Rodzina po polsku

str-24-rodzina-po-polsku

Opanowana przez PiS państwowa sondażownia, CBOS, opublikowała wyniki badań portretujących polską rodzinę. Może nie tyle jest to portret rodziny jako takiej, co opinie Polaków na jej temat. Jaka ona powinna być, a jaka nie powinna. Analizując wyniki owych badań, można się pokusić o stwierdzenie, że im ludzie są młodsi, tym bardziej są tolerancyjni i odchodzą od standardów kształtowanych przez Kościół katolicki. Można nawet sformułować generalizującą konstatację, że w swoich spojrzeniach na małżeństwo jako takie, młodzi, średnio młodzi i nawet Polacy w wieku nieco wyższym niż średnim, znacząco odchodzą od nakazów, zakazów i nawoływań moralistów w sutannach, które każdej niedzieli ściekają z ambon polskich kościołów.

Dla księży nie do pomyślenia jest na przykład akceptowanie związków, które jeszcze niedawno nazywano „na kocią łapę”, czyli par mieszkający razem i współżyjących ze sobą także seksualnie bez ślubu. Z raportu zaś CBOS wynika czarno na białym, że takie związki bez żadnych zastrzeżeń akceptuje 19 proc. ankietowanych, zaś 42 proc. jest w swojej opinii nieco tylko ostrożniejszych. Na pytanie – czy akceptuje? nie odpowiada bowiem „zdecydowanie tak”, ale o ton niżej, czyli że „raczej akceptuje”. W sumie więc aż 61 proc. Polaków nie rozdziera szat z tego powodu, że ich rodacy żyją sobie bez założenia obrączki przed ołtarzem, co jest marzeniem osobników w sutannach (bo to kasa) albo w urzędzie stanu cywilnego. Zdecydowanie wiernych w tej kwestii nakazom religijnym jest ledwie 9 proc., 23 proc. powiada, że „raczej nie akceptuje”, a dla 7 proc. jest to ganze gal, czyli spływa to po nich jak woda po kaczce, bo jest im zupełnie obojętne jak ktoś urządza sobie współżycie z partnerem. Ale… Nie można pominąć, że w stosunku do identycznych badań przeprowadzonych 6 lat temu, w roku 2013, liczba tych, którzy zdecydowanie akceptują wolny mariaż, jest o 3 proc. mniej.

Największa tolerancja dla wolnych, niezależnych i suwerennych związków partnerskich jest wśród młodzieży urodzonej w latach 1984 – 1990 (aż 79 proc. ankietowanych) , a więc w okresie największej biedy, ale też w latach dochodzenia Polski do niepodległości. Należy domniemywać, że jest to kwestia wychowania w atmosferze rodzącej się wolności i niezależności, która kształtowała zarówno postawy rodziców jak też ich stosunek wobec swoich pociech. A czym skorupka za młodu nasiąknie, to na starość…

W dwóch następnych przedziałach wiekowych (urodzeni w latach 1991 – 1995 oraz 1996 – 2001) tolerancja spada i to znacząco, bo najpierw opowiada się za takim rozwiązaniem 76 proc. ankietowanych, a wśród najmłodszych pełnoletnich, mający od 18 do 23 lat, już tylko 72 proc. Najbardziej zachowawczy są w tej kwestii, czego można się było spodziewać, są ludzie starsi. Wśród seniorów, Polaków po 70. roku życia, związki nieutrwalone kontraktem małżeńskim akceptuje zaledwie 25 proc. ankietowanych, ale już wśród roczników urodzonych między rokiem 1944 i 1953 aprobata dla współżycia partnerskiego gwałtownie wzrasta, bo do 43 proc, w kolejnym przedziale wiekowym (urodzeni w latach 1954 – 1963) o kolejne 10 proc. i w następnym o 5 proc. do poziomu 63 proc.

Na pytanie, dla czego kobiety nie wychodzą za mąż, a mężczyźni się nie żenią, procent wskazanych odpowiedzi zależy od płci. Aż 42 proc. ankietowanych kobiet uważa za główną przyczynę obawę, że małżeństwo okaże się nieudane, 40 proc. sądzi, że skomplikuje ono, a nawet przeszkodzi w karierze zawodowej kobiet, a 37 proc. jest zdania, że panie także mają prawo wybierać wolność i życie bez zobowiązań.

To co dla kobiet jest dopiero na trzecim miejscu, dla mężczyzn stanowi główny powód wzbraniania się przed ożenkiem. Tak uważa aż 54 proc. ankietowanych panów, a 37 proc. jest zdania, że mężczyźni częściej preferują współżycie w związku nieformalnym. Ale 30 proc. jako przyczynę podaje niemożność znalezienia odpowiedniej kandydatki na żonę. W przypadku kobiet, które uważają, że niezawarcie małżeństwa jest konsekwencją braku odpowiedniego partnera, jest to 35 proc.

Kwestia wolnego związku lub małżeństwa nie wywołuje większych emocji u 42 proc. ankietowanych, którzy twierdzą, że jeśli „ludzie się kochają i ufają sobie, to nie ma znaczenia czy żyją ze sobą w małżeństwie czy bez ślubu”. Tylko 4 proc. mniej uważa, że „dobrze by było, gdyby osoby żyjące ze sobą bez ślubu zdecydowały się na małżeństwo”, a jedynie 14 proc. posiada w tej kwestii rygorystyczne zasady i opowiada się za bezwzględnym usankcjonowanie związku w USC lub i tam, i przed ołtarzem.

Odpowiedzi na kolejne pytania dowodzą, że Polacy są rodzinni. W 2019 r. 55 proc. ankietowanych uważało, że najlepszym sposobem na życie jest mała rodzina, czyli mąż, żona i dzieci, ale liczba rodaków o takich przekonaniach zmniejszyła się aż o 7 proc. w stosunku do roku 2008. Podczas 11 lat które upłynęły od roku 2008 do dziś zwiększyła się natomiast sporo, bo o 6 proc. liczba uważających, że lepiej żyje się „w kupie”, czyli w rodzinie wielopokoleniowej, w której pod jednym dachem mieszkają dziadkowie, rodzice i dzieci. Za życiem w samotności opowiedziało się ledwie 3 proc. ankietowanych, tyleż samo za związkiem małżeńskim bez dzieci i również 3 proc. za związkiem partnerskim z osobą tej samej płci. Za tą ostatnią forma współżycia 11 lat temu opowiadało się 5 proc. więcej osób. Życie w związku partnerskim z osobą tej samej płci odpowiadało jedynie 1 proc. ankietowanych, natomiast na samotne życie z dzieckiem (lub dziećmi) nie było chętnych. I nie ma się co dziwić.

Zdecydowana większość Polaków musi być zadowolona ze swojego dzieciństwa i kolejnych lat życia spędzonych z rodzicami, ponieważ na pytanie, czy chcieliby, aby ich obecna rodzina była podobna do tej, w której się wychowywali, aż 45 proc. odpowiedziało „zdecydowanie tak”, a 39 proc. „raczej tak”. Od wzorców z czasów młodości odżegnało się zdecydowanie 3 proc., a 11 proc. raczej nie chciało się wzorować na doświadczeniach ze swoich młodych lat.

Okazuje się, że wbrew temu co można by sądzić o obecnych czasach, kiedy to w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia ludzie wędrują po całym świecie, Polacy są raczej mało mobilni. Aż 72 proc. członków polskich rodzin mieszka w pobliżu siebie, w danej miejscowości lub w okolicznych, ale niewiele od siebie oddalonych. 20 proc. odpowiedziało, że członkowie ich rodzin są rozproszeni po całej Polsce, a tylko 7 proc. zadeklarowało, że ich najbliższa rodzina rozsiana jest po całym świecie. To zasiedzenie w jednym miejscu przekłada się na utrzymywanie bliskich związków rodzinnych. Sporo, bo aż 73 proc. ankietowanych spotyka się z rodzicami co najmniej raz w tygodniu, a 18 proc. raz w miesiącu, 62 proc. dziadków i babć też raz w tygodniu z wnukami (20 proc. raz w miesiącu). W obu przypadkach ci, którzy spotykają się z rodzicami lub wnukami raz w roku lub raz na kilka lat, stanowią zaledwie 1 proc. ankietowanych.

Przyjacielskie, a nawet zażyłe kontakty z pięcioma-dziesięcioma członkami rodziny utrzymuje 44 proc. uczestników badania, z trzema-czterema 20 proc., aż 15 proc. z jedenastoma i więcej, natomiast stroniących zupełnie od rodzinnych kontaktów jest mało, bo 3 proc.

Ostatnie pytanie w przeprowadzonym badaniu dotyczyło, można tak powiedzieć, przyszłości demograficznej Polski. Ankietowani, bez względu na wiek, odpowiadali na pytanie o liczbę dzieci, które chcieliby mieć. Na razie ta przyszłość nie rysuje się zbyt różowo, ponieważ 47 proc. zadeklarowało, że dwoje dzieci im wystarczy, a to oznacza podtrzymanie stanu demograficznego, nie zaś jego wzrost. Myślących prorozwojowo pod względem demograficznym okazało się 28 proc. ankietowanych, którzy uważają, ze optymalna liczba dzieci to troje, 7 proc. opowiada się za posiadaniem czworga dzieci, a niemal tyle samo, bo 6 proc. uważa, że jedno dziecko wystarczy. Nieco mniej, bo 4 proc. widzi się w rodzinie wieloosobowej, bo chciałoby mieć pięcioro dzieci, a 2 proc. twierdzi, że „tyle, ile się zdarzy”.

Antoni Fajkowski