Ryszard Florek i jego FAKRO

Warszawa, 21.06.2015. Laureat w kategorii przedsiębiorca prezes firmy Fakro Ryszard Florek, podczas gali rozdania Nagrody Kisiela w Warszawie, 21 bm. Nagrodę Kisiela przyznał Tygodnik "Wprost". Po raz pierwszy laureat został wybrany głosami czytelników tygodnika, a nie członków kapituły nagrody. Fundacja im. Stefana Kisielewskiego oraz Kapituła Nagrody Kisiela dystansują się wobec działań tygodnika. Rodzina Stefana Kisielewskiego, niedawno powołana Fundacja im. Stefana Kisielewskiego oraz członkowie kapituły Nagrody Kisiela wystosowali 19 bm. do mediów pismo protestujące przeciw działaniom "Wprost". (mr) PAP/Marcin Obara ***Zdjęcie do depeszy PAP pt. Fundacja Kisielewskiego: nie ma Nagrody Kisiela bez jej kapituły***

Czasem dziecięce marzenia mogą przeoblec się w rzeczywistość, ale jak twierdzi Ryszard Florek, trzeba ciężko pracować, mocno wierzyć, że osiągnięcie celu się uda, posiadać wiedzę i mieć też trochę szczęścia. Ryszard Florek jest założycielem firmy, która ma dopiero 28 lat ale już jest drugim największym producentem swoich wyrobów na świecie. Firma Ryszarda Florka nazywa się Fakro, a jej głównym produktem są okna dachowe.

Skoro zacząłem ten tekst od stwierdzenia, że czasami dziecięce marzenia stają się rzeczywistością, muszę się na chwilkę cofnąć do dzieciństwa Ryszarda Florka i jego pomysłu, o którego spełnieniu marzył. Urodził się w 1953 roku w miejscowości Podłopień koło Tymbarku w Beskidzie Wyspowym. Jego ojciec był stolarzem, od którego nauczył się, że na sukces w tym, co się robi, trzeba ciężko pracować. Naukę pobraną od rodziciela w dzieciństwie przyswoił sobie na zawsze, ale też w tym dzieciństwie zrodziło się jego marzenie. Związane było z rówieśnikami, którzy wraz z rodzicami odwiedzali rodziców Ryszarda, bo ich dom gościnny był i otwarty.

Noclegownią dzieciarni był strych, co sprawiało jej mnóstwo frajdy, strych zaś był widny, ponieważ światło wpadało do niego przez kilka szklanych dachówek. No i właśnie wtedy mały Rysio zaczął kombinować, że skoro w dachu są szklane dachówki, to mogą też być i okna. Gdy zwierzył się ze swego pomysłu ojcu, ten uznał, że jest on zbyt nowatorski jak na możliwości produkcyjne wiejskiego stolarza. I z marzeniem w głowie, które nigdy jej opuszczało, Ryszardowi Florkowi upłynęło dzieciństwo, wiek szkolny i licealny, który uwiecznił zdaniem egzaminu na Politechnikę Krakowską.

Studiował na Wydziale Budownictwa Lądowego, a pomysł produkcji okien dachowych nigdy go nie opuszczał. W trakcie studiów wyjechał na praktykę do ówczesnych Niemiec Zachodnich, rozglądał się po tamtejszej branży budowlanej i utwierdzał w przekonaniu, że jego pomysł ma sens, mimo że w kraju między Bugiem, a Odrą panowała gospodarka socjalistyczna, czyli permanentnego niedoboru. Jego pierwsza firma, którą założył z kolegą ze studiów, a która nazywała się Florad, produkowała coś dla domu, jednak nie były to okna. Pomysł na okna dachowe popadł w głowie Ryszarda Florka w drzemkę, ale nie zasnął na zawsze. Florad wytwarzał boazerie, szafy wnękowe, a także bramy do zabytkowych kamienic. W Polsce można było w tamtych latach sprzedać wszystko, ale odbiorcami produktów Florada byli Niemcy, z którymi Ryszard Florek nawiązał handlowe kontakty podczas spędzonego w tym kraju stażu. No i zapłata była w markach, pieniądzu wymienialnym we wszystkich krajach świata, nie zaś w złotówkach, których nikt poza Polską nie chciał. Za marki można było kupić maszyny, narzędzia, surowce i półprodukty, za złotówki co najwyżej łopaty i kilofy, a i to nie zawsze.

Czas na realizację marzenia przyszedł nagle, ale już w Polsce roku 1990, czyli w kraju, w którym działały po kilkudziesięciu latach przerwy prawa rynku, a prywatni przedsiębiorcy nie byli już wrogami ludu, a jego przyjaciółmi. Impuls dało pojawienie się na polskim rynku duńskiej firmy Velux. Wydawało się, że będzie monopolistą, ponieważ w Polsce nie było do tego czasu ani jednego producenta okien dachowych. Velux już wtedy była światowym numerem 1 w produkcji okien dachowych i trzeba przyznać, że Ryszard Florek miał odwagę, by takiemu mocarzowi rzucić wyzwanie. Velux miał za sobą lata produkcji, a więc tradycję, know how, fabryki, wyszkolonych pracowników, rynki zbytu, specjalistów od sprzedaży i marketingu, Ryszard Florek miał pomysł, ale uznał, że nie można całego rynku okien dachowych oddawać w ręce jednej zagranicznej firmy i że on kawał tego rynku musi wykroić dla siebie. Wtedy właśnie skumulowała się w nim ciężka praca, wiara w powodzenie, wiedza i szczęście. Szczęście dlatego, ponieważ większość domów, które stęsknieni za własnym domem zaczęli budować Polacy, były w większości parterowe z poddaszem mieszkalnym. Poddasze mieszkalne zaś musi mieć okna dachowe – to po pierwsze, po drugie – Velux był drogi, a Fakro oferowało te okna po cenie, jak to się dziś mówi, konkurencyjnej.

Pierwsza fabryka Fakro stanęła w Nowym Sączu, a Ryszard Florek do jej postawienia przekonał, co najważniejsze – żonę, i co nie mniej ważne – przyjaciela, Krzysztofa Kronenberga. Wtedy jeszcze nie miał pojęcia, że słowo „fakro” w języku chińskim oznacza drogę do radosnego bogactwa. Dowiedział się o tym dopiero 14 lat później, gdy w Chinach otwierał przedstawicielstwo swej firmy, a gospodarze gratulowali mu wyboru nazwy, nieświadomi, że Florek nie ma pojęcia o znaczeniu tego słowa w ich języku.
Nazwa, pochodząca od pierwszych liter nazwiska pana Ryszarda i jego wspólnika, okazała się spełniać w znaczeniu chińskim. Dziś Fakro to już nie pojedyncza fabryczka, a grupa Fakro, posiadająca tych fabryk 12, działających nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Grupę tworzą także firmy dystrybucyjne od USA, przez Anglię, Ukrainę, Rosję po Chiny i te firmy sprzedają je w sumie do ponad 50 krajów świata. Fakro działa w branży, w której ostateczny wyrób nie składa się z żadnych półproduktów oferowanych przez poddostawców. Poza szkłem wszystko trzeba wyprodukować we własnym zakresie. Nic tedy dziwnego, że inżynierowie Fakro są autorami ponad 160 zgłoszeń patentowych i wzorów użytkowych, za którymi kryje się wiele nowatorskich w tej branży rozwiązań.

Gdy Velux zobaczył, że ma w Fakro konkurenta, szybko uruchomił w Polsce 4 swoje fabryki. I te dwie firmy doprowadziły do tego, że w 2015 r. Polska okazała się największym eksporterem okien dachowych w Europie, wyprzedzając pod tym względem Niemcy.

Gwoli zaspokojenia ciekawości, trzeba wspomnieć, że patent na pierwsze okno dachowe złożono w Wielkiej Brytanii w roku 1894, a rozwój tej branży nastąpił po II wojnie światowej za sprawą takich firm jak Velux oraz niemieckie Roto i Brass. Fakro jest więc w tym gronie młodziakiem, ale działa bez kompleksów. Motorem napędowym jest ciągły rozwój i wchodzenie w kolejne segmenty związane z poddaszem. Fakro rozszerza więc produkcję na kolektory słoneczne i ogniwa fotowoltaiczne. Systematycznie pnie się w górę, chociażby z tego powodu, że jest także w światowej czołówce schodów strychowych.

Adam Lasocki