Przypadki jurnego księdza Jacka

str-25-ksiadz-jacek-skrzypczak

Żałuję, że was dzisiaj trzech nie zerżnąłem” – nie jest ważny szyk tego zdania, istotna jest jego treść. Nie powinna dziwić, bo napisał je młody mężczyzna, w którym buzowały hormony, a testosteron szczególnie. Dziwne by było, gdyby u młodego, dwudziestokilkuletniego człowieka hormony zalegały w letargu, a na widok młodych dziewcząt nie wylewał się z niego ich nadmiar. U młodych mężczyzn to normalka. Każdy to ma, więc wszelkie próby ujarzmienia hormonów są daremne i skazane na porażkę.

Pustelnicy, którzy się umartwiali w jaskiniach, już nie mieli dwudziestu kilku lat. Byli ramolami, a w ich wieku nie trzeba się umartwiać usilnie, by wytrwać w ascezie, bo natura jest litościwa i sama przychodzi z odsieczą. Ale gdy jest się młodym, wszelkie śluby i przyrzekania, że nie tknie się płci, która wywołuje wydzielanie się testosteronu, okazują się daremne.

Młody mężczyzna, który pisał sms-a zacytowanego w tytule tego tekstu, był tego książkowym przykładem. Chciał się „bzykać”, ale miał dwa problemy z tym kolidujące, bo podpadające pod paragrafy kodeksu karnego i kanonicznego. Jego zawodową odzież stanowiła bowiem czarna sutanna, był więc księdzem, zaś obiekty jego seksualnego rozbisurmanienia były dziećmi, bo dziewczynkami, które jeszcze nie przekroczyły 15 roku życia. Ot, i problem. W dalszej części tego sms-a krzewiciel nauki Chrystusa i seksualnej wstrzemięźliwości pisał do dzieci płci odmiennej, że chętnie by owo „zerżnięcie” nagrał, by można było potem oglądać jego przebieg. Dosłownie zaś nęcił nastoletnią dziewczynkę słowami: – Zgodzisz się na trójkąt? Chętnie bym nagrał, jak to robimy.

Wielebny był młody, sprawny, wysportowany i przystojny. Nazywał się Jacek Skrzypczak. U płci przeciwnej „branie” miał bezproblemowe i to we wszystkich kategoriach wiekowych. Młyn w głowach robił małolatom i dorosłym. Musiał być człowiekiem seksualnie rodzinnym, bo ośmioletnia Dorotka pisała do księdza Jacka (nie mylić z księdzem Jackiem Soplicą z „Pana Tadeusza”) sms-y ociekające tęsknotą: „Kochanoc pjastusiowi słodziutkiemu mojemu”, „Chomiczek uschnie z tęsknoty”, i robiła to zapewne w skrytości przed rodzicielką Martyną, na co dzień wykładowcą na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, która wobec wielebnego była bardziej bezpośrednia i jak na wykładowczynię przystało, wykładała jasno, o co jej chodzi. Mamusia Dorotki pisała więc do amanta w sutannie otwartym tekstem: „Pan Bóg postawił mi superfaceta na drodze, wymodliłam sobie ciebie” i bez skrępowania przechodziła do rzeczy: „A co powiesz na wieczorny, poadoracyjny szybki numerek?”. Policja nie ujawniła dalszych sms-ów, nie można się więc dowiedzieć, czy ksiądz Jacek Martynowe ofiarowanie się skonsumował, a jeśli tak, to czy rzeczywiście po adoracji czy przed.

Wiadomo natomiast, że księdzu Jackowi oświadczyła się także bratowa mamusi Martyny, imieniem Alicja, której ksiądz Jacek też się postawił na jej drodze jako superfacet, bo wyznała mu w sms-ie, że go kocha. Na zadane podczas policyjnego dochodzenia pytanie, czy uprawiała z księdzem Jackiem miłość platoniczną czy konsumpcyjną, odpowiedziała, jak na prawdziwą katoliczkę przystało, że nie może odpowiedzieć, ponieważ ma rodzinę i nie chce nikogo krzywdzić. Skoro nie chciała odpowiedzią nikogo skrzywdzić, to pewnie skrzywdziła.

Tym bardziej, że ksiądz Jacek nie musiał się siebie wstydzić, bo jak zapewniała 14-letnia Marlena „ma się czym pochwalić jako mężczyzna”. Rozpłomienionym pożądaniem i zazdrością koleżankom opowiadała, że ksiądz Jacek ją całował, dotykał po pośladkach, a potem się z nim bzykała i właśnie wtedy przekonała się o walorach przyrodzenia wielebnego kapłana, które mu wstydu nie przynosiły. To wyznanie 14-latki dowodzi, że wstydliwe podejście dorosłych do wychowania seksualnego dzieci to jedno, a drugie to fakt, że one same dają sobie z tym radę i wiedzą, co, gdzie i jak jest grane, a wielebni typu księdza Jacka ochoczo i z radością im w tym pomagają.

Ksiądz Jacek był oczywiście katechetą i miał przygotowywać dzieci do cnotliwego życia na Ziemi zgodnie z wykładnią nauk wszelakich będących w kompetencji Kościoła katolickiego. Nauki te przewidują życie skromne, piętnują uprawiania seksu jako czynnoś

dającą przyjemność, radość, a już szczególnie rozkosz, bo ma on służyć li tylko zaludnianiu świata nowymi osobnikami, które będą sługami panów władców katolickiego Kościoła. Ksiądz Jacek zapewne zgadzał się z tymi naukami, gdy uczył poddane jego opiece dzieci religii, ale po ściągnięciu czarnej sukienki był już innego zdania i w sposób dosłownie namacalny uczył dziewczynki, co też w praktyce z nauką Kościoła jest sprzeczne, aczkolwiek dostarczające radości, przyjemności, luzu no i oczywiście rozkoszy. Czasami jednak także kłopotów, bo gdy się człowiek w uprawianiu tych przyjemności zapamięta, to owoce zapamiętania mogą po dziewięciu miesiącach dać na tym świecie głos.

Dla młodego, sprawnego i przystojnego kapłana, który jako mężczyzna nie ma się czego wstydzić, możliwość pojawienia się owocu pożądania, radości, rozkoszy i luzu to żaden problem. Gdy jedna z poddanych jego naukom dziewczynek poczuła w sobie ów owoc, bez skrępowania oświadczył jej matce, że będzie miał z Żanetą „dzieciaka”, ale „Z Bożą pomocą na pewno sobie poradzicie” i wspomógł pana Boga trzema tysiącami złotych na pozbycie się owocu swego pożądania, które wręczył rodzicom dziewczynki na parkingu przed sklepem OBI. W Legionowie, bo to właśnie w tym mieście realizował się jako ziemski wysłannik Stwórcy.

Nie znamy dokładnie motywów dlaczego młody Jacek zdecydował się na życie z koloratką pod szyją, które nakazuje życie skromne, bez seksu, natomiast wiemy, że nie dał rady złożonych ślubów dotrzymać. Było to ponad jego siły, ale nie on jeden nie dawał i w końcu nie dał rady, bo z nieoficjalnych statystyk wiadomo, że dla ok. 60 proc. wielebnych jest to ponad siły. W każdym razie pan Jacek zamienił się w księdza Jacka w roku 2004 w bazylice katedralnej w Sandomierzu, ale już wcześniej nie dawał rady i poszedł na łatwiznę. Łamiąc zasadę, że nie robi się zawieruchy we własnym kurniku, uwiódł swoją daleką kuzynkę, ale aby zostać wyświęconym złożył oświadczenie, że nic go z nią nie wiąże. Wiązało go natomiast z nieletnią Olą, która zeznała, że nie miała jeszcze 15 lat, gdy ksiądz Jacek ujawnił jej na czym polega nieprzestrzeganie celibatu i jak wygląda grzechomierz.

Kapłańskie peregrynacje księdza Jacka prowadziły przez Stary Nart na Podkarpaciu, Elbląg, Wrocław do Legionowa, gdzie został katechetą, czyli nawiązał dotykowy kontakt ze swoimi młodymi parafiankami. Bo nawet ośmioletnie dziewczynki sadzał sobie na kolanach, gładził po biodrach i pupie. Z nieco starszymi postępował bardziej bezpośrednio. – Posadził mnie na łóżku – mówiła w sądzie jedna z nich. – Miałam na sobie dżinsy na guzik i bluzkę z rękawami zakładaną przez głowę. Położył się na mnie, jedną rękę trzymał pod moją głową, drugą odpinał spodnie. To był jeden stosunek. Po wszystkim nic do mnie nie powiedział, ubrał się i odwiózł mnie do domu

Dziewczynka o gwałcie nie mówiła nikomu, bo się bała. Dwa tygodnie później znów ją zgwałcił.

Gdy nauczyciele w szkole zauważyli dziwne zachowanie księdza wobec dzieci, udali się do jego przełożonego, by zmienił katechetę i usunął księdza Jacka ze szkoły. Proboszcz, Kazimierz Krużel, tego nie zrobił. Dlaczego? – Bo uznałem go za dobrego księdza – powiedział proboszcz. W 2011 r. proboszczem parafii w Legionowie został ks. płk Sławomir Żarski. Policja prowadziła już wtedy dochodzenie w sprawie księdza Jacka. 9 maja 2012 r. policjant zapukał do proboszcza Żarskiego. Napisał potem w notatce „Moje zdziwienie wzbudziło wulgarne zachowanie proboszcza ks. płk. Sławomira Żarskiego”. Gdy bowiem policjant rozpytywał wielebnego o życie i obyczaje księdza Jacka, pułkownik w koloratce powiedział: „Suka nie da, pies nie weźmie”. Te słowa są kwintesencją stosunku wielu (nie wszystkich) księży katolickich do kobiet, a zarazem ilustracją ich pychy, wyniosłości i pogardy wobec ludzi.

Ksiądz płk Sławomir Żarski to ten wielebny cwaniak, który w 2002 r. po cenie wielokrotnie niższej od rynkowej sprzedał we Wrocławiu (był tam wtedy proboszczem) 15 hektarów atrakcyjnych gruntów pod inwestycje obecnemu premierowi, Mateuszowi Morawieckiemu. Ksiądz Żarski to także zaprzyjaźniony towarzysz byłego szefa MON, Antoniego Macierewicza. W 2018 r., mimo że już od dwóch lat nie pracował w wojsku, został awansowany na generała.

PS. Ksiądz Jacek Skrzypczak został skazany na 10 lat więzienia, 88 tys. zł odszkodowania dla 13 swoich ofiar, a także 15-letni zakaz zbliżania się do nich i dożywotni zakaz pracy z dziećmi. Ordynariat polowy, którego pracownikiem był ksiądz Jacek, odżegnał się od udziału w kosztach odszkodowania.

31 maja 2012 r. papież Franciszek przeniósł księdza Jacka do stanu świeckiego.

Imiona ofiar księdza zostały zmienione.

 

Krzysztof Pipała

Fot. Archiwum