Putin – historyk

admin-ajax

FELIETON NACZELNEGO. Obecny imperator Wielikiej Rassiji prezentował się już swojej publiczności jako niepokonany dżudoka, znakomity rybak i marynarz łodzi podwodnej, pogromca tygrysów, kulturysta itd. itp. Po tych spektaklach przyszedł czas na prezentację nieprzeciętnych walorów umysłu wielkiego Władimira Władimirowicza, który kilkanaście lat temu, po długotrwałych studiach w bibliotece Łomonosowa i archiwach katowni NKWD na Łubiance oznajmił swoim poddanym, że rozwiązanie Związku Radzieckiego było największą katastrofą współczesnego świata. Ot, łza się w oku kręci, jakaż to świetlana przyszłość uciekła byłemu oficerowi KGB sprzed nosa. Gdyby nadal trwał „niezwyciężony” Związek Radziecki, a Putin nim dowodził, niechybnie poszedłby w ślady swego wielkiego mistrza, o którym wielokrotnie wyrażał się w samych superlatywach, czyli Józef Wisarionowicza Stalina zwanego pieszczotliwie „Wową”. Tenże „Wowa” zwykł był w przerwie budowania potęgi Związku Sowieckiego kiwnięciem małego palca u lewej stopy skazywać na kilkudziesięcioletnią katorgę w sowieckich obozach koncentracyjnych zwanych „łagrami” miliony rodaków, a kiwnięciem małego palca u prawej stopy skazywać kolejne setki tysięcy na rozwałkę, czyli śmierć od kuli w głowę, niekoniecznie pod murem.

Niestrudzony w swoich intelektualnych studiach Władimir Władimirowicz oświadczył otóż, że podobnie jak inni wielcy historycy jest już na takim etapie badań, że wkrótce objawi rodakom i oczywiście światu, kto zacz doprowadził do wybuchu II wojny światowej i kto jest za ten wybuch odpowiedzialny. Przyrzekł, że lada moment popełni na ten temat artykuł i aby podtruć atmosferę puścił jedynie bąka, że winna tej największej w dziejach ludzkości pożogi, jest Polska.

Obywatele Rassiji zawyli na te słowa z zachwytu, bo skoro tak mówi Władimir Władimirowicz, to tak być musi. Nikt więc nie będzie już miał prawa fałszować historii i szkalować mieszkańców ziemi od Zatoki Fińskiej po Władywostok, że stało się tak za sprawą ich przodków, którzy stali się jedną ze stron paktu Ribbentrop-Mołotow dzielącego Polskę między Hitlera i Stalina. – To fałsz – rzucił Putin przed ujawnieniem dowodów i zasiadł wygodnie w fotelu czekając na reakcje i Polski i świata. – O co chodzi? – zapytają nasi Czytelnicy.

W dniach między 19 a 24 grudnia 2019 r. Władimir Putin wielokrotnie wypowiadał się na różnych forach na temat przyczyn wybuchu II wojny światowej i w każdym z tych wystąpień o jej rozpoczęcie oskarżał Polskę, twierdząc zarazem, że Polska była wiernym sojusznikiem Hitlera. Mówił o tym podczas wyreżyserowanej od początku do końca z dokładnością co do minuty swojej dorocznej wielkiej konferencji prasowej, potem w trakcie kolegium rosyjskiego ministerstwa obrony, także podczas odbywającego się w Petersburgu (20 grudnia 2019r.) spotkania z przywódcami Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej.

Należy przypuszczać, że u podłoża obecnego ataku na Polskę leży kilka kwestii. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę, że wypowiedzi tak Putina, jak i jego zauszników, nigdy nie były i nie są spontaniczne, formułowane pod wpływem emocji. Na to rosyjska dyplomacja jest za stara i za sprytna. Tam każda wypowiedź, a już szczególnie Putina, jest przemyślana.

Wypowiedzi rosyjskiego prezydenta na temat winy czy też współudziale Polski w wybuchu II wojny światowej nie są pierwsze i nie ostatnie. Zapewne atak na Polskę wiąże się z rezolucją Parlamentu Europejskiego z września ub. r., w której podkreślono, że „pakt Ribbentrop-Mołotow podzielił Europę i terytoria niepodległych państw między dwa reżimy totalitarne, które utorowały drogę do rozpoczęcia II wojny światowej”.

W odpowiedzi na tę rezolucję Putin oświadczył, że: „europejscy posłowie domagają się od Rosji, aby zaprzestała wysiłków zmierzających do wypaczania faktów historycznych, propagowania tezy, że Polska, kraje bałtyckie i Zachód są prawdziwymi inicjatorami wojny. Ale, moim zdaniem, nigdy nie mówiliśmy, że któryś z tych krajów był inicjatorem”. Teraz swoim ówczesnym słowom zaprzecza. Przyczyn jest kilka.

27 stycznia br. przypada 75 rocznica wyzwolenia Auschwitz, największego obozu koncentracyjnego hitlerowskich Niemiec, który jest symbolem zagłady europejskich Żydów. Obóz wyzwolili żołnierze 60. Armii Pierwszego Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej. Uroczystości związane z obecną, okrągłą rocznicą, odbędą się w Auschwitz oraz w Jerozolimie. Prezydent Rosji nie został zaproszony na uroczystości w Polsce.

Stanisław Ciosek, były ambasador Polski w Rosji ocenił atak Putina na Polskę następująco: „Ostatnie wypowiedzi nie tylko Putina, to pokłosie decyzji polskich władz, by na obchody 70. rocznicy wyzwolenia obozu Auschitz-Birkenau nie zapraszać prezydenta Rosji. Trafiliśmy na bardzo czuły punkt Rosji. Brak wyobraźni naszych polityków doprowadził do tego, że mamy odwet. Czekałem na to kiedy Rosja się odgryzie. Rosjanie widzą, że deprecjonujemy ich wkład w zwycięstwo w II wojnie światowej, a to jest fundamentem tożsamości współczesnej Rosji. W związku z tym nastąpiła odpowiedź. Decyzja o niezaproszeniu Władimira Putina to przykład złej polityki, ponieważ kwestie historyczne nie powinny być wykorzystywane do robienia polityki”.

Ale 27 stycznia w Izraelu będą organizowane wielkie obchody Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. I na te uroczystości prezydent Rosji został zaproszony. Stanisław Ciosek: „Putin swoją obecnością w Izraelu ściągnie uwagę opinii światowej i narzuci swoją interpretację, a trzeba nadmienić, że relacje polsko-izraelskie nie należą do najlepszych, między innymi przez słynną nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej z 2018 roku, która spowodowała lawinę krytyki nie tylko ze strony Izraela, ale też polityków amerykańskich. Źle się dzieje. Głos Putina będzie bardziej słyszalny, Rosja jest większa od nas i świat się z nią bardziej liczy. Będziemy mieli duże problemy, żeby wygrać ten pojedynek historyczny”. 

Nie da się ukryć, że krajem najbardziej przegranym w II wojnie światowej była Polska, m.in. przez dokonany w Jałcie podział Europy na strefy wpływów. W jego wyniku Polska stała się krajem podległym komunistycznemu Związkowi Radzieckiemu i ponosiła wszystkie związane z tym konsekwencje, włącznie z utratą ogromnych terytoriów na Wschodzie oraz zapaścią gospodarczą. Ale nie da się też ukryć, że w wymiataniu z terenów Polski hitlerowskich zbrodniarzy zginęło kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej. Nie wszyscy oni byli krwiożerczymi komunistami, byli żołnierzami, ludźmi jak każdy z nas. Ich śmierć wszystkie polskie władzy i wszyscy Polacy powinni uszanować. Wyrazem szacunku jest między innymi zapraszanie na uroczystości związane z ofiarami wojny przywódcy kraju, którego żołnierze złożyli na naszych ziemiach ofiarę życia. We wszystkich innych kwestiach możemy się z Putinem nie zgadzać, ale złożenie przez rosyjskiego prezydenta hołdu rodakom, którzy tu polegli, należy się, jest kwestią oczywistą. Ale polska dyplomacja spod znaku PiS tego szacunku nie ma, czym ukazuje zarówno swą małość, jak też małość całej tej partii i jej rządu.

Obwinianie przez Putina Polski za wybuch II wojny światowej, o współpracę z Hitlerem i Holocaust, ma też najbardziej aktualny kontekst polityczny. Dla Putina, o czym każdy wie, Unia Europejska stanowi zagrożenie, ale jako całość. Bo europejska Wspólnota jest potęgą gospodarczą, która swoim potencjałem przewyższa Rosję. Putin dąży więc wszelkimi sposobami do rozmontowania Unii. Miał ogromny udział w wywołaniu nastrojów antyunijnych w Wielkiej Brytanii, teraz obrał sobie za cel Polskę. Chce w świadomości Europejczyków utrwalić ten obraz Polski i Polaków, który przez 4 lata zdążył zbudować Kaczyński ze swoim PiS. Putin zmierza do ukazania Polski jako kraju nieodpowiedzialnego, łamiącego fundamenty demokracji, kapryśnego, z którym nie można czegokolwiek zbudować, natomiast jest skory do demolki. Pięć lat temu Putin nie odważyłby się zaatakować tak frontalnie Polski, bo wtedy byliśmy jednym z czołowych krajów Unii, bezsprzecznym liderem postkomunistycznych krajów i całej Europy Środkowo-Wschodniej. Wystarczyły 4 lata, by nic z tego nie zostało, byśmy stali się krajem, z którym nikt się nie liczy. A w krajach Zachodu coraz silniejsze są tendencje powrotu do współpracy gospodarczej z Rosją. Ostatnio był w Moskwie na rozmowach z Putinem prezydent Francji. Emmanuel Macron nie kryje swojego zniecierpliwienia bezprawiem rządów Kaczyńskiego, łamaniem praworządności. Gdy będzie miał do wyboru: Rosja albo Polska, na pewno wybierze Rosję. I znowu staniemy się zaściankiem Europy, ku któremu zresztą od 4 lat ochoczo zmierzamy. Wtedy Putin będzie mógł pisać historią Polski na swoje własne kopyto.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii