z poprzednich wydań naszej gazety pisaliśmy o jednym z najbardziej znaczących wydarzeń w historii świata – pierwszym kroku człowieka po powierzchni globu innego niż nasza Ziemia. Stało się to dzięki realizacji przez Stany Zjednoczone programu Apollo i pierwszej księżycowej misji tego programu, która zapisała się w historii świata jako Apollo 11. W historii świata na zawsze zapisała się też załoga tej misji: Neil Armstrong, który jako pierwszy człowiek dotknął powierzchni Księżyca, Buzz Aldrin (zszedł za Armstrongiem) i Michael Collins, który cały czas krążył w statku załogowym po orbicie Księżyca, do którego dwaj pierwsi wrócili po 21 godzinach i 27 minutach przebywania na „Srebrnym Globie”.

Co ciekawe, wszyscy trzej urodzili się w roku 1930, mieli więc podczas misji po 39 lat, dwaj (Armstrong i Aldrin) przyszli na świat w USA, natomiast Collins w Rzymie. Po nich poleciało jeszcze na Księżyc 5 załóg. Ostatni lot przeprowadzono 7 grudnia 1972 roku i od tego czasu spokój Księżyca zakłócały jedynie bezzałogowe statki kosmiczne.

Przez 47 lat człowiek nie postawił więc stopy na Księżycu, ale wiele wydarzeń związanych z badaniem kosmosu wskazuje na to, że lada dzień sytuacja radykalnie się odmieni. I ,o ironio, motywy są w dużej mierze takie same jak 50 lat temu. Obecnie bowiem też panuje powszechne raczej przekonanie, że postawienie przez człowieka stopy na Księżycu było spowodowane nie tyle względami naukowo-poznawczymi, co wynikiem polityczno-ideologicznej rywalizacji dwóch największych wtedy mocarstw, czyli ZSRR i USA. Wyścig rozpoczął Związek Radziecki wystrzeleniem pierwszego satelity Ziemi i pierwszego człowieka w kosmos, wygrały, zdobyciem Księżyca, USA. To była walka o prestiż dwóch największych przeciwników w zimnej wojnie, która skuwała wtedy nasz świat.

Obecnie kwestia powrotu na Księżyc wraca w kontekście lotów na Marsa. Taki zamiar ma kilka państw, a kontekst polityczno-ideologiczny nie jest bez znaczenia. O powrocie człowieka na Księżyc mówią USA, Rosja i Chiny, przy czym ze strony Rosji zamiar ten pozostaje w sferze raczej werbalnej, bo trudno uwierzyć, by bez uszczerbku dla poziomu życia rosyjskiego społeczeństwa kraj ten był w stanie udźwignąć koszty i dorównać tym przedsięwzięciom, które planują Amerykanie i Chińczycy. Można w tym kontekście tylko wspomnieć, że sam tylko program Apollo kosztował pół wieku temu 25,4 miliarda dolarów, a cały program lotów kosmicznych USA, w którym uwzględnia się 135 misji kosmicznych, według NASA kosztował 115,5 mld dol., a według nowych szacunków, przeprowadzonych przez niezależne organizacje, od 193 do 211 miliardów dolarów.

Obecnie porównywalne, o ile nie większe koszty kolejnego wyścigu w kosmos, są w stanie udźwignąć chyba tylko USA i Chiny ze wskazaniem na Państwo Środka, które ma ogromne rezerwy walutowe. W rywalizacji o skolonizowanie Księżyca tak jak przed ponad pół wiekiem na placu boju są więc dwa mocarstwa i tak jak wtedy jedno komunistyczne, drugie reprezentujące zachodnią demokrację. Ambicje podbijania kosmosu zgłosiły również Indie, które wspólnie z Japonią planują za 5 lat przeprowadzić bezzałogową misję na Księżyc. Nie bez szans pozostaje też w powtórce księżycowego wyścigu Europa. Europejska Agencja Kosmiczna ma pod bokiem producenta rakiet Ariane, który też ma ambicje, a w nich mieści się zapewne także zamiar budowy rakiety, która byłaby w stanie wynosić na orbitę księżycową pojazdy orbitalne, księżycowe łaziki no i oczywiście ludzi. Na razie Europejska Agencja Kosmiczna wspiera Amerykanów, bo też ich program jest najbardziej wizjonerski. Pprócz powrotu człowieka na Księżyc, zakłada również jego pozostanie tam na stałe. Oczywiście nie jednego człowieka, a wymieniających się kosmonautów, tak jak jest to obecnie z załogami stacji kosmicznych.

Program nazywa się Artemis i bierze swą nazwę od greckiej bogini Księżyca. W tejże greckiej mitologii jest ona bliźniaczą siostrą Apolla, a więc tego, który sprawował pieczę nad udanym w stu procentach programem księżycowym NASA sprzed pół wieku. Tyle tylko, o czym nie wspominają ci, którzy nadali imię programowi powrotu Amerykanów na Księżyc, Artemis (po polsku Artemida) uważana też była przez tych samych Greków za okrutną i bezwzględna boginię śmierci. Apollo nie miał aż tak złowrogiego drugiego swego oblicza. Być może przez tych kilkanaście wieków Artemida złagodniała… Ale wracamy na Księżyc.

