Pożar Amazonii

str-22-23-pozar-amazonii-3

Na terytorium obejmującym niemal 7 milionów kilometrów kwadratowych trwa bezlitosna walka ludzi biznesu z tymi, którzy starają się im prowadzenie biznesu uniemożliwić. Siły są nierówne. Biznes ma zdecydowana przewagę. Tylko w okresie 4 lat, między rokiem 2013 a 2015, za sprawą ludzi biznesu zginęły tam 284 osoby, w wielu przypadkach bez śladu. Biznes to hodowcy bydła, rolnicy (tak naprawdę to wielcy posiadacze ziemscy), drwale, także ogromne korporacje i fundusze inwestycyjne, które wiedzą, że na tych terenach są nieodkryte jeszcze ogromne zasoby ropy i gazu, także innych cennych surowców. Ci, którzy przeciwstawiają się ich przedsięwzięciom, to aktywiści działający na rzecz ochrony środowiska. Pierwsi mają pieniądze (ogromne), za które mogą wynająć zawodowych morderców, kupić przychylność strażników, policjantów, prokuratorów i sędziów, drudzy nie mają nic. Poza przekonaniem, że to, co robi na tych terytoriach biznes, to podcinanie gałęzi, na której siedzi ludzkość.

Ta bezlitosna walka toczy się w Amazonii. Puszcza amazońska zajmuje 6,7 km kw terytorium. Siedemdziesiąt jej procent znajduje się w granicach Brazylii, pozostałe 30 proc. w Kolumbii, Ekwadorze, Boliwii, Peru, Wenezueli, Gujanie, Gujanie Francuskiej i Surinamie. Wątłe siły ekologów, którzy walczą ze sprzymierzonymi siłami biznesu, walczą w imieniu społeczności całego świata, mimo że spory procent tej społeczności nie wie, że taka walka się toczy, a spory odsetek spośród tych, którzy coś o tej walce wiedzą, na dobrą sprawę nie wiedzą, o co idzie spór. Przedmiot sporu jest otóż bardzo istotny, bardziej trafne jest stwierdzenie – żywotny.
Lasy dżungli amazońskiej dostarczają otóż naszej planecie 20 procent zapotrzebowania na tlen i także 20 procent słodkiej wody. Jest rzeczą zrozumiałą, że ograniczanie powierzchni amazońskiej dżungli będzie zmniejszać emisję do atmosfery tlenu, bez którego człowiek nie może żyć. Ale ta świadomość nie jest powszechna. Trudno powiedzieć, by nie posiadali jej ci, którzy niszczą amazońską dżunglę, ale w ich mentalności żądza pieniądza przeważa nad rozsądkiem i koniecznością zachowania naturalnej przyrody dla przyszłych pokoleń. Wychodzą zapewne z założenia, że jeśli zniszczą tylko kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy hektarów pierwotnego amazońskiego lasu, to nic wielkiego się nie stanie. Rzeczywiście w jednym takim przypadku nic by się nie stało, ale jeśli w ten sam sposób rozumuje i postępuje kilkadziesiąt tysięcy ludzi, to ich niszczące działania powodują straty już nie w skali mikro lecz w skali makro i mają konsekwencje ponadregionalne, dla całej planety Ziemia i jej mieszkańców.

W brazylijskiej puszczy amazońskiej, w kolumbijskiej i boliwijskiej zresztą także, spustoszenie sieją drwale, którzy tną ogromne starodrzewy, aby pozyskać cenne, bo nigdzie indziej niespotykane drewno na meble, podłogi, boazerie, niszczą dżunglę koncerny. Tyko w samej dżungli amazońskiej wycięto w roku 2018 1,35 mln hektarów lasów. Amazońską dżunglę w niekontrolowany sposób eksploatują korporacje i fundusze inwestycyjne finansujące poszukiwania ropy i gazu, ale największych zniszczeń dokonują wielcy producenci rolni. Niszczą dżunglę, ponieważ potrzebne są im nowe tereny pod uprawy. W ich przypadku najprostszym na to sposobem jest wypalanie. Amazońska dżungla więc płonie. Zdjęcia satelitarne ukazują jak ogromną przestrzeń ogarnia ta hekatomba.

Służby brazylijskie, monitorujące pożary lasów deszczowych puszczy amazońskiej, odnotowały w niej w roku 2019 ponad 80 tys. pożarów. Wiele z nich jest dziełem natury, i tak się dzieje w dżungli od zawsze, ale te szalejąca na jej obrzeżach są niewątpliwie dziełem człowieka.

Pazerność brazylijskich posiadaczy ziemskich na nowe tereny nadające się pod uprawę jest ogromna. Popyt zaś nakręca światowe zapotrzebowanie na wołowinę. Do hodowania bydła potrzebne są pastwiska, ale przede wszystkim pasza sojowa, która daje najszybszy przyrost wagi zwierzęcia. Brazylijscy farmerzy potrzebują nowych terenów rolnych przede wszystkim pod uprawy soi. Zarówno jako paszy dla hodowanego przez siebie bydła, jak również na eksport. Brazylia od dawna była drugim (po USA) producentem soi i to w tym właśnie kraju nastąpił w ostatniej dekadzie największy przyrost jej produkcji. W 2008 roku Brazylia produkowała 60 mln t. ziarna sojowego (USA 80,5 mln t.), ale w roku 2017 już 101 mln t. (USA 118 mln t.).

