Rak niewiedzy i katolickiej indoktrynacji

169ce055c79ce8212ee8bb0e7f25a6c1

W światowych statystykach Polska zajmuje jedno z pierwszych miejsc pod względem liczby zachorowań kobiet na raka szyjki macicy. W Stanach Zjednoczonych, które zamieszkuje prawie 330 milionów osób, na ten typ nowotworu zapada rocznie ok. 10 tys. kobiet. W Polsce, która ma niemal 9 razy mniej ludności, od 2,5 do 4 tys. kobiet, z których połowa w ciągu 5 lat umiera. Ale podana wyżej liczba Polek, u których rozpoznaje się w ciągu każdego roku tę chorobę, to zapewne liczba niepełna, ponieważ kobiet, które systematycznie robią badania cytologiczne, jest niewiele. Dramatyczna sytuacja jest szczególnie w małych miasteczkach i na wsi, gdzie do dziś pokutuje przekonanie, że jeśli kobieta wybiera się do ginekologa, widocznie jest w ciąży albo ma „francę”, czyli chorobę weneryczną.

To efekt niemal zerowej edukacji zdrowotnej w kraju między Bugiem a Odrą, przy czym im bliżej Odry jest ona większa, a w okolicach Buga znachorska. W 2005 roku, po wielu latach dyskusji, rozpoczął się co prawda Ogólnopolski Program Profilaktyki, którego podstawę stanowiło imienne zaproszenie każdej kobiety wieku od 25. do 59. roku życia na badania cytologiczne, ale… Okazało się, że tylko kilkanaście procent kobiet nie zignorowało zaproszenia, a przecież badania cytologiczne są głównym narzędziem pozwalającym wykryć stany przedrakowe.

Ponad 80 proc. kobiet uznało, że są zdrowe i żadne badania nie są im potrzebne, należy jednak sądzić, że bardziej realne jest chyba jednak stwierdzenie, iż owe kilkadziesiąt procent kobiet nie miało pojęcia, co jest celem tych badań, a jest nim przecież ratowanie kobiet przed cierpieniem i przedwczesną śmiercią. Efekty nieświadomości są tragiczne. Śmiertelność kobiet spowodowana rakiem szyjki macicy jest w Polsce jedną z najwyższych w Europie. To 8,9 przypadków na 100 tys. mieszkańców, gdy średnia dla krajów starej Unii wynosi zaledwie 1,6, a w Australii, być może już w tym roku, uda się całkowicie wyeliminować ten typ nowotworu. Na niemal całym świecie liczba zachorowań kobiet na raka szyjki macicy maleje, w niektórych krajach wręcz lawinowo, tylko w Polsce statystyki dotyczące tej choroby pną się w górę.

Co takiego więc się dzieje, że Polki masowo kopią sobie grób?

Można na to pytanie odpowiedzieć jednym zdaniem: Rak szyjki macicy jest rakiem niewiedzy, katolickiej indoktrynacji i niechęci w jego zapobieganiu ze strony funkcjonariuszy resortu zdrowia.

W roku 2008 niemiecki uczony, profesor Harald zur Hausen, który niemal całe naukowe życie poświęcił badaniom nad etiologią raka szyjki macicy, otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny za szczepionkę, która chroni kobiety przed tym nowotworem. Wcześniej, przez niemal 10 lat, przekonywał, że powstaje on przede wszystkim w wyniku zakażenia wirusem brodawczaka ludzkiego, określanego skrótem HPV (human papillomavirus). Na całym świecie, tylko nie w Polsce, opracowanie szczepionki HPV uznano za olbrzymie osiągnięcie, czego najlepszych dowodem Nagroda Nobla dla jej wynalazcy.

Gdy w Polsce w roku 2007 Towarzystwo Profilaktyki Zakażeń HPV wydało rekomendację, by rutynowo prowadzić szczepienia dziewcząt w wieku od 11 do 12 roku życia, Ministerstwo Zdrowia w osobie ówczesnego rzecznika szefa resortu, którym był wtedy Zbigniew Religa, orzekło, że skuteczność szczepionki jest wątpliwa, a poza tym „kosztuje bardzo dużo”. Faktem jest, że kosztuje dużo, bo 500 zł za jedną dawkę, a dla uzyskania pełnej odporności należy zaaplikować dwie lub nawet trzy, to jednak koszt szczepionki jest nieporównywalny z kosztami leczenia kobiety, którą dopadł ten nowotwór. Mijają lata, a opór przed wprowadzeniem obowiązkowych szczepień przeciwko HPV nie maleje.

W sianie wątpliwości włączały się medyczne autorytety, m.in. profesor Rudolf Klimek z Krakowa. W 2009 r. przekonywał, że szczepionka HPV niewiele pomoże w profilaktyce, ponieważ raka szyjki macicy wywołuje wiele innych czynników. Wśród owych „innych” profesor wymienił m.in. niepotrzebne w trakcie porodów zabiegi cesarskiego cięcia, no i oczywiście długotrwałe stosowanie hormonalnej antykoncepcji, nade wszystko wczesną, przed 16. rokiem życia, inicjację seksualną. Profesor Klimek mówił, co mówił, ale widocznie nie był autorytetem w tej dziedzinie „dla świata”, ponieważ wiele krajów na całym globie zaczęło wprowadzać do kalendarza szczepień także HPV. Profesor Klimek dał natomiast pożywkę prawicowym moralizatorom. Pierwszego „naukowego odkrycia”, do czego może doprowadzić szczepionka HPV, dokonał niejaki Jan Pospieszalski, który w „Rzeczpospolitej” stwierdził, że odkrycie profesora Hausena dało światu coś bardzo niebezpiecznego, bo szczepionkę, która promuje seksualną rozwiązłość. Felieton w „Rzeczpospolitej” Pospieszalski opatrzył podpisem, że jest muzykiem, aranżerem, kompozytorem i autorem programu „Warto rozmawiać” w TVP, ale nie wspomniał, że te profesje ani z medycyną, ani z moralnością nie mają nic wspólnego. W sukurs Pospieszalskiemu przyszedł sam wiceminister zdrowia, którym z ramienia koalicji PO-PSL był w roku 2009 Marek Twardowski. W telewizyjnej audycji poddał w wątpliwość skuteczność nade wszystko bezpieczeństwo szczepionki HPV i to wystarczyło… Rodzice nastoletnich dzieci zaczęli odstępować od ich szczepienia.

Gdy na dodatek okazało się, że szczepionkę HPV powinno się podawać także chłopcom, ponieważ wirus jest przenoszony drogą płciową, prawicowi publicyści włączyli dopalacze. Tomasz Terlikowski, ortodoksyjny dziennikarz katolicki, też w „Rzeczpospolitej” zamieścił płomienny manifest, w którym sprzeciwiał się finansowaniu szczepionki HPV z budżetu państwa, straszył, że jest to trucizna, która zdemoralizuje nasze nastolatki i że najskuteczniejszym sposobem uniknięcia zakażenia wirusem HPV, a w przyszłości zachorowania na raka szyjki macicy jest „promowanie wierności małżeńskiej i całkowitej monogamii”. Nauki moralne i połajanki Terlikowskiego, niekryjącego swego poddaństwa wobec hierarchów katolickiego Kościoła, powinny w pierwszej kolejności trafić właśnie do nich, bo w kwestii celibatu i pedofilii mają na swoim koncie grzechów aż za wiele.

Świat medyczny słuchał tych opinii polskiego Ciemnogrodu ze zdumieniem oraz niedowierzaniem i oczywiście zupełnie się nimi nie przejmował uznając, że jest to kolejny element „polskiego piekła” podsycany przez PiS i Kościół katolicki. W krajach zaś cywilizowanej Europy już w 2009 roku 19 państw finansowało szczepienia HPV. W Polsce do moralizatorstwa prawicowo-katolickich dziennikarzy dołączyli się antyszczepionkowcy, którzy z jeszcze większą energią zaczęli straszyć młodzież i jej rodziców zagrożeniem, jakie ma nieść ze sobą HPV. Tymczasem statystyki przeczą jakiemukolwiek zagrożeniu. W latach 2006-2008 szczepionkę HPV podano 23 milionom ludzi i odnotowano 32 przypadki śmiertelne (1,4 zgon na milion), ale też nigdy nie stwierdzono bezdyskusyjnie, że ich przyczyny były związane z podaniem szczepionki.

Wiosną bieżącego roku w prestiżowym czasopiśmie medycznym „Lancet” zaprezentowano analizę 12-letnich badań związanych ze skutecznością podawania szczepionki HPV. Objęły one 66 milionów młodych ludzi z 14 krajów. Okazało się, że upowszechnienie szczepionki także wśród chłopców spowodowało gwałtowny spadek liczby zmian przedrakowych i brodawek narządów płciowych. A Polska?

Jest jedynym krajem członkowskim Unii Europejskiej, który nie finansuje szczepień HPV z budżetu państwa , co lokuje Polskę w gronie tak innowacyjnych i cywilizacyjnie nowoczesnych krajów europejskich jak Albania, Bośnia, Czarnogóra i Serbia. Pogratulować…

Być może powyższe dwa zdania są cyniczne, ale jak nie być cynicznym, gdy polskie państwo (w tej chwili w wydaniu PiS) nie dba o zdrowie Polek, natomiast bez żadnych zahamowań napełnia kieszeń odzianego w sutannę cwaniaka z Torunia. Kilka tygodni temu Ministerstwo Zdrowia, które co chwilę tłumaczy się z nierealizowania programów zdrowotnych społeczeństwa z powodu „braku środków”, przelało na konto firmy zakonnika Rydzyka 100 mln zł. To było w dniu, w którym w Chorzowie zamknięto onkologiczny szpital dla dzieci z powodu braku pieniędzy.

Antonina Pomorska