Sąsiedzkie igraszki

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Każdy kto mieszka w bloku, nocował w hotelu, albo mieszkał w akademiku chcąc nie chcąc słyszał lub był słyszany w tym najbardziej intymnym momencie. Moi znajomi wybrali się w góry. Nocowali na prywatnej kwaterze. Gospodarze mili ludzie z szesnastoletnią córką. Pokoje były tak usytuowane, że moi znajomi za ścianą mieli pokój córki gospodarzy. Do dziewczyny w nocy przez balkon przyszedł chłopak. Co tam się działo – o mały włos nie obudzil się znajomych syn. Następnego dnia rano na śniadaniu, gospodarze dziwnie spoglądali na moich znajomych. Byli przekonani, że ci zajmując pokój wspólnie z synem pozwolili sobie na taką szaloną noc. Nie mieli pojęcia, że u córki był chłopak.

Sąsiadka mojego kolegi była oburzona jego kawalerskim trybem życia. – „Panie Przemku, córka ma pokój tuż za ścianą pańskiej sypialni. Jestem oburzona, pan ja deprawuje przyjmując u siebie tę cycatą blondynkę, która tak jęczy. Na miłość boską, Gosia ma 17 lat i uczy się po nocach, a u pana takie orgie!” Kiedy rodzice wyjechali do sanatorium Gosia została sama w domu, całe dwa tygodnie. Uczyła się pilnie, zdaje się, że przerabiała Kamasutrę z ojcem swojej przyjaciółki. Przemek śmiał się do łez, a rodzice gdyby się dowiedzieli to by chyba na zawał zeszli.

Jeden z moich sąsiadów miał seks regularnie, zawsze w piątek po 21. Do dzis nie mogę wyjść z podziwu, że tak precyzyjnie można zaplanować chwile miłosnych uniesień. Widać niektórzy są znakomici w planowaniu i do tego konsekwentni. U nas wszystko wymyka się spod kontroli, całe życie spontan. Całe życie sąsiadów do kina musimy wysyłać.

Kiedyś miałam za ścianą bardzo młodą parę. Oj bywało tam głośno, ciagle przesuwało się im łóżko i tak rytmicznie uderzało o ścianę. Jedna noc była wyjątkowa, długo jak nigdy. Maratończycy jacyś czy co? Za kilka dni spotykam sąsiadów na spacerze, żartujemy, śmiejemy, coś tam opowiadamy, ja się śmieję, że ostatnio ktoś miał mega gorącą noc, a sasiad mówi, że ostatnie dwa tygodnie był w delegacji. Sasiadka była purpurowa. A ja, no cóż, chciałam zapaść się pod ziemię. Ot, życie.

Kolega Romek godzinami ciągał psa na spacer, odkąd przeszedł z psem pod balkonami bloku nr 9 na swoim osiedlu. Wpadł do nas do biura następnego ranka i opowiada z wypiekami na twarzy: – „Dziewczyny nie uwierzycie, wyszedłem z psem na spacer po pracy koło 17, daleko nie szedłem, tylko za blok pod balkony i nagle słyszę jakieś krzyki, jęki. Jak się baba darła mówię wam, dobre pół godziny. Pies zrobił co miał zrobić, ciągnie mnie do domu. Dobrze, że fajki miałem to paliłem jednego od drugiego i spacerowałem. Kurcze, ale musiał jej chłop dobrze zrobić. Jak skończyli to sąsiedzi wyszli na balkon zapalić.” Śmiałyśmy się z koleżanką w głos, bo Romek starszy od nas dobre dziesięć lat, a opowiadał to podekscytowany jak mały chłopiec z wypiekami na twarzy. Oczywiście my durne podkręciłyśmy kolegę pytając: – „To twoja żona tak nie krzyczy?” Chłop zdębiał, spojrzał na nas trochę zawstydzony i zaciekawiony zarazem, już mu kosmate myśli po tym łysiejącym łbie chodziły i się zastanawiał jak jest u nas. – „Romek, każda kobieta krzyczy jak jest jej dobrze.”

Któregoś razu u Gośki w bloku, sąsiedzi usłyszeli, że ktoś upadł na ziemię i krzyki straszne krzyki, ale ciężko było zrozumie

co ten ktoś krzyczy. Zaniepokojeni, że coś się stało wezwali policję. Nikt nie otwierał drzwi, a ewidentne coś się tam działo. Przyjechała straż pożarna, wyważono drzwi. Służbom i sąsiadom ukazała się para baraszkujących kochanków. Byli tak zajęci sobą, że nawet nie zauważyli widowni.

– „Pani Basiu, czy zna pani tych nowych z drugiego piętra?” – zagadnęła sąsiadkę Berta. – „Nie znam.” – „Oni są okropni!” – „Dlaczego okropni? Są mili kłaniają się.” – „Pani Basiu, oni ciagle TO robią na stole w jadalni i w łazience. Mój Jasiek już nie może słuchać. Bezwstydni i to tak w dzień, pani sobie wyobraża? Jak tak można?” – „Ależ Berto, młodzi są lepiej, że słychać jak się kochają niż by się mieli kłócić. Tylko się cieszyć.” – No wie pani, kłócą to się ci z czwartego. Zawsze w łazience, mój poznaje ją po głosie. Ileż to ona … ujów na tym chłopie wiesza. No mówię pani, nie do uwierzenia i zawsze w łazience!” Berta z mężem koło pięćdziesiątki, nie młodzi, nie starzy, ale widać, że etap szalonego pożycia ich chyba nigdy nie dotyczył.

– „Mojej przyjaciółki nastoletni syn ma pomysły nie z tej ziemi. Kiedyś zapytany dlaczego nie ma zadania, odpowiedział, że rodzice tak głośno uprawiali seks, że nie mógł się skupić. Nauczycielka podobno zaniemówiła. Sasiadka mi opowiadała, że piętro wyżej ma bardzo głośnych sąsiadów, a właściwie sąsiadkę. Pożycie seksualne się tam układa bardzo dobrze, praktycznie każdego dnia. Najgorsze jest to, że sypialnie mają nad pokojem nastoletniego chłopca. Nie miałam pojecia, którzy to sąsiedzi. Mieszkań w bloku dużo, ludzi nie znam, tyle co z windy lub pralni. Któregoś wieczoru wracamy z papierosa i jedzie z nami w windzie sąsiad. Znam go z widzenia taki śmieszny, wyglada na bardzo spokojnego i cichego. Obstawiałam, że stary kawaler i to taki jeszcze nie ruszany. Jakby to powiedzieć, pierdoła taka z grzyweczką ulizaną na boczek. Wysiadamy z windy, a sasiadka mi mówi: – „To ten!” – „Co ten? – pytam. – „Jego żona tak się drze!” Jak to pozory jednak bardzo mogą mylić. Teraz mam sąsiadów samych staruszków więc ich nie słychać. Z naszej strony klatki cicho i spokojnie. Tu to pewnie na nas narzekają.