Serial „1983”, czyli…

str-10-przewodnik-filmowy-serial-1983

 PRZEWODNIK FILMOWY. Światowa premiera serialu „1983” miała miejsce 30 listopada 2018 roku na streamingowej platformie Netflix, która ma kilkuset milionów widzów w ponad 190 krajach. Starannie obejrzałem wszystkie osiem odcinków serialu w dobrych warunkach kina domowego. Następnie w imię recenzenckiej rzetelności usiadłem jeszcze raz przed telewizorem, aby dodatkowo obejrzeć kilka odcinków tego serialu dubingowanych w języku angielskim, a dla lepszego zrozumienia filmowej konwencji, obejrzałem – także na Netflixie – „Illang – Wolf Brigade” (południowokoreański obraz science-fiction z 2018) oraz dwie wersje „Blade Runnera” – starą i nową. Po kilkunastu godzinach projekcji oddałem się bez reszty lekturze tekstów na temat „political fiction”, „alternative reality”, fantastyki socjologicznej i dystopii, których w sieci znajduje się całkiem sporo.

Pomijając warstwę literacko-narracyjną, to jestem pod wrażeniem imponującej formy wizualnej tego widowiska, która jest efektem dobrego porozumienia między trójką utalentowanych operatorów (Arek Tomiak, Tomasz Naumiuk i Mateusz Wichłacz), a żeńskim pionem scenograficznym: Anią Anosowicz jako scenografką, Kasią Lewińską jako kostiumografką i makijażystką Ewą Kowalewską. Wykreowany przez nich filmowy świat dobrze oddaje zarówno znaną mojemu pokoleniu prowizorkę PRL, jak i reglamentowany luksus dostępny partii rządzącej. Szczególne słowa uznania należą się dekoratorce Hannie Wójcikowskiej-Szymczak, która zbudowała “Mały Sajgon” łudząco podobny do chińskiej dzielnicy z pierwszego „Blade Runnera”. W ciągu sześciu miesięcy zdjęciowych ekipa pracowała w ponad 150 starannie dobranych obiektach znajdujących się w 5 odległych od siebie lokacjach (m.in. Warszawa, Lublin, Gdynia, Wrocław, Książ). Wysoki poziom sprawności realizacyjnej widać zwłaszcza w scenach zbiorowych z udziałem nawet 300 statystów – w kostiumach i używających rekwizytów i samochodów „z epoki”. Producenci podają, że ogółem w serialu wzięło udział około 5000 statystów i ponad 150 aktorów w tak zwanych „rolach mówionych”.

Polskiemu widzowi serial będzie miło ogląda

(zwłaszcza za granicą), bo w kolejnych ujęciach będzie mógł odgadywać, jaki to realnie istniejący budynek, został sprytnie zaadaptowany do filmowej rzeczywistości. Zagrały w filmie wrocławskie „bunkrowce” przy placu Grunwaldzkim, bloki przy placu Teatralnym w Warszawie, most Poniatowskiego, opuszczony stadion Skry oraz wiele, wiele innych. Polska architektura z czasów PRL oraz ta najnowsza zostały w „1983” na nowo odczytane, tak by pasowały do alternatywnej rzeczywistości fikcyjnego państwa totalitarnego, które ma przypominać pewien kraj nad Wisłą.

Na małym ekranie zobaczymy w serialu całą plejadę polskich aktorów. Robert Więckiewicz jest wśród nich prawdziwą gwiazdą i wciela się w postać Anatola Janowa, wypalonego zawodowo i zmęczonego życiem oficera milicji. U jego boku pojawia się Edyta Olszówka jako Julia Stępińska pełniąca funkcję zastępcy komendanta Biura Bezpieczeństwa Informacyjnego Milicji. Anatolowi depcze po piętach oraz próbuje wciągnąć do współpracy naiwny student prawa Kajetan Skowron, którego gra Maciej Musiał. O względy filmowego Kajetana rywalizują dwie piękne kobiety – rebeliantka Ofelia „Effy” Ibrom (Michalina Olszańska) i posłuszna córka ministra gospodarki Karolina Lis (Zofia Wichłacz). Kajetan Skowron poszukuje swojej tożsamości uciekając spod kontroli swojej babci sformatowanej przez partię (Ewa Błaszczyk). Wbrew wszelkim przeciwnościom losu zapisanym w scenariuszu, próbuje odnaleźć prawdę o swoich rodzicach: o zaplątanej w polityczny spisek matce (Agnieszka Żulewska) i o złamanym przez SB ojcu (Rafał Maćkowiak).

Oglądajac „1983” nie rozpoznacie Wiktora Zborowskiego, który starannie ukrył się za wielką brodą grając sędziego Janusza Żurawskiego. To właśnie on – jako profesor Kajetana Skowrona – przekazuje na jego ręce tajemnicze zdjęcie, które ma świadczyć o spisku. Mój podziw wbudził także Mirosław Zbrojewicz, który jako generał Świętobór wygląda w nienagannie skrojonym mundurze jak żywcem przeniesiony z „Błękitnej Armii” Józefa Hallera.

Serial „1983” wyreżyserowały cztery kobiety. Pierwsze dwa odcinki – Agnieszka Holland wspólnie z Kasią Adamik i niewielkim udziałem Andrzeja Besztaka. Trzeci, czwarty i ósmy reżyserowała samodzielnie Kasia Adamik, czwarty i piąty stworzyła Olga Chajdas, a siódmy Agnieszka Smoczyńska. „Można powiedzieć, że to była sielanka – wspomina Agnieszka Holland. Żadnych konfliktów, tylko dyskutowanie, co można zrobić lepiej. Z kobietami dobrze się pracuje. To wrażenie mi się powtarza. Łatwiej jest się dogadać, nie ma walki o to, czyja wizja jest lepsza. Liczy się projekt!”

Tymczasem sielanka skończyła się już następnego dnia po premierze, bo konfrontacja zamierzeń twórców z oczekiwaniami widzów nie wypadła najlepiej. 1 grudnia pisarz i publicysta Łukasz Najder opublikował na  Facebooku lakoniczny post: „1983? cały czas suchutko”. Jego profil obserwuje niemal 24 tys. osób i ten wpis wywołał lawinę komentarzy w zdecydowanej większości negatywnych. Do dyskusji włączyła się Agnieszka Holland i krytyczne uwagi skomentowała dosadnie: „Wy się, panowie i panie, chyba brandzlujecie tym hejtem. Rozumiem, że się wam nie podoba, i że nie rozumiecie konwencji, ale aż tak się tym rozkoszować? Amerykańskie krytyki są na szczęście zajebiste. No, ale oni się nie znają na serialach, prawda? To nie nasza słodka, hipsterska banieczka, do której ktoś mnie przypadkiem nakierował. Pozdrawiam! Dobrych gier komputerowych”. Ta wypowiedź wycelowana w środowisko miłośników gier oraz fantasy rozpoczęła prawdziwą polsko-polską wojnę o amerykański serial!

Ta wojna trwa do dzisiaj, ale śmiało mogę powtórzyć za Agnieszką Holland, że ”mamy w Polsce znakomitych aktorów, reżyserów, operatorów, scenografów, kostiumografów, kompozytorów oraz bardzo utalentowane ekipy filmowe”. „Amerykanie cieszą się z tej jakości, którą jesteśmy w stanie dostarczyć – powiedział Maciej Musiał, który występuje w serialu w podwójnej roli aktora i producenta zarazem. Ten projekt był swego rodzaju magnesem dla wszystkich fajnych twórców i artystów”. Najsilniejsze pole przyciągania najlepszych fachowców do ekipy stworzyła oczywiście sama Agnieszka Holland, której nazwisko było dla Netflixa gwarancją powodzenia całego projektu.

Jeśli więc odczytać „1983”, jako próbę przekonania potencjalnych producentów, żeby w Polsce inwestowali, bo „Polak potrafi” robić filmy na najwyższym światowym poziomie, to efekt ekranowy można uznać za satysfakcjonujący! Podejrzewam jednak, że twórcy scenariusza korzystali z plot-generatora, bo spora część dialogów ma maszynowy charakter a gesty niektórych postaci są papierowe. Nie będę jednak się czepiał, gdyż wiem, że serial stworzyli młodzi ludzie wychowani w epoce gier komputerowych, kultury mixu i post-prawdy. Zobaczcie sami jak w ich oczach wygląda Polska komiksowa, wymieszana z kawałków sztucznych światów i stereotypowych obrazów najnowszej historii. Obejrzyjcie tą filmową łamigłówkę spokojnie i do końca! I nie hejtujcie, by dać szansę rozwinąć się tym, których nazwiska za kilka lat znajdą się być może na krótkiej liście kandydatów do Oskara.