Prokuratura na pasku prezesa

str-19-prokuratura

Sprawa „wież Kaczyńskiego”, dotyczy bezpośredniego najważniejszej dziś osoby w polskim państwie, czyli Jarosława Kaczyńskiego, po drugie – dowodzi, jak obecnie funkcjonują w kraju nad Wisłą organa ścigania (w tym przypadku prokuratura), to zaś, czyli owo obecne ich funkcjonowanie, ilustruje dobitnie, dlaczego natychmiast po przejęciu władzy PiS zlikwidował niezależność prokuratury i podporządkował ją władzy wykonawczej, czyli rządowi, czyli sobie. A tak naprawdę Jarosławowi Kaczyńskiemu, który dzięki temu jest dziś w Polsce człowiekiem absolutnie bezkarnym.

Szef PiS w maju 2017 r. zlecił Austriakowi Geraldowi Birgfellnerowi prace przygotowawcze związane z budową dwóch wieżowców na należącej do spółki „Srebrna” działce przy ul. Srebrna 16 w Warszawie. Błąd Birgfellnera polegał na tym, że ani ze spółką „Srebrna”, ani tym bardziej z Kaczyńskim nie zawarł żadnej umowy. Podczas późniejszych przesłuchań w prokuraturze mówił, że miał do Kaczyńskiego pełne zaufanie, wiedział, że jest to najważniejszy człowiek w Polsce, widział, jak wszystkie jego polecenia są natychmiast wykonywane, w poczekalni jego partyjnej siedzib y na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie widział też najważniejsze postaci obecnego polskiego rządu i władz Sejmu, które zjawiały się tam na każde wezwanie. Birgfellner nie znał, bo nie mógł znać maksymy komunistycznego prezesa niegdysiejszej centrali handlu Zagranicznego Metalexport, który przestrzegał żelaznej zasady, że żadnej umowy nie zawiera się „na gębę”, bo „na gębę” to jest krem Nivea.

Do kwietnia br. Birgfellner zeznawał w prokuraturze 6 razy, w sumie ponad 50 godzin. Kodeks nakazuje prowadzącemu sprawę prokuratorowi (w tym przypadku jest nim Renata Śpiewak) w ciągu 30 dni od złożenia zawiadomienia podjąć decyzję o wszczęciu bądź odmowie wszczęcia śledztwa. To bardzo ważne, ponieważ nie wszczynając śledztwa nie można przesłuchać podejrzanego o popełnienie przestępstwa, czyli Jarosława Kaczyńskiego, nie można też przesłuchać świadków, nie można także powołać biegłego do oceny nagrać, których dokonał BIrgfellner, ani dokumentów, na podstawie których sformułował zawiadomienie. Faktycznie, to nie można nic. Niepodejmowanie decyzji o wszczęciu bądź odmowie wszczęcia śledztwa umożliwia wskazanemu o popełnienie przestępstwa ukrywanie dowodów, uzgadnianie wygodnych zeznań, mataczenie itp.

Prokurator Renata Śpiewak była w chwili zlecania jej sprawy „Birgfellner versus Kaczyński” prokuratorem rejonowym, oddelegowanym do prokuratury okręgowej. 28 marca br., po niemal dwóch miesiącach prowadzenia tej sprawy, podczas których poza wzywaniem na przesłuchania Austriaka, nie podjęła żadnych innych decyzji, została awansowana na pełnoprawnego prokuratora prokuratury okręgowej. Wszyscy interesujący się tą sprawa prawnicy odczytali ów awans jako nagrodę za przeciąganie sprawy i niepodejmowanie przewidzianych kodeksem, czyli prawem, decyzji. Reasumując, można powiedzieć, że prokurator Śpiewak otrzymała awans za nieprzestrzeganie prawa.

Co w tej sytuacji zrobił Birgfellner? Złożył pismo, w którym domaga się pociągnięcia prokurator Śpiewak do odpowiedzialności dyscyplinarnej za przewinienie służbowe oraz do odpowiedzialności karnej za niedopełnienie obowiązków jako funkcjonariusz publiczny. Prokurator Śpiewak argumentuje obecnie, pisze Birgfellner, „że nie podejmie decyzji (o wszczęciu bądź niewszczęciu śledztwa – przyp. P.T.) dopóki nie skończy przesłuchiwać pokrzywdzonego”. Birgfellner pisze wobec tego do prokuratury, że podczas ponad 50 godzin przesłuchania przekazał pani prokurator wyczerpujące informacje, które umożliwiają jej wydanie postanowieni a o wszczęciu postępowania. I ze względu na wszystkie dotychczasowe okoliczności związane z tą sprawą stwierdza: „ponieważ istnieją okoliczności tego rodzaju, że mogłyby wywołać uzasadnione wątpliwości co do bezstronności wskazanego prokuratora w sprawie, związane z brakiem powiadomienia o wszczęciu lub odmowie wszczęcia śledztwa” wnosi o odwołanie prokurator Renaty Śpiewak. Wskazuje też, że mimo iż wytykał i wytyka nadużycia i niedopełnianie obowiązków przez prokurator Śpiewak, została ona awansowa. I pisze, że „Prokurator Śpiewak jest funkcjonariuszem publicznym, nie dopełniła obowiązków oraz działała na szkodę mojego interesu prywatnego. Ponadto w związku z przyznaniem jej tytułu prokuratora prokuratury okręgowej mogę domniemywać, że jej działania były ukierunkowane w celu osiągnięcia korzyści osobistych”.

Na pisma Austriaka prokuratura nie odpowiedziała, natomiast wysłała mu wezwanie, by 16 kwietnia stawił się przed prokurator Śpiewak. Klasyczna gra na zwłokę. W związku z tym Birgfellner poprzez swojego pełnomocnika, Romana Giertycha, wniósł pismo, w którym domaga się, by „kolejne przesłuchania w ramach postępowania sprawdzającego (przed wszczęciem śledztwa) odbywały się w polskich placówkach dyplomatycznych w Austrii”. Mecenas Giertych komentuje tę decyzję następująco: „Możliwość i tryb takich przesłuchań dopuszcza kodeks postępowania karnego”. Zdaniem Giertycha w obecnej chwili nie ma najmniejszych podstaw, aby kontynuować przesłuchania Birgfellnera, a jeśli prokuratura uważa, że ma zbyt mało materiału do wszczęcia śledztwa, to niech wyda postanowienie o odmowie jego wszczęcia. Jeśli do tego dojdzie, mecenasi Birgfellnera wniosą wtedy sprawę do sądu, by ten zweryfikował decyzję prokuratury.

Takiego postawienia sprawy Kaczyński i jego ekipa boją się jak ognia z kilku powodów, przede wszystkim dlatego, że nie udało się mu (im) spacyfikować na swoją stronę sądów, tak jak stało się to z prokuraturą. Jeszcze bardziej Kaczyński boi się przesłuchań Birgfellnera w polskich placówkach dyplomatycznych w Austrii, bo mimo iż sprawa znajduje się w kręgu zainteresowań europejskich mediów, skierowani przesłuchań do Austrii nadałoby nowy rozgłos całej sprawie.

Mecenasi Roman Giertych i Jacek Dubois piszą: „Pokrzywdzonego przesłuchuje się kilkadziesiąt godzin, a osób, których zawiadomienie dotyczy, nie pyta się nawet, czy zaprzeczają zarzutom. Pokrzywdzonego straszy się funkcjonariuszami skarbowymi, którzy chcą go zmusić do przyjmowania korespondencji w atmosferze zbliżonej do zatrzymania. Pokrzywdzonego karze się najsurowszymi karami porządkowymi, które nawet sąd ocenił jako przejaw rażąco nadmiernej surowości. Wobec pokrzywdzonego kierownictwo prokuratury, tj. prokurator generalny i prokurator krajowy, formułują zarzuty, że przedłuża postępowanie. Zarzuty te również ocenił sąd i uznał, że nie ma mowy o przedłużaniu przez pokrzywdzonego postępowania. Wreszcie prokuratura powtarza w nieskończoność te same pytania tylko po to, aby uzasadnić, że potrzebuje kolejnego przesłuchania”.

Prokuratura odpowiedziała na to pismo z właściwym sobie tupetem i bezczelnością. Niejaki Łukasz Łapczyński, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej, napisał, że to świadome opóźnianie przez Austriaka czynności procesowych i unikanie odpowiedzi na pytania prokuratora.

Reasumując… Austriacki biznesmen, który złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Kaczyńskiego, był przesłuchiwany przez ponad 50 godzin. Oskarżony o jego popełnienie, czyli Jarosław Kaczyński, ani minuty. Wszystko wskazuje na to, że prokurator generalny Zbigniew Ziobro nadal będzie sterował „niezależną” prokurator Śpiewak, by przedłużała przesłuchiwanie Birgfellnera i odwlekała bez końca wezwanie do stawienia się przed jej obliczem Kaczyńskiego. Niechybnie do wyborów parlamentarnych.

Ta sprawa dowodzi przede wszystkim jednej fundamentalnej kwestii – że prokuratura jako organ ścigania stał się w Polsce Kaczyńskiego całkowicie zależny od władzy politycznej.

Przemysław Taborski