„Rojst”, czyli polskie bagno

str-12-rojst-plakat

FILMOTEKA. Zaraza wymiotła sale kinowe do ostatniego widza! Czekamy z żoną w domu aż kina znowu będą otwarte, ale nikt nie wie jak długo to potrwa. Póki co, zostaje nam grzebanie w archiwach w poszukiwaniu ciekawych filmów na DVD albo korzystanie z propozycji Netflixa. 25 marca obejrzeliśmy na tej platformie (w warunkach pełnej kwarantanny!) polski serial kryminalny „Rojst” w reżyserii Jana Holoubka. I wcale tego nie żałujemy!

 

W ciągu kilku godzin projekcji zobaczyliśmy jak wyglądały lata osiemdziesiąte w Polsce Ludowej. Akcja rozgrywa się bowiem w czasach normalizacji po stanie wojennym, a tuż przed Okrągłym Stołem. Codzienne życie prowincjonalnego miasteczka toczy się leniwie między hotelową restauracją, sklepem Pewexu, a redakcją lokalnej gazety. Pewnego dnia dochodzi jednak do podwójnego morderstwa: ginie prostytutka i działacz partyjny. O tym morderstwie ma napisać artykuł Witold Wanycz, zdolny dziennikarz z objawami wypalenia zawodowego (w tej roli znakomity Andrzej Seweryn). Jednocześnie do tej samej redakcji zostaje przyjęty Piotr Zarzycki (Dawid Ogrodnik) – syn wysoko postawionego działacza partyjnego.  Obaj dziennikarze rozpoczynają mimo woli dziennikarskie śledztwo i coraz głębiej grzęzną w tytułowy rojst – bagno, z którego niełatwo się wydostać: Piotr Zarzycki rujnuje swoje życie rodzinne, a Witold Wanycz traci szansę na wyjazd za granicę.

Perfekcyjna scenografia, dopracowane w najmniejszym szczególe kostiumy, samochody z epoki oraz znakomite zdjęcia Bartłomieja Kaczmarka – to wszystko zapracowało na efekt pełnej  wiarygodności tego obrazu PRL, który przedstawili nam twórcy jako tło kryminalnej intrygi. Hiperrealistyczną wizję Polski lat osiemdziesiątych wzmacnia dodatkowo starannie przygotowana oprawa muzyczna (wspaniała scena z piosenką  „Zaopiekuj się mną” potrafi wycisnąć łzy wzruszenia) oraz język dialogów. Kto dziś tak mówi jak Magda Drewiczowa (Gabriela Muskała), matka Justyny: „Nie lubię tego wyjca”…

 

Oprócz Andrzeja Seweryna i Dawida Ogrodnika (duet aktorski znany publiczności z filmu „Ostatnia rodzina”) w filmie Jana Holoubka występuje cała plejada znakomitych aktorów: Piotr Fronczewski jako kierownik hotelu, Zdzisław Wardejn jako sierżant milicji, Zofia Wichłacz jako Teresa Zarzycka (urzekająca i zaskakująco dojrzała) i Magdalena Walach jako Helena. Żona i kochanka Witka…

 

Jedni powiedzą, że serial Jana Holoubka jest mocnym, wciągającym i perfekcyjnie zrealizowanym kryminałem, ale inni mogą powiedzieć, że jest nudny, bo „karty rozdawane są powoli”, akcja toczy się bez pośpiechu, a długość niektórych ujęć przekracza granice cierpliwości… Ale przecież wolne tempo może stanowić o sile kryminału, by widz miał czas na samodzielne ułożenie układanki, kiedy pewne wątki to ślepe uliczki, a inne nie są jeszcze do końca odkryte. „Dostajemy jednak przy tym konsekwentnie i starannie zbudowaną historię z satysfakcjonującym finałem”- napisał jeden z widzów. Jest ta historia trochę za wolna i momentami przegadana, ale główną wartością tego serialu jest moim zdaniem drugi plan, tło akcji a nie sama akcja.

 

Rojst, czyli zdradliwe bagno, jest metaforą PRL. Fatalna siła, która więzi ludzi i nie pozwala im swobodnie żyć tylko bezlitośnie pochłania. Ten mroczny świat pełen nienawiści, gwałtu i cierpienia jest niezrozumiały. „To wszystko przez ten las. To on ludzi od siebie oddala” – mówi jedna z postaci. Niewytłumaczalna, mroczna  rzeczywistość jest opisywana przez miejską legendę o złym lesie i bagnie, bo nie można nazywać dosłownie obszarów politycznego i moralnego tabu. Tragiczny skok z dachu pary licealistów jest równie tajemniczy jak imiona ofiar wypisywane na konarach drzew.

W czasach powszechnej kwarantanny takie mroczne filmy bez happy endu trzeba oglądać ostrożnie i z dystansem. Oglądanie serialu „Rojst” polecam wszystkim pamiętającym realia PRL-u, ale pod warunkiem, że co jakiś czas oderwą się od ekranu, by zrobić kanapkę i napić się herbaty. Jeszcze lepszy efekt daje pogawędka z członkiem rodziny na jakiś neutralny temat… Wszystko po to, aby złapać dystans i nie dać się wciągnąć.  A ten film potrafi wciągać w ciemne zakamarki naszych resentymentów.

Dbajmy o swoją odporność, bo jest nam dzisiaj bardzo potrzebna.

 

filmoteka-gosc

KRZYSZ­TOF WO­ŁOCZ­KO – Re­ali­za­tor po­nad 100 fil­mów i au­dy­cji te­le­wi­zyj­nych, ope­ra­tor i mon­ta­ży­sta. Twór­ca stu­dia te­le­wi­zji dy­dak­tycz­nej w Olsz­ty­nie (1990) oraz stu­dia wi­deo  Al­lianz Pol­ska (2001). W la­tach 1994-95 pra­cow­nik T-P S.A. Po­czątko­wo w Te­le­wi­zyj­nej Agen­cji In­for­ma­cyj­nej ja­ko re­ali­za­tor wi­zji („Wia­do­mości”, „Pa­no­ra­ma”, „Te­le­ek­spress”), a na­stępnie ja­ko tre­ner i dzien­ni­karz w Ośrod­ku Szko­le­nia i Ana­liz Pro­gra­mo­wych. Kon­sul­tant i tre­ner w za­kre­sie ko­mu­ni­ka­cji wi­zu­al­nej oraz wy­kła­dow­ca w In­sty­tu­cie Dzien­ni­kar­stwa UW (spe­cjal­ność te­le­wi­zyj­na i dzien­ni­kar­stwo mul­ti­me­dial­ne). Od stycz­nia 2018 ro­ku miesz­ka w Ka­na­dzie. Pra­cu­je ja­ko fo­to­graf
i re­ali­za­tor do­ku­men­tal­nych form wi­deo.