Rosja ćwiczy agresję

pipala

Rosyjskie manewry wojskowe Zapad -2017 tylko pozornie dotyczą jedynie Polski i nie mają nic wspólnego z Kanadą. Polskę i Kanadę łączy bowiem to, że mają wspólną granicę z Rosją. Z Polską jest to granica lądowa poprzez obwód kaliningradzki (210 km). Pośrednia biegnie wzdłuż granicy z Białorusią (418 km), który to kraj pozostaje w serdecznych związkach i w sojuszu wojskowym z Rosją. Kanada nie ma granicy lądowej z Rosją, graniczy z nią tylko przez morze. Ale z kraju Putina na amerykańską Alaskę jest tzw. rzut beretem, bo trzeba jedynie przeskoczyć Cieśninę Beringa, a Pietropawłowsk, stolicę Kamczatki, dzieli od Vancouver tylko 5197 km. To żaden wyczyn dla rosyjskich rakiet. Rosja niby nie ma nic do Kanady, ale gdy zacznie sobie rościć prawa do złóż ropy naftowej i innych bogactw naturalnych w Arktyce, owe „nic” nagle stanie się zarzewiem konfliktu, który już (na razie nieśmiało) daje o sobie znać od czasu do czasu. Jeszcze przed manewrami Zapad-2017 Rosja zademonstrowała mieszkańcom zachodnich wybrzeży USA i Kanady, że może się tam zjawić w każdej chwili. W ostatnich dniach sierpnia Putin zarządził ćwiczenia najpotężniejszej rosyjskiej floty – Północnej, która w alarmowym trybie przepłynęła niemal pięć tysięcy kilometrów północnym szlakiem na Morze Barentsa ze swojej bazy w Siewieromorsku koło Murmańska.

Nie tylko z manewrów Zapad-2017 należy wnosić, że na razie rosyjska armia prowadzi intensywne ćwiczenia, których celem w pierwszej fazie są kraje wschodniej flanki NATO, do niedawna wchodzące w skład ZSRR, czyli tak zwana Pribaltika (Litwa, Łotwa, Estonia). Celem drugiej fazy mogą być kraje stowarzyszone w NATO leżące bardziej na zachód, Polski nie wyłączając. Dał temu wyraz generał Petr Pavel, szef Komitetu Wojskowego NATO, który w trakcie trwania manewrów Zapad-2017 powiedział agencji AP, że manewry te odbierane są przez koła Sojuszu Atlantyckiego jako „poważne przygotowania do wielkiej wojny”.

Co prawda Rosjanie twierdzą, że są to ćwiczenia działań obronnych i że wzięło w nich udział znacznie mniej żołnierzy i sprzętu niż zapowiadano, ale generał Petr Pavel jest odmiennego zdania. Rosjanie podali, że w manewrach Zapad-2017, które przeprowadzono w dniach 14-20 września, wzięło udział tylko 12 700 żołnierzy i około 700 pojazdów, w tym tylko 140 czołgów i że to nie była nawet połowa sił, które uczestniczyły w manewrach NATO Anakonda-16 przeprowadzonych rok temu w Polsce. Generał Petr Pavel nie zgodził się ze stanowiskiem Rosjan. Powiedział, że strona rosyjska nie była transparentna jeśli chodzi o fakty związane z manewrami Zapad-2017, a liczba zaangażowanych w manewry żołnierzy wynosi w rzeczywistości 70 000, a nawet 100 000.

Z danych, które są doskonale znane analitykom i dowódcom sil NATO wynika, że Rosja, mimo zapewnień o defensywnym charakterze różnego rodzaju ćwiczeń, od dawna przygotowuje się do wojny z Zachodem i to intensywnie. Podczas ostatnich dwóch lat Rosja przeprowadziła 124 ćwiczenia wojskowe, z tego 25 w Zachodnim Okręgu Wojskowym, a więc graniczącym z wschodnią flanką NATO oraz u granic Ukrainy. NATO w tym samym czasie przeprowadziło jedynie 38 takich ćwiczeń. Jeśli chodzi o ćwiczenia zarządzane z dnia na dzień, to w ostatnich dwóch latach Rosja przeprowadziła ich 22, a NATO ani jednego.

W tych ćwiczeniach Rosja testuje przerzut wojsk między swoim terytorium a Białorusią, sprawdza przepustowość dróg i szlaków kolejowych na obszarze między Petersburgiem a Brześciem, zgrywa działania wojsk pancernych i zmechanizowanych, desantu, lotnictwa i floty.

W alarmowych ćwiczeniach Floty Północnej, o których wspomnieliśmy wyżej, wzięło udział 40 jednostek, z potężnymi krążownikami „Piotr Wielki” i „Marszałek Ustinow” na czele. To było bliżej Kanady niż Polski. A blisko Polski, czyli na swojej zachodniej flance, stacjonuje armia Rosji w sile 300 tys. żołnierzy.

Podczas dwóch ostatnich lat Rosja utworzyła na tym terenie trzy nowe dywizje wojsk lądowych i potężną 1. gwardyjską armię pancerną. Przy granicy z Białorusią skoncentrowano dwie brygady zmechanizowane z centrum Rosji, powiększając ich stan do 16. Jakby tego było mało, to od dawna stacjonują w tym rejonie trzy dywizje wojsk powietrznodesantowych, armia lotnicza, a na Bałtyku Flota Bałtycka. Jako wsparcie może służyć licząca 45 tys. żołnierzy armia białoruska.

Po co to wszystko? Rosja twierdzi bałamutnie, że to dla zabezpieczenia swoich granic, natomiast coraz więcej ekspertów NATO uważa, że Rosja szykuje się do wojny zaczepnej z Zachodem. Pytanie – co posłuży za jej zapalnik?

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii