Prezes ponad prawem

str-24-25-birgfellner

We wtorek 2 kwietnia Gazeta Wyborcza opublikowała wywiad z austriackim deweloperem, Gerardem Birgfellnerem, któremu Jarosław Kaczyński zlecił prace przygotowawcze związane z budową dwóch wieżowców na działce powiązanej z PiS i Kaczyńskim przy ul. Srebrna 16 w Warszawie. Po roku pracy Austriaka Kaczyńskim odprawił go z kwitkiem mówiąc, że za wykonaną pracę mu nie zapłaci, żeby poszedł żądać zapłaty na drodze sądowej, a w sądzie on, Kaczyński, wspaniałomyślnie potwierdzi, że Birgfellner rzeczywiście zrobił to, co zrobił.

Z wypowiedzi Birgfellnera można bez trudu nakreślić portret psychologiczny człowieka, który w tej chwili ma w Polsce decydujący głos we wszystkich najważniejszych dla państwa (także dla przeciętnego obywatela) sprawach. Możemy się m.in. dowiedzieć, że megalomania prezesa PiS ma kilkunastoletnie korzenie, bo jak powiedział w roku 2017 BIrgfellnerowi, z zamiarem budowy dwóch wież, które symbolizowałyby jego i jego brata Lecha, nosił się już od 15 lat. Być może pozazdrościł Józefowi Wissarionowiczowi Stalinowi, którego swoisty pomnik, zwany przez warszawiaków „dziełem moskiewskiego cukiernika” (Pałac Kultury i Nauki) swoją socrealistyczną architekturą w wątpliwy sposób zdobi Warszawę. Kaczyński to także człowiek obsesyjnie wręcz nieufny. Birgfellner obala opinię o bezgranicznym zaufaniu, jakim szef PiS darzy członków zarządu spółki Srebrna, ludzi z jego najbliższego otoczenia, związanych z nim prywatnie i zawodowo od dziesięcioleci. Podczas jednej z rozmów na temat przygotowania inwestycji, Kaczyński mówi do Birgfellnera, że tym ludziom nie ufa. Zakazuje więc Austriakowi kontaktów ze swoimi najbliższymi współpracownikami ze spółki Srebrna i z centrali PiS przy ul. Nowogrodzkiej. Po wezwaniach na spotkanie z Kaczyńskim na Nowogrodzkiej Birgfellner po przybyciu na miejsce musiał czekać na niego w kuchni, by rozmówcy prezesa go nie zobaczyli. Zdecydowana większość spotkań była poufna, a ich temat objęty przez Kaczyńskiego absolutną tajemnicą.

Birgfellner mówi w wywiadzie, że poznał Kaczyńskiego na rodzinnym obiedzie w Boże Narodzenie 2011 roku. Rodzinnym, ponieważ Birgfellner jest mężem córki Jana Marii Tomaszewskiego, najbliższego kuzyna Kaczyńskiego. Równo po 5 latach, bo podczas spotkania także w Boże Narodzenie, ale już w roku 2016, Kaczyński, który wiedział, że Birgfellner działa w branży nieruchomości, powiedział, że ma ciekawy projekt, który bardzo chce zrealizować, a który Birgfellnera na pewno zainteresuje. Zastrzegł jednak, że musi jeszcze kilka spraw posprawdzać i załatwić, a gdy wszystko sobie w głowie ułoży, to wtedy powie mu, o co chodzi. Wtajemniczył Birgfellnera w projekt w 2017 r. i zlecił mu przygotowanie inwestycji. Polecił mu też przeprowadzić się na ten czas do Warszawy, aby mógł w pełni zaangażować się w realizację projektu.

Czworo dziennikarzy GW rozmawiało z Birgfellnerem w Wiedniu. Rozmawiali w języku angielskim, a szczegóły doprecyzowywali w niemieckim. Spotykając się w Wiedniu chcieli zagwarantować Birgfellnerowi (jest rodowitym wiedeńczykiem) swobodę, ale też poufność, uniknąć najścia przez dziennikarzy prawicowych mediów czy funkcjonariuszy służb podległych PiS.

Większą część rozmowy zajmują opisy działań Birgfellnera dotyczące spraw organizacyjnych związanych z przygotowaniem inwestycji, jego spotkań z architektami, prawnikami, przedstawicielami firm wykonawczych. Także o zaufaniu do Kaczyńskiego. Na pytanie dziennikarzy, czy nie niepokoiło go, że Kaczyński tak usilnie zabiega o utrzymanie wszystkich spraw związanych z inwestycją w tajemnicy odpowiedział: Teraz, gdy o tym myślę, to faktycznie wydaje się dziwne. Wtedy ufałem Kaczyńskiemu i to nie tylko dlatego, że był członkiem rodziny. To najważniejsza postać w Polsce. Jeśli nie można było ufać jemu, to komu można?

O budowie „wież Kaczyńskiego” i o tym, że nie chce on zapłacić 1,3 mln euro za wykonaną przez Birgfellnera pracę pisałem już na naszych łamach kilkakrotnie. Z wywiadu z Austriakiem wybrałem teraz fragmenty, które ilustrują jego zabiegi o odzyskanie pieniędzy i bezkarność Kaczyńskiego. Na pytanie dziennikarzy, kiedy poczuł, że Kaczyński może go oszukać i nie zapłacić za wykonaną pracę, Austriak odpowiedział:

– W marcu 2018 r., gdy kolejny raz przełożył decyzję w sprawie kredytu. Zaczęliśmy spotykać się rzadziej (…) czułem, że odstawia mnie na bok. (…) Gdy Kaczyński był w szpitalu, wokół wieżowca zapanowała dziwna cisza.

W innym fragmencie wywiadu Birgfellner zrelacjonował też, jak wyglądało jego spotkanie z zarządem spółki Srebrna w czerwcu 2018 r.:

– Kaczyński kazał mi przynieść faktury, przekazałem mu je. Powiedział, bym przyszedł na Nowogrodzką następnego dnia o 10 rano. Spodziewałem się, że porozmawiamy o płatnościach. Na miejscu okazało się, że w jego gabinecie siedzi 15 osób, ale Kaczyńskiego nie ma. (…) I nagle zaczęło się coś, co wyglądało jak rozprawa przed jakimś trybunałem. (…) Ludzie Srebrnej – pani Goss, pani Kujda, pan Cieślikowski, Grzegorz Tomaszewski (członek rady nadzorczej Srebrnej), pani Basia – siedzieli w dwóch rzędach, ja naprzeciw nich. Ich prawnik Michał Zachmuntowicz zaczął mnie przesłuchiwać. (…) Od ludzi Srebrnej biła nienawiść. (…) Nieustannie mnie atakowali. Miałem wrażenie, że nie mają pojęcia o tym, co robiłem i co udało mi się załatwić. Dla nich byłem kłamcą, oszustem, austriackim złodziejem. To, że jestem obcokrajowcem, jeszcze ich nakręcało. To było niewiarygodne. Nie przeżyłem czegoś takiego do tej pory. Gdybym wiedział, że odbędzie się nade mną sąd, wziąłbym prawników i partnerów. Byłem w głębokim szoku. (…) Ostatni raz spotkaliśmy się w listopadzie 2018 r. w siedzibie Srebrnej z panią Kujdą, panią Goss i Zuchmantowiczem. Ze mną był dr Rosenmaier oraz polski prawnik. (…) Atmosfera spotkania była fatalna. Rosemaier powiedział, że w życiu nie odczuł takiej nienawiści.

W jednym z następnych fragmentów wywiadu Birgfellner opisuje spotkanie z Kaczyńskim, podczas którego znów upomniał się o zapłatę i został przez niego odesłany do sądu:

– Pod koniec lipca 2018 spotkałem się na Nowogrodzkiej z Kaczyńskim i Grzegorzem Tomaszewskim. Wtedy padły słowa, że mogę pozwać Srebrną. Czułem, że tracę grunt pod nogami. Pracowałem przez rok na pełnych obrotach, wykorzystywałem wszystkie możliwe powiązania, ręczyłem własną reputacją i nagle Kaczyński mówi, śmiejąc się w twarz: „pozwij mnie”. No, spróbuj szczęścia. Na dodatek powiedział, że w sądzie będzie zeznawać na moją korzyść. To było coś niewiarygodnego.

Birgfellner odpowiada też na pytania dziennikarzy dotyczące przesłuchań w polskiej prokuraturze, w której zeznawał już 50 godzin. Wyłania się z tych słów obraz prokuratury działającej pod dyktando Kaczyńskiego. Birgfellner jest winien pieniądze sześciu firmom, które zaangażował w przygotowanie inwestycji.

– W prokuraturze mówiłem o wierzytelnościach wobec dwóch partnerów i zaraz potem przyszła do nich kontrola skarbowa.

Po jednym z przesłuchań prokuratura poprzez artykuł w Rzeczpospolitej przekazała, że Birgfellner nie jest w stanie wyliczyć, skąd się wzięła kwota 1,3 mln euro, którą żąda od Kaczyńskiego. Zapytany o to przez dziennikarzy odpowiedział następująco:

– Nie wiem, dlaczego prokuratura dezinformuje opinię publiczną. To kolejny niepokojący sygnał, że nie jest ona w tej sprawie obiektywna. Takie zachowanie sprawia, że jestem coraz bardziej nieufny i mam poczucie niesprawiedliwego traktowania. Prawda jest taka, że niemal połowę czasu podczas przesłuchań poświęciłem na wyliczenie kosztów pracy mojej i moich partnerów. Przekazałem prokuraturze umowy pomiędzy spółką córką Srebrnej a moją spółką, gdzie miesięczne opłaty i czas, jaki poświęciłem na prace nad inwestycją, są jasno określone. Do tego mam wyliczenie poniesionych wydatków, a także zobowiązań wobec osób i firm, które zaangażowałem w projekt.

Na pytanie, dlaczego złożył do prokuratury doniesienie na Kaczyńskiego o popełnienie oszustwa, odpowiedział: – Doszliśmy do wniosku z prawnikami, że nie chodzi tylko o moje roszczenia. Doszło do oszustwa, a to przestępstwo, które należy ścigać. Myślałem po austriacku. U nas sądom i prokuraturom się ufa, są bezstronne.

Birgfellner nie stawił się na dwa przesłuchania w prokuraturze, ponieważ w Austrii zmarł jego bliski przyjaciel i musiał wrócić kraju, by zająć się jego pogrzebem. Prowadzącą sprawę prokurator powiadomił, że nie będzie mógł być na dwóch przesłuchaniach w wyznaczonym przez nią terminie i poinformował, kiedy będzie do dyspozycji. Po powrocie z Wiednia przyniósł do prokuratury bilety lotnicze oraz akt zgonu przyjaciela. Prokurator mimo to ukarała go za niestawienie się grzywną w wysokości 6 tys. zł. Austriakowi w głowie się nie mieści, bo w żadnym cywilizowanym kraju się nie zdarza, by karać ofiarę, a nie sprawcę.

Birgfellner o 50 godzinach spędzonych w prokuraturze powiedział między innymi: – Nie spodziewałem się, że śledztwo może przyjąć taki obrót. Spędziłem tam 50 godzin przekonując panią prokurator, że to mnie oszukano, że to nie ja jestem przestępcą. A ona ciągle pytała o to samo, używając innych słów – tak by wydobyć ode mnie inne odpowiedzi. (…) Ciągle zadawała te same pytania. (…) zadawała je po to, aby znaleźć jakieś rozbieżności i uznać mnie za niewiarygodnego. Mój prawnik twierdzi, że będą przeciągać sprawę do wyborów na jesieni. Nie wierzę, że dopóki rządzi PiS, w mojej sprawie zostanie wszczęte jakiekolwiek śledztwo. Prokuratura jest pod kontrolą Kaczyńskiego.

– Kto wpadł na pomysł, by włączyć ambasadę Austrii w Warszawie?

Birgfellner: Ja. Chodzi mi o to, by austriacki ambasador przyglądał się sprawie, na wypadek, gdyby na przykład mnie aresztowano. Ambasador znał sprawę, poinformował władze w Wiedniu. Jesteśmy w stałym kontakcie. W najbliższych dniach mam spotkania w austriackich ministerstwach.

– Poważnie boi się pan aresztowania?

Birgfellner: Mój adwokat mówi, że gdyby chcieli to zrobić, wydarzyłoby się to kilka tygodni temu. Ale ryzyko wciąż istnieje. Jeden z polityków PiS powiedział przecież, że to kwestia czasu, zanim mnie zamkną. Skandal byłby na cały świat. Ale zrobią wszystko, by mnie oczernić. Chodzi im o to, by ochronić Kaczyńskiego.

Ciemny polski lud”, jak mówi o wyborcach PiS prezes TVP, Jacek Kurski, nic nie wie o zamiarze oszukania Birgfellnera przez Kaczyńskiego. Lud ten książek i gazet bowiem nie czyta, ogląda jedynie TVP Kurskiego, w której nieprzerwanie trwa wysławianie rządów „zbawcy narodu polskiego”, niejakiego Jarosława Kaczyńskiego.

Przemysław Taborski