Skripal nie był pierwszy… – część 2

skr

Wydawałoby się, że Walter Kriwicki (prawdziwe nazwisko Samuel Ginzberg) jest ostatnią osobą, która mogłaby się spodziewać wyroku śmierci wydanego przez Stalina. Kriwicki był szefem wywiadu wojskowego stalinowskiej Rosji w Europie Zachodniej i ze swej roli wywiązywał się znakomicie. Był agentem, którego działalność niewątpliwie wpłynęła na przebieg niektórych działań wojennych. Nie wiadomo, w jaki sposób tego dokonał, ale jest faktem, że to on zdobył szyfry, którymi Niemcy posługiwali się w swojej korespondencji z Japonią. I dzięki wykradzionym przez Kriwickiego szyfrom Stalin wiedział, że gdy jesienią 1941 roku wojska niemieckie podchodziły pod Moskwę, Japończycy nie uderzą na Związek Radziecki od wschodu. Dzięki tej wiedzy Stalin mógł ściągnąć wojska z Syberii oraz Dalekiego Wschodu, które walnie przyczyniły się do powstrzymania niemieckiej ofensywy na Moskwę.

Ale Krywicki nie dożył zwycięskich walk o Moskwę, do których bezsprzecznie się przyczynił. Jego zasługi na wielu innych polach działalności wywiadowczej są tyleż niewątpliwe, co owiane tajemnicą. Znane są natomiast okoliczności jego przedwczesnej śmierci. Nastąpiła ona w wyniku niewykonania rozkazu wydanego przez Stalina. Sprzeciw wobec decyzji wodza musiał mieć śmiertelny skutek. Któregoś dnia Stalin wydał Kriwickiemu rozkaz zlikwidowania jego zastępcy a zarazem przyjaciela, Ignatija Reissa (prawdziwe nazwisko Natan Porecki). Kriwicki odