Rura, która przecięła Alaskę

str-24

Wszystko zaczęło się w 1968 roku, kiedy to na głębokości ok. 3 km na przybrzeżnych wodach Oceanu Arktycznego u północnych wybrzeży Alaski odkryto ogromne złoża ropy naftowej. Po dokładnym zbadaniu ich zasobności okazało sie, że są one największe spośród wszystkich amerykańskich złóż i 18. na świecie. Problem tkwił w tym, że znajdowały się w okolicach zatoki Prudhoe, w miejscu całkowicie niedostępnym i gdyby doszło do ich eksploatacji, jedyną drogą transportu wydobywanej tam ropy mógłby być tylko rurociąg. A skoro rurociąg, to musiałby on przecinać Alaskę na pół, od zatoki Prudhoe do znajdującego się na południowym wybrzeżu Alaski miasteczka Valdez.

Tam miał powstać terminal naftowy, w którym ropa trafiałaby do supertankowców. Patrząc na mapę, z Valdez do najbliższego dużego ośrodka miejskiego i gospodarczego jest ok. 2100 mil, ale nie jest nim żadne amerykańskie miasto, lecz nasze kanadyjskie Vancouver. To tak tylko na marginesie, bo w amerykańskich planach eksploatacji złoża w zatoce Prudhoe, ani Kanada, ani tym bardziej Vancouver nie były nawet uwzględniane i dobrze, bo była to sprawa wewnętrzna Ameryki.

A w Ameryce zaczęła się batalia między zwolennikami i przeciwnikami budowy ropociągu. W pierwszej jego fazie górę brali przeciwnicy, czyli de facto ekolodzy, którzy wskazywali, że ropociąg zagrozi unikalnym ekosystemom Alaski, zakłóci, a nawet wypaczy naturalne zachowania zwierząt. Zwolennicy twierdzili, że podczas budowy ropociągu zostaną zastosowane najnowsze technologie, które nie tyle zneutralizują, co wręcz wyeliminują niekorzystne oddziaływanie ropociągu na alaskańską florę i faunę. Ropociąg miał mieć 1286 km i musiał przebiegać przez skrajnie trudne dla budowniczych tereny, w równie skrajnych warunkach atmosferycznych, gdzie temperatura sięga zimą poniżej 40 stopni C. Na dodatek musiał on przebiegać przez tereny uskoku tektonicznego, na których dochodzi do częstych trzęsień ziemi. Ekolodzy przestrzegali, że jakakolwiek awaria wypełnionego ropą naftową rurociągu skończy się przyrodniczą katastrofą. W tej sytuacji nie dziwi więc, że społeczeństwo amerykańskie było w kwestii budowy ropociągu podzielone.

Kongres USA prowadził w tej sprawie publiczne przesłuchania zwolenników i przeciwników ropociągu, przy czym ci pierwsi, aby rozpocząć budowę musieli uzyskać aż 515 pozwoleń federalnych i 832 stanowych. Walka była ostra, ekolodzy nazywali ewentualną budowę ropociągu „największą katastrofą środowiskową”, ich adwersarze twierdzili, że poziom techniczny i technologiczny rozwiązań, które miano zastosować, eliminuje wszelkie zagrożenia. Z czasem urzędujący wtedy prezydent Richard Nixon poparł budowę, ale zaapelował do inwestorów o poszanowanie przyrody i omijanie siedzib rdzennych mieszkańców. Spory jednak trwały, ale przyszedł rok 1973 i wsparcie dla inwestycji nadeszło z… Bliskiego Wschodu.

Od wojny sześciodniowej w roku 1967 (trwała od 5 do 10 czerwca), podczas której Izrael rozgromił zjednoczone siły egipskie, syryjskie i jordańskie, napięcie między tymi krajami nie słabło i wszyscy obserwatorzy sytuacji w tej części świata uważali, że ponowna wojna jest nieunikniona. I tak się stało.

W dniu izraelskiego święta Jom Kippur , 6 października 1973 r., wojska Egiptu i Syrii rozpoczęły zaskakująca ofensywę na Izrael. Wojna trwała 20 dni, a USA od pierwszej chwili stanęły po stronie Izraela. W odwecie organizacja producentów ropy naftowej (OPEC), której ton nadawały kraje arabskie, 17 października wstrzymała dostawy tego surowca do USA. Już po kilku dniach Amerykanie doświadczyli, co oznacza brak ropy naftowej, w konsekwencji – benzyny do samochodów. Na stacjach paliw ustawiały się kilometrowe kolejki samochodów, w kraju zaczynało się odczuwać chaos. W tej sytuacji prezydent Nixon zwrócił się do Kongresu (7 listopada 1973 r.) o wyrażenie zgody na budowę ropociągu przez Alaskę.

Roboty ruszyły, jak to się mówi – z kopyta i od razu na wielką skalę, ale dopiero w roku 1977 po uzyskaniu przez inwestorów wszelkich zgód i pozwoleń. Ropociąg zbudowano w rekordowym czasie, jak na skrajnie trudne warunki atmosferyczne, terenowe, sejsmiczne, bo w ciągu 26 miesięcy, między 27 marca 1975 r. a 31 maja 1977 r. Senne dotychczas tereny Alaski, przez które miał przebiegać ropociąg, doświadczyły inwazji tysięcy robotników i kierowców. Budowniczy rury nie mieli problemu z naborem pracowników, ponieważ oferowali zarobki przewyższające wielokrotnie te, które można było otrzymać w innych stanach USA.

Ropociąg ma długość 1286 km. Budowało go pięciu wykonawców, a trasa budowy została podzielona na 6 niezależnych od siebie odcinków. Rury mają 1,22 m średnicy i zostały wykonane z kuloodpornej stali. Ponieważ ropociąg budowano na wiecznej zmarzlinie, w określonych odstępach znajdują się wymienniki ciepła, które odprowadzają do atmosfery zbędną energię. Transportowana ropa ma bowiem temperaturę plus 50 stopni C i mimo izolacji ropociąg wydziela jednak ciepło. Chodzi o to, by nie doszło do roztopienia wiecznej zmarzliny, w którą wbudowane są podpory rurociągu. Na terenach uskoku tektonicznego, gdzie występują trzęsienia ziemi rura biegnie na poprzecznych podporach, które neutralizują wstrząsy. W tamtych czasach powszechnie uznano, że budowa The Trans-Alaska Pipeline System jest jednym z najtrudniejszych wyzwań inżynieryjnych w historii.

Alaska ma 1,7 mln km kw. powierzchni, o około 750 tys. km kw. więcej niż nasza Kolumbia Brytyjska. Ropociąg budowano na drobnym ułamku tej powierzchni, bo w sumie teren budowy zajął ok. 20 km kw., ale przecinał Alaskę na pół. Budujący musieli pokonać trzy pasma górskie, 34 rzeki, w tym Yukon, 800 strumyków, wybudować ok. 600 przejść dla zwierząt. Tę ogromną inwestycję wykonało 21 tysięcy pracowników. W trackie budowy zginęło 31 z nich.

Budowa ropociągu zmieniła całkowicie oblicze Fairbanks, jednego z największych miast tego stanu, które znajdowało się na trasie budowy. 99,9 proc. osób pracujących przy tej inwestycji to mężczyźni. Kobiety stanowiły wyjątki. Zarobki były horrendalne w porównaniu z płacami w innych stanach Ameryki. Wielu mężczyzn przyjechało do pracy, aby zarobić i wrócić do rodzinnych stron z kapitałem pozwalającym otworzyć własny biznes. Ale wśród 21 tysięcy było wielu beztroskich młodych ludzi, którzy zarobione fortuny tracili na alkohol, hazard i płatną miłość. Po ulicach Fairbanks paradowały stada bezczelnych, pozbawionych wszelkich zasad prostytutek, które nie miały najmniejszych zahamowań przed zaczepianiem mężczyzn idących w towarzystwie żon. Ten swoisty folklor, charakterystyczny dla miast z ogromną przewagą mężczyzn był nie do uniknięcia. Ale to był tylko jeden z epizodów towarzyszący tej niezwykłej inwestycji.

Była ona niezwykła także dlatego, że wzdłuż ropociągu wybudowano trasę, która pierwotnie miała być drogą zaopatrzeniową dla ekip budowlanych, później serwisową, a teraz jest jedyną trasą komunikacyjną przecinającą Alaskę w poprzek z północy na południe. Eksploatację zbudowanego ponad 41 lat temu ropociągu zaplanowano na 25 lat, ale ropa płynie nim do dziś.

Nie sposób pominąć jednak faktu, że właśnie za sprawą transportowanej nim ropy doszło do jednej z największych katastrof ekologicznych na świecie. 24 marca 1989 mierzący 300 m długości tankowiec Exxon Valdez, zbudowany od początku do końca z myślą o transportowaniu ropy właśnie z Valdez do innych portów USA, wskutek błędu nawigacyjnego wszedł na skały. Rozpruły one poszycie statku i do wód Zatoki Księcia Williama dostało się od 11 do 35 mln galonów surowej ropy naftowej. Doprowadziło to do śmierci ok. 5 tys. wydr morskich i 250 tys. mew, a straty ekologiczne odczuwane są do dziś.

Krzysztof Pipała