Seks to… wstyd?

admin-ajax

Moja koleżanka miała założoną spiralę antykoncepcyjną, ale mimo to zaszła w ciążę i w efekcie jej dziecko urodziło się z tą spiralą w głowie – to zdanie nie pochodzi z kabaretu, nie jest opowieścią człowieka niespełna rozumu. Taki tekst usłyszały dzieci w jednej z polskich szkół podczas lekcji z „Wiedzy o życiu w rodzinie”, pod którą to nazwą wstydliwie zakamuflowano zajęcia z wychowania seksualnego. Lekcje z tego przedmiotu są w Polsce nieobowiązkowe, mogą w nich brać udział dzieci 11-letnie, których rodzice wyrazili na to zgodę. W programie polskich szkół na zajęcia z tego przedmiotu przewidziano jedną godzinę lekcyjną tygodniowo (na lekcje religii 2 godz. w szkołach i od 15 do 30 min. w przedszkolach). Jak z tego widać lekcje seksualnego wstydu (religii) są dominujące wobec zajęć dotyczących życia seksualnego człowieka.

W niemieckim postenerdowskim mieście Halle na zajęcia z wychowania seksualnego chodzą dzieci już w wieku 9 lat. Wiedzą jak jest zbudowana kobieta, jak mężczyzna , w czym tkwi różnica i jakie są tego powody. Mają pełne zaufanie do nauczycieli, nie krępują się zadawać pytań dotyczących najbardziej nawet intymnych kwestii. Wiedzą bowiem, że otrzymają od nauczyciela fachową i wyczerpująca odpowiedź. W niemieckich szkołach lekcje wychowania seksualnego wyzbyte są z jakiejkolwiek ideologii religijnej. Sedno nauczania przedmiotu stanowi wiedza oraz świadomość, że przekazanie jej dzieciom jest konieczne, by brak wiedzy, a co za tym idzie – opaczne pojmowanie spraw seksu, nie doprowadziło do zwichrowania ich życia w wieku dorosłym. Niemieccy pedagodzy wyzbyci są wszelkiej pruderii w przekazywaniu podopiecznym wiedzy na ten temat. Stoją na stanowisku, że seksualność jest istotną częścią życia każdego człowieka, także dorastającego dziecka i im wcześniej będzie się z nim na ten temat rozmawiać oraz wyjaśniać wszystkie kwestie związane z seksualnością, tym dla niego lepiej.

W Polsce panuje pod tym względem średniowiecze, czyli pruderia i zakłamanie narzucone wieki temu przez religię katolicką i obowiązujące do dziś. Sprawy seksualności dzieci i młodzieży jeśli nie są zupełnie przemilczane, to traktowane nadzwyczaj wstydliwie. Mówi się o nich z zażenowaniem, niechętnie, szczególnie właśnie w rozmowach z dziećmi. Wielu nauczycieli, którym przydzielono zajęcia z „Wiedzy o życiu w rodzinie”, nie jest w stanie wyzbyć się nabytej przez dziesiątki lat niechęci do niekrepującego tratowania tego przedmiotu. Gorzej nawet. Są nauczyciele, i to wcale w niemałej liczbie, którzy wzorem „wychowawców” z ambon, zamiast prowadzić merytoryczne zajęcia na ten temat, straszą dzieci i młodzież ich seksualnością.

W 2002 r. przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny rozpoczęła działalność nieformalna Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton”. Jej celem jest edukacja seksualna, czyli wyręczanie w tej kwestii niekompetentnych nauczycieli w szkołach. „Ponton” zrzesza wolontariuszy, którzy prowadzą pogadanki w gimnazjach i liceach, udzielają porad przez telefon. Podstawą działalności jest upowszechnianie wśród młodzieży opartej na faktach naukowych wiedzy z fizjologii, dojrzewania psychicznego i fizycznego, seksualności, także metod antykoncepcji i zabezpieczania się przed HIV i innymi chorobami przenoszonym droga płciową. „Ponton” prowadzi też badania sondażowe. Ich wyniki są często przerażające, odsłaniają jak bardzo poddani religijnej indoktrynacji, osamotnieni i nieporadni w sprawach seksualnych są młodzi Polacy.

Pewnego dnia na telefon zaufania Grupy „Ponton” zadzwonił przerażony chłopak, który dopiero po kilku latach uświadomił sobie iż brał udział w zbiorowym gwałcie. Wcześniej nie był świadomy, że seks bez zgody dziewczyny kwalifikuje się pod to straszne przestępstwo. Ale trudno się temu dziwić, skoro wielu nauczycieli prowadzących zajęcia z „Wiedzy o życiu w rodzinie” jest przesiąkniętych indoktrynacją religijną Kościoła katolickiego. Magdalena Zimecka – psycholożka, seksuolożka, edukatorka seksualna i socjoterapeutka związana z Grupą PONTON , przywołuje odpowiedzi uczniów zawarte w ankietach, które do nich przesłano. Czego otóż uczeń dowiaduje się na lekcjach z „Wiedzy o życiu w rodzinie”?

– Nauczycielka w podstawówce – mówi Magdalena Zimecka – tłumaczyła dzieciom, że „jeśli mąż gwałci żonę, to powinna ona nieść swój krzyż”, pozostać przy oprawcy, bo tak mówi religia, a ona ślubowała, że go nie opuści do końca życia. Inny przykład: dzieci musiały notować w zeszytach, że „kobiety są głupsze od mężczyzn” i mają prawo odmówić mężczyźnie seksu, ale tylko dopóki nie wyjdą za mąż. „Po nałożeniu obrączki stają się własnością swojego pana i muszą spełniać jego zachcianki”. To przykłady ze szkół, odnotowane. Opisane w naszych raportach.