NASA misję powrotu na Księżyc planowała najwcześniej w 2028 roku, jednak prezydent Donald Trump wyraził życzenie, by stało się to wcześniej, czyli w roku 2024. Nie wiadomo, czy sprawa nie rozbije się o to, co jest na przykład najmniej istotne dla Chińczyków, czyli o pieniądze. Obecny budżet NASA wynosi 21 mld dol., na przyspieszenie w roku 2020 potrzeba o 1,6 mld dol. więcej, przy czym kwotę tę należy traktować jedynie jako zaliczkę na poczet kolejnych wydatków. Optymiści szacują koszty programu Artemis na od 20 do 30 mld dol. wyższy niż wynosi obecny budżet NASA, ale bieglejsi w kosmicznych kosztorysach twierdza, że minimum to przynajmniej 40 mld dol. Z tym, że w program Artemis ma wsparcie także innych firm, również prywatnych oraz zagranicznych, na przykład Airbus, czy SpaceX Elona Muska (m.in. konstruktora i producenta elektrycznych samochodów Tesla).

Być może Musk i jego SpaceX wyprzedzą NASA, bo genialny wizjoner ma zamiar wysłać załogową sondę na Marsa w roku… 2024 (!). Wielu specjalistów twierdzi, że to marzenia przysłowiowej „ściętej głowy”, ale Musk już kilkakrotnie udowodnił, że nie rzuca słów na wiatr, zaś kilka dni temu, dokładnie 26 lipca, przeprowadził udany test prototypu statku kosmicznego Starship. To konstrukcja, za sprawą której firma Muska przeprowadzać będzie badania technologii i systemów mających wynieść ludzi na Księżyc i następnie na Marsa. Właściwy statek kosmiczny Starship ma mieć 122 metry wysokości, przewozić 100 osób i 100 ton ładunku. Jeszcze dziś, mimo udanego testu prototypu, wydaje się to fantastyką. Ale to program Muska i on twierdzi, że jest realny.

Program Artemis firmowany przez NASA zakłada założenie stałej bazy na Księżycu , nie po to, aby tam tkwić, ale aby z jego orbity polecieć na Marsa. Wystrzelone z Ziemi rakiety z pojazdami, których załogi miałyby wylądować na Marsie, zrobią sobie przystanek na ogromnej stacji ulokowanej na orbicie Księżyca, z jego zaś powierzchni startować będą rakiety tankowce z paliwem dla rakiet mających odlecieć w stronę „Czerwonej planety”. Skąd wezmą na Księżycu paliwo? Na jego powierzchni są otóż zakrzepłe w lód miliony ton wody, a woda to przecież tlen i wodór, których mieszanka stanowi paliwo rakietowe.

Głównym partnerem NASA w powrocie na Księżyc jest firma Lockheed Martin, która zaprojektowała i wykonuje już załogowy statek kosmiczny Orion. Ma on być użyty do lotów na Księżyc i następnie na Marsa. Niemal gotowa jest już potężna rakieta nośna SLS (Space Launch System) i już w przyszłym roku ma ona wynieść Oriona (na razie bez załogi), który po okrążeniu Księżyca ma powrócić na ziemie. Rok później Orion ma już polecieć w kosmos z załogą. Za 4 lata, w roku 2023 na powierzchni ma się znaleźć łazik, który będzie m.in. poszukiwał wody, a krążąca wokół Srebrnego Globu stacja orbitalna Gateway ma zostać rozbudowana o moduł mieszkalny, z którego astronauci będą latać na Księżyc. Stacja orbitalna Gateway będzie też miejscem postoju (i tankowania) Oriona w jego drodze na Marsa. Lockheed Martin ma jeszcze ambitniejsze zamiary, bowiem pracuje nad zbudowaniem orbitalnej stacji mieszkalnej, która krążyłaby wokół Marsa, jako baza wypadowa na jego księżyce (Deimos i Fobos), a z czasem na także na jego powierzchnię.

Chińczycy też mają swoje plany księżycowe, aczkolwiek nie za bardzo zdradzają się z ich ujawnianiem. Skoro jednak ogłosili, że w ciągu kilkunastu najbliższych lat chcą, by ich kraj stal się największą potęgą gospodarczą świata, to bez mocnej pozycji w kosmosie nie uda się tego planu zrealizować. Stać ich na pewno na wiele, o czym świadczy chociażby to, że styczniu br. jako pierwsze państwo przeprowadziło udane lądowanie bezzałogowej sondy na niewidocznej z Ziemi powierzchni Księżyca.

Nie ma wątpliwości, że prędzej lub później, ale człowiek pokona bariery i zrealizuje swoje zamierzenia pod względem techniczno-technologicznym. Największą przeszkodą wydaje się pozostawać sam człowiek, a konkretnie jego biologia. Warunki w kosmosie są radykalnie odmienne od panujących na Ziemi i chyba cięgle nie ma pełnej informacji oraz świadomości czym to sie może skończyć dla ludzkiego organizmu. Z obserwacji zwierząt wiadomo już, że w warunkach zmian środowiskowych dochodzi do szybkiej ewolucji ich organizmów. Nie jest więc wykluczone, że także u człowieka wywołają one zmiany psychosomatyczne. Wcale więc nie jest fantastyką, że z kilkuletniego przebywania w przestrzeni kosmicznej z podróży na Marsa powróci nie ten sam człowiek, który w te podróż wyruszył. Pod względem biologicznym oczywiście, chociaż jego psychiki też nie można z tego procesu ewolucyjnego wyłączać.

Wojciech Sandecki