Seks na szczytach Kościoła

str-20-21-sodano

Mirosław Wlekly jest autorem książki pt. „All inclusive. Raj, w którym seks jest bogiem”. To książka o przestępstwach seksualnych księży. Gdy kończył zbierać materiały do kolejnej książki, również dotyczącej życia seksualnego księży, poprosił o rozmowę kardynała Stanisława Dziwisza. Dziwisz był osobistym sekretarzem papieża Jana Pawła II. Kardynał na prośbę dziennikarza nie odpowiedział, wydał natomiast oświadczenie. Stwierdził w nim m.in., że polski papież nie tolerował przestępstw pedofilii duchownych, był nimi wstrząśnięty i że to za jego pontyfikatu wszczęto dochodzenie w sprawie meksykańskiego zakonnika Marciala Maciela, który okazał się wyjątkowym przestępcą seksualnym. Dziennikarz skomentował ostatnie słowa kardynała następująco: – Stanisław Dziwisz nie wspomina jednak, pod jak silną presją światowej opinii publicznej był już wtedy Watykan.

To zdanie jest jednym z ostatnich artykułu pt. „Dziwisz w szafie”, który Mirosław Wlekły opublikował w Gazecie Wyborczej (nr 76, 30 -31 marca 2019 r.). Wcześniej Wlekły pisze w tym artykule: „O tym, co wyczynia ojciec Marcial Maciel, założyciel potężnego świeckiego zgromadzenia Legioniści Chrystusa, informowano Watykan już od 1949 roku. Zakonnik oprócz tego, że był zwykłym oszustem, był też notorycznym gwałcicielem, molestatorem i pedofilem (za molestowanie pozwał Legionistów jego własny syn). W 1997 r. jego ofiary, przysięgając na Ewangelię, opisały praktyki swojego przełożonego. Nie wiadomo, czy Sodano i Dziwisz przekazali list papieżowi. Kiedy sam kilka lat temu zbierałem w Meksyku informacje o Macielu, skrzywdzeni opowiadali mi, jak w 2002 roku zdesperowani milczeniem Jana Pawła II zredagowali list po polsku i wysłali go bezpośrednio do Dziwisza. Bez odpowiedzi. Rok później prywatny sekretarz Maciela osobiście przekazał dowody papieżowi, Dziwiszowi i Sodano. Znów nie zareagowali.”

Artykuł „Dziwisz w szafie” traktuje o roli, jaką Stanisław Dziwisz odgrywał w Watykanie za pontyfikatu Jana Pawła II. To oczywiście tylko wyimki z tego, co znajduje się w jego dwóch wymienionych wyżej książkach oraz u Francuza Frédérica Martela, autora książki „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, która w polskich księgarniach ukazała się 3 kwietnia br. Martel zbierał materiały do swej książki przez 4 lata, odwiedził w tym celu 30 krajów, w których rozmawiał z setkami katolickich duchownych, w tym także z kardynałami. Wszystko, o czym pisze i co mówi, ma udokumentowane i zweryfikowane.

Obraz ludzi sprawujących najwyższe stanowiska w Kościele katolickim może wstrząsnąć nieświadomym dotychczas w tych kwestiach czytelnikiem. Szczególnie czytelnikiem polskim, wychowywanym w atmosferze kultu wobec polskiego papieża i oczywiście instytucji Kościoła. Wydarzenia przedstawione tylko w artykule „Dziwisz w szafie” są szokujące. To wręcz niesamowite, w jakim zakłamaniu żyją hierarchowie instytucji kreującej się na jedynego szafarza praw boskich i zasad moralnych. Hierarchowie, którzy z wysokości swego „boskiego” urzędu pouczają i rugają wiernych, bezwzględnie łamią zasady, które głoszą.

Jaką rolę w utrzymywaniu tego zakłamania i fałszu odgrywał Stanisław Dziwisz? W dalszej części niniejszego tekstu będziemy się posługiwać obszernymi cytatami autorów, którzy całe lata spędzili na zgłębianiu tajemnic Watykanu.

– Kościół w czasach Jana Pawła II czy Benedykta XVI ukrywał kompletnie wszystko – mówi autorowi pewien watykanista, dziennikarz popularnej włoskiej gazety. – I teraz Franciszek ma gigantyczny problem: cięgle coś wypada z szafy.

– Będąc tak długo w najbliższym otoczeniu papieża, Dziwisz nie mógł nie mieć wiedzy i wpływów, a w ostatnich latach pontyfikatu doszedł do szczytu władzy – mówi osoba z najbliższego otoczenia papieża Franciszka. – „Il papa vuole” – miał mawiać Dziwisz, gdy wychodził od schorowanego papieża. Z tego wziął się jego przydomek „Papież Chce”, którym pod koniec pontyfikatu powszechnie nazywano go w Watykanie. „Papież chce” słyszeli wszyscy. Decydował jednak on! Dziwisz. Bo Jan Paweł nie mógł już podejmować decyzji. Dziwisz stal się filtrem: przekazywał papieżowi to, co chciał, a w miarę jak nasilała się choroba Jana Pawła II, zaczął się wypowiadać zamiast niego. W końcu nie bardzo było wiadomo, kto wydaj polecenia: papież czy Dziwisz”.

Wszystko wskazuje na to, że Dziwisz miał bardzo duży wpływ na wybór Angelo Sodano na sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej, ponieważ, jak mówiono, chciał mieć sprawnego urzędnika, ale „nieszkodliwego i uległego”. Sekretarz stanu to osoba nr 2 po papieżu. Sodano jest sprawny, ale na pewno nie nieszkodliwy i uległy. Wiele przemawia za tym, że duet Sodano – Dziwisz miał ogromny wpływ na papieża i de facto ci dwaj ludzie kreowali politykę Watykanu. No bo jak wytłumaczyć fakt, że Jan Paweł II dal się im namówić na wizytę w Chile za dyktatury Pinocheta w roku 1987, kiedy świat wiedział już o zbrodniach dyktatora. Na dodatek, nie wiadomo tylko czy z inspiracji Sodano czy Dziwisza, papież pojawił się na balkonie prezydenckiego pałacu La Moneda, a zdjęcie uśmiechniętego Jana Pawła II w towarzystwie dyktatora zbulwersowało świat. Polski papież legitymizował tą wizytą reżim chilijskiego faszysty. Na owej wizycie niezmiernie zależało Sodano, bo w latach 1978-1988 był on nuncjuszem apostolskim w Chile, przyjaźnił się z Pinochetem, wspierał go, bagatelizował doniesienia o torturach i zabójstwach opozycjonistów. I oczywiście żył w przepychu. Jeden z rozmówców Martela, chilijski dziennikarz, powiedział, że „W Chile Sodano zachowywał się jak faszysta i był przyjacielem faszysty”. W 1993 r. Sodano wpłynął na papieża, by przesłał Pinochetowi życzenia „Bożych łask”, a pięć lat później Watykan sprzeciwiał się ekstradycji dyktatora do Hiszpanii, gdzie miał wytoczony proces. Sodano to jeden z najczarniejszych charakterów książki francuskiego pisarza.

Zasłynął także tym, że roztaczał parasol ochronny nad pedofilami i ich wspierał. Jego przyjacielem był ksiądz Fernando Karadima, który przez pół wieku wykorzystywał dziesiątki chłopców w wieku od 12 do 17 lat. Działał wedle schematu, który do perfekcji opanowali także inni pedofile w sutannach. Wybierał młodych chłopców z biednych, patologicznych rodzin, otaczał opieką, przywiązywał do swojej parafii i tak ich urabiał, aż stawali się jego ofiarami. Za pontyfikatu Jana Pawła II włos z głowy mu nie spadł.

Podobnie jak wyjątkowemu przestępcy w kardynalskim kapeluszu, którym był Kolumbijczyk Alfons López Trujillo. Ten był arcybiskupem Medellin, stolicy kolumbijskiego narkobiznesu. Są relacje, wedle których otrzymywał walizki pieniędzy od Pabla Escobara. Żył w luksusach i wymagał dla siebie luksusów. W arcybiskupim garażu parkowało kilka kosztownych limuzyn, gdy przyjeżdżał do jakiejś parafii, od podjazdu do kościoła musiał być rozwinięty czerwony dywan, po którym kroczył w akompaniamencie dzwonów. Wiernym kazał całować pierścienie na swoich palcach, rekwirował w parafiach biżuterię, obrazy, srebrne kielichy, które potem spieniężał albo ofiarowywał kolegom z Watykanu.

W gejowskiej dzielnicy Medellin – pisze Wlekły – nieopodal katedry, miał intymny apartament, do którego sprowadzał seminarzystów, młodych mężczyzn i męskie prostytutki (homoseksualizm Alfonsa Lópeza Trujilla Martel potwierdził u dziesiątek świadków, w tym kilku kardynałów). Ofiary namierzał podczas wizytacji parafii, seminariów, wspólnot religijnych. Jego „specjalnością” byli chłopcy z nowicjatu. Najdelikatniejsi, najmłodsi, najlepiej jasnoocy i jasnowłosi. Zdarzało się, że temu, kto odmówił wejścia do jego łóżka, blokował wyświęcenie. Korzystał z systemu księży naganiaczy. Ofiary znieważał i poniżał. Bicie musieli też akceptować oddający mu się za pieniądze mężczyźni, bo korzystanie z prostytucji było kolejną pasją hierarchy. Ciosy zawsze wymierzał na końcu, nie w trakcie aktu seksualnego. (…) W poszukiwaniu kochanków odwiedził podobno 100 krajów. (…) Kolumbijczyka pokonała w 2008 r. infekcja płuc, ale Watykan szeptał, że prawdziwą przyczyną śmierci było AIDS (które zresztą, jak opowiadało Martelowi wielu rzymskich lekarzy, poczyniło znaczne spustoszenie w Stolicy Apostolskiej. (…) W 1983 r. papież uczynił go kardynałem, a w 1990 r. jednym z najważniejszych swoich „ministrów” – Papieskiej Rady do spraw Rodziny, by także szefem Konferencji Episkopatów Ameryki Łacińskiej. Po Rzymie Alfons López Trujillo jeździł ferrari”.

Jak takiego człowieka można było postawić na czele arcyważnych instytucji papieskich? Jeden z prałatów rzymskiej kurii, który spotykał się z nim, powiedział pisarzowi Frédéricowi Martelowi: – Podobno kupował wielu kardynałów. Przede wszystkim jednak López Trujillo by przyjacielem Jana Pawła II, protegowanym Sodana i Dziwisza.

– Dziwisz – mówił Wlekłemu były ksiądz i łacinnik, gej, który robił karierę w Watykanie, ale nie mogąc znieść wszechobecnej tam hipokryzji odszedł z kapłaństwa – był bardzo sprytnym i mądrym człowiekiem. Dobrze wiedział o wszystkim, co działo się w Kościele na całym świecie. Był mózgiem tego pontyfikatu i podtrzymywał niepisaną zasadę wspierania „swoich” bez względu na okoliczności. Trudno się spodziewać, że zostawił jakiś dowód lub ślad swojego zaangażowania w coś złego.

Nazwisko Dziwisza – twierdzi Frédéric Martel – przewija się przez mnóstwo książek i artykułów o kryciu skandali pedofilskich. Potwierdzono jego związki z Meksykaninem Marcialem Macielem, Chilijczykiem Fernandem Karadima, Kolumbijczykiem Lópezem Trujillem i Amerykanami Bernardem Lawem i Theodore’em McCarrickiem (pierwszy chronił księży pedofilów, drugi sam molestował dzieci). Nie mówiąc już o ukrywaniu polskich skandali, na czele ze sprawą arcybiskupa poznańskiego Juliusza Paetza, który molestował kleryków. Być może takich spraw były dziesiątki, a nawet setki.

Krzysztof Pipała