Wraz ze zwiększającą się produkcją soi, szybowała w górę produkcja wołowiny. Brazylia od kilku już lat jest największym na świecie producentem tego mięsa. Stało się tak z chwilą otwarcia dla brazylijskiej wołowiny rynku Chin oraz Arabii Saudyjskiej. Ponadto w innych krajach Azji, przede wszystkim w Japonii, Hongkongu oraz Korei Południowej wzrasta popyt na wołowinę. Analitycy rynku mięsa szacują, że w roku bieżącym (2020), globalna produkcja wołowiny wzrośnie o 1 procent i wyniesie 61,9 mln ton. Największy przyrost jej produkcji nastąpi właśnie w Brazylii, która ma wyprodukować 10,8 mln t tego mięsa (w 2013 r. było to 9,4 mln ton), z czego wyeksportuje 2,6 mln ton. Taki przyrost produkcji nie byłby możliwy, gdyby farmerzy nie pozyskali nowych terenów do wypasu bydła oraz uprawy soi. Aby je pozyskać, niszczą więc amazońską dżunglę.

Niszczeniu amazońskiej dżungli, którą nazywa się „płucami świata”, od lat sprzeciwiają się przyrodnicy i ekolodzy. Ci, którzy działają na miejscu, wiedzą, że narażają się na śmiertelne niebezpieczeństwo. Niszczyciele amazońskiej dżungli są bezlitośni i nie mają najmniejszych nawet skrupułów, by fizycznie likwidować ludzi zagrażających ich działalności. W latach 2015 – 2018 zabito w Brazylii 165 osób prowadzących działalność na rzecz ochrony środowiska, zaś na amazońskich terenach Kolumbii 119 ekologów. Zabójstwa rdzennych mieszkańców i ekologów broniących puszczy są nieomal codziennością. W ostatnich dniach strzałem w głowę zabity został Paulo Paulino Guajajara. Miał pseudonim „Wilk”, był indiańskim działaczem ochrony przyrody, członkiem grupy Strażników Lasu. W kręgu ludzi z jego otoczenia nikt nie ma wątpliwości, że zginął z rąk albo na zlecenie gangów zajmujących się wycinką lasów.

W kraju, w którym jest przyzwolenie rządzących na wypalanie i eksploatację amazońskiej dżungli, śmierć działaczy ekologicznych pozostaje bezkarna. Tym bardziej, że w całym tym ogromnym kraju zaledwie 5 do 8 procent zabójstw kończy się skazaniem sprawców. W Brazylii klimat dla ochrony Amazonii przed niekontrolowaną eksploatacją pogorszył się po dojściu o władzy prawicowego prezydenta Jaira Bolsonaro. To taka brazylijska odmiana ”pomarańczowego prezydenta” z półkuli północnej, który też na wszystkim się zna i wszystko wie lepiej. Zdaniem Andrew E. Millera, szefa organizacji Amazon Watch, wybór Bolsonaro na prezydenta „bardzo pogorszył sytuację w Amazonii. Rozpoczął on urzędowanie od ostrych wypowiedzi skierowanych przeciw rdzennej ludności Amazonii w imię rzekomego rozwoju tych obszarów”. Trudno będzie przekierować działania Bolsonaro na korzystne wobec Amazonii, skoro jego kampanię wyborczą w znaczący sposób finansowali wielcy hodowcy rogacizny i latyfundyści.

Andrew E. Miller twierdzi ponadto, że „Amazonia jest unicestwiana, by zaspokoić apetyt na mięso. Winne tych zniszczeń są Europa, Stany Zjednoczone i azjatyckie kraje, które również sięgają po zasoby Amazonii. Nie tylko obecny prezydent Brazylii Jair Bolsonaro i jego postawa wobec gigantycznego pożaru amazońskich lasów dziewiczych ponoszą winę za niszczenie płuc naszej planety. W pewnym sensie winni są wszyscy, ponieważ Amazonia jest unicestwiana w celu nakarmienia nas wszystkich, zaspokojenia naszego apetytu, między innymi apetytu na mięso”. Zdaniem szefa Amazon Watch z niszczenia Amazonii korzyści osiągają „siły globalne na wielu poziomach”, bo poza rolnikami i hodowcami bydła także lokalne oraz zagraniczne korporacje, banki, fundusze inwestycyjne, a także „strony układu o wolnym handlu”.

Czy świat się opamięta i zacznie się przeciwstawiać temu kataklizmowi?

Są pierwsze jaskółki, które na to wskazują. Podczas ostatniego szczytu G7 (siedmiu najbogatszych państw świata) we francuskim Biarritz (sierpień 2019), Angela Merkel, kanclerz Niemiec, powiedziała: „Oczywiście, że to jest terytorium Brazylii, ale mamy tu do czynienia z lasami deszczowymi, które są ważne dla całego świata. Płuca Ziemi są zagrożone, musimy więc znaleźć wspólne rozwiązania”. Wsparł ją prezydent Francji, Emmanuel Macron, a Donald Trump (o dziwo!) zaoferował amerykańską pomoc.

Walka o powstrzymanie dewastacji Amazonii otrzymała też moralne wsparcie ze strony papieża Franciszka. Podczas Synodu Biskupów dla Amazonii (październik 2019) podjęto takie tematy jak ekologia integralna, obrona ludów tubylczych, obrządek amazoński. W następnym miesiącu, listopadzie, papież Franciszek ujawnił, że do Katechizmu Kościoła katolickiego chce wprowadzić „grzech ekologiczny”. Bo – Jeśli się nie opamiętamy – uzasadnił – to zgotujemy sobie piekło na Ziemi.

Waldemar Wójtowicz

Papież Franciszek chce sobie piekło na Ziemi”

Pap