Z badań, przypomnijmy, że wszystkie te przypadki są opisane przez dzieci i młodzież w ankietach, wyłania się niezbyt pochlebny wizerunek wielu nauczycieli, którym powierzono zajęcia z tego przedmiotu. Kim oni są?

– Zazwyczaj katecheci – mówi Magdalena Zimecka. – Zdarzają się bibliotekarze, bibliotekarki. Albo nauczyciele angielskiego, informatyki czy geografii, którzy w ramach studiów podyplomowych zdobyli uprawnienia, żeby sobie dorobić albo nie stracić godzin potrzebnych do pełnego etatu. Muszę to przyznać z bólem – nie mają odpowiedniego przygotowania, często brakuje im pasji, otwartości i naturalnego podejścia do tematu. Odczuwają lęk, wstydzą się rozmawiać o seksie. Zamiast merytorycznej, ciekawie podanej wiedzy, sprzedają określony światopogląd, co pokazuje, jak bardzo polska szkoła jest uzależniona od Kościoła. I to uzależnienie dominuje nad przekazem. Oczywiście, zdarzają się wyjątki i są w szkołach nauczyciele i nauczycielki, którzy przekazują wiedzę rzetelną, neutralną światopoglądowo, zgodną z wytycznymi, standardami WHO, wiedzą medyczną i psychologiczną dopasowaną do wieku dzieci i młodzieży. Jednakże takich pedagogów i pedagożek jest niewiele. Czego uczeń dowiaduje się na zajęciach? Że życie seksualne powinien rozpocząć po ślubie. Wyobraża sobie pani, że słuchają tego 18-latki w liceum? Przecież wielu z nich ma już za sobą „pierwszy raz”, więc tego typu teksty traktują jak opowieści z mchu i paproci. Jeden z dyrektorów liceum publicznie wyznał, że nie wyobraża sobie, żeby jego córka chodziła na zajęcia, podczas których zakłada się prezerwatywę na fantom. Pytam – w jaki sposób ci młodzi ludzie mają się tego nauczyć? Co w tym złego, że nastolatki przejdą takie szkolenie? Nie przyda im się w życiu ta umiejętność? Czy w Polsce prezerwatywy się nie sprzedają?

Niedawno jedna z polskich gazet zamieściła artykuł o nauczycielce, która bez pruderii, wstydu i zakłamania traktowała lekcje z „Wiedzy o życiu w rodzinie”. Na jej zajęcia zaczęło nagle przychodzić pół szkoły, dzieci, które dotychczas omijały ten przedmiot z daleka. Dziennikarz przytoczył też pytania zadawane nauczycielce przez uczniów i jej odpowiedzi. Dotyczyły oczywiście spraw intymnych. Na internetowym forum gazety rozgorzała dyskusja. Nurt tradycyjny, zachowawczy, zgodny z „nauką Kościoła” reprezentował następujący wpis: – Straszne że dzieci uczy sie takich ŚWINSTW! A gdzie religia? A gdzie wiara? A gdzie Wartości Chrześcijańskie? Tylko zwiększenie godzin religii i wprowadzenie religii na maturze uratuje polskie społeczeństwo!

Tego typu reakcje internautów były dominujące i co oczywiste – dobitnie dowodzą, jaki jest stosunek dorosłych do otwartości wobec dzieci w sprawach seksu. Dominacja przekazu kościelnego jest przytłaczająca. Reakcji rozsądnych, uzasadniających konieczność prowadzenia w szkołach edukacji seksualnej na merytorycznym poziomie, było dużo mniej, co ilustruje w tej kwestii poglądy polskiego społeczeństwa. A przecież, jak napisał jeden internautów: – Taka edukacja jest potrzebna, bo uświadamia młodym ludziom wiele ważnych kwestii z którymi, nie raz, nie dwa borykają się do dorosłości albo i całe życie. Katolicki model rodziny wyrugował całkowicie temat seksu. W „dobrych domach” o seksie się nie dyskutuje, a miłość jest przedstawiana tylko jako synonim ofiarności, poświęcenia i wyrzeczeń. Nie ma pochwały dla radości i wzniosłości, dla zmysłowości. Demonizuje się przekaz albo trywializuje, nie ma normalności i faktów. Wiedza dotycząca seksu uzmysłowi dzieciom konsekwencje współżycia, ale także pozwoli identyfikować zagrożenia powiązane z wykorzystywaniem seksualnym i bronić się przed nim.

Pięć lat po pierwszej ankiecie na temat tego, jak wyglądają lekcje z przedmiotu „Wiedza o życiu w rodzinie”, Grupa „Ponton” powtórzyła badanie. – Odpowiedzi nie były optymistyczne i w zasadzie nie różniły się od tych sprzed 5 lat – twierdzi Magdalena Zimecka. – Pomimo wprowadzenia do szkół „Wiedzy o życiu w rodzinie” poziom wiedzy polskiej młodzieży na temat seksualności i wszystkiego, co z nią związane, utrzymał się na tym samym poziomie. I tak niestety jest do dzisiaj. Młodzieży tylko się wydaje, że jest obeznana w kwestiach seksualnych.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii