Pranie brudów u Czartoryskich

pipala

Trwająca od kilku tygodni największa obecnie Polska afera ma wartość ponad 100 milionów euro (plus 8% podatku VAT), czyli niemal pół miliarda złotych. Bohaterami afery są Adam Karol Czartoryski, za którym z dziada pradziada wlecze się tytuł księcia, oraz Piotr Gliński, za którym nic się co prawda nie wlecze, ale który w obecnym rządzie jest ministrem kultury i dziedzictwa narodowego. Afera polega na tym, że Piotr minister Gliński namówił Adama Karola księcia Czartoryskiego do sprzedaży państwu polskiemu Kolekcji Czartoryskich, czyli zbioru kilkudziesięciu tysięcy zabytkowych obiektów muzealnych, wśród których gwiazdami świecącymi brylantowym blaskiem są dwa obrazy. Przede wszystkim „Dama z łasiczką” (inna nazwa „Dama z gronostajem”) pędzla Leonarda da Vinci oraz „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem”, który namalował Rembrandt van Rijn.

Rzecz w tym, że polskie państwo nie musiało kupować kolekcji Czartoryskich, których właścicielem była Fundacja Książąt Czartoryskich, ponieważ w statucie fundacji (zawiązanej w 1991 r.) zapisano, że kolekcji nie można wywieźć, sprzedać ani podzielić. Taki status kolekcji potwierdziła w roku 2013 renomowana paryska kancelaria prawna Gide Loyrette Nouel, do której Adam Karol Czartoryski zwrócił się o przeprowadzenie audytu.

Dlaczego wobec tego minister Gliński tak uparcie dążył do kupna przez państwo kolekcji Czartoryskich? Na razie nie wiadomo. Minister co prawda w pierwszej dekadzie maja 2016 r. perorował z sejmowej mównicy, że „Damie z łasiczką” grozi wywiezienie za granicą, ale niespełna rok później A. K. Czartoryski stwierdził w wywiadzie dla hiszpańskiego dziennika „ABC”, że został zmuszony do sprzedaży kolekcji, ponieważ minister Gliński straszył go nacjonalizacją zbiorów. Te i inne informacje zza kulis kupna przez państwo Kolekcji Czartoryskich rozeszłyby się bez echa, gdyby nie wyszło na jaw, że owe 100 milionów euro za sprzedaż kolekcji powędrowało poprzez prywatne konto Adama Karola na konto założonej w Lichtensteinie nowej fundacji.

Tamara Czartoryska, jedyne dziecko Adama Karola księcia, ujawniła w dodatku w mediach, że od początku negocjacji minister – książę, wiadomo było, że pieniądze przelane zostaną na prywatne konto jej książęcego tatusia, który na dodatek niepochlebnie wypowiedział się o Polakach. Miał się otóż wyrazić, że Polaków nienawidzi i że już wystarczająco dużo zrobił dla nich. Córka Tamara nie wyjaśniła jednak, czy tatuś rozwinął kwestię na temat tego, co tak „dużo dla Polaków zrobił”. Książęca córka, trzeba podkreślić, że niezależna finansowo od ojca, ujawniła również co powiedziała obecna żona Adama Karola księcia, pochodząca z wpływowej ponoć rodziny z Libanu, niejaka Josette Calil. Po zaklepaniu transakcji miała otóż rzec: „Będziemy teraz żyć jak miliarderzy”. Z tej wypowiedzi wynika, że wiedza małżonki Adama Karola księcia na temat pieniędzy odstaje rażąco od tej, którą od wieków posługują się znani z profesjonalizmu kupcy i finansiści z Libanu, bo 100 milionów euro, to raptem zaledwie jedna dziesiąta miliarda. I jak dowodzi dotychczasowe życie Adama Karola księcia, jest to kwota, którą jest on w stanie stosunkowo szybko przepuścić.

Ujawnienie przez Tamarę słów tatusia i macochy sprawiło, że kupno Kolekcji Czartoryskich przez Piotra ministra Glińskiego wzięły pod lupę media i zaczęły sprawę nicować do ostatniego szczegółu. Opozycja oczywiście też. Opozycja wnosi więc sprawę do prokuratury, ponieważ chce wiedzieć, czy Piotr minister Gliński nie złamał prawa doprowadzając do sprzedaży cennej kolekcji i czy w ogóle należało podejmować jakiekolwiek kroki, by wydawać kolosalne publiczne pieniądze na kupno kolekcji, która była bezpieczna, bo z kraju wywieźć jej nie było wolno. No i jeszcze, czy legalna była kwestia transferu 90% kwoty uzyskanej przez Adama Karola księcia na konto specjalnie dla tego celu założonej fundacji za granicą, a dokładnie w raju podatkowym, bo co by się nie rzekło, Lichtenstein za taki jednak uchodzi.

Poza tym wyjaśnienia wymagają takie na pozór niewinne kwestie, jak ta że Piotr minister Gliński był inicjatorem spotkań w cztery oczy z Adamem Karolem księciem, co tego drugiego początkowo niepomiernie dziwiło. Tym bardziej, że minister prosił o zachowanie tych spotkań w tajemnicy, a ich miejscem była warszawska restauracja, nie zaś ministerialny gabinet. I media, i polityków opozycji ciekawi też jak doszło do tego, że zmieniono zarząd Fundacji Książąt Czartoryskich, który sprzeciwiał się sprzedaży kolekcji i powołano nowy, który już transakcję wspierał. I dlaczego, a także jakim prawem, Piotr minister Gliński interweniował w sądzie, by ten przyspieszył prace związane ze zmianami w statucie Fundacji, które umożliwiły zmianę członków zarządu.

Gdy członkowie książęcej rodziny skaczą sobie do oczu, a Piotr minister Gliński stawia się w glorii tego, który dla ojczyzny miłowania uczynił dla niej samo dobro, szczytna idea Izabeli Doroty Czartoryskiej de domo Flemming wydaje się być w tym kontekście mocno dezawuowana. A przecież dzieło Izabeli Czartoryskiej powinno stać na piedestale historii kultury i muzealnictwa polskiego. O Kolekcji Czartoryskich pisaliśmy mniej więcej rok temu, więc tym razem ograniczymy się do przypomnienia tylko kilku faktów.

W 1746 r. licząca 15 lat Izabela Dorota Flemming zostaje wydana za mąż za księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego. 52 lata później rozpoczyna w rodowej siedzibie Czartoryskich w Puławach budowę Świątyni Sybilli. Historycy uznają, że było to pierwsze polskie muzeum narodowe. Księżna gromadziła w nim różnego rodzaju zabytki, w tym cenne dzieła zarówno sztuki, jak i zabytki literatury, by w obliczu utraty przez Polskę państwowości „przekazać potomności” materialne dowody świadczące o wielkiej przeszłości polskiego państwa. Rok później jej syn, Adam Jerzy Czartoryski ofiarował matce Izabeli prezent w postaci obrazu Leonarda da Vinci „Dama z gronostajem”. Gdy po powstaniu listopadowym car skonfiskował dobra Czartoryskich, nie udało mu się, na szczęście, przejąć kolekcji, ponieważ 85-letnia Izabela przezornie wywiozła je do siedziby Czartoryskich w Sieniawie, znajdującej się na terenie austriackiej Galicji.

Kolekcja Czartoryskich ma za sobą różne koleje losu, związane przede wszystkim z wojnami i grabieżami dokonywanymi przez najeźdźców, zarówno podczas I, jak i II wojny światowej. Z najcenniejszych jej eksponatów nieznany do dzisiaj jest los obrazu Rafaela zatytułowany „Portret młodzieńca”. W 1949 r. zbiory Czartoryskich włączone zostały do Muzeum Narodowego w Krakowie, ale eksponowane były oddzielnie w dawnym pałacu rodowym Czartoryskich przy ul. św. Jana 19.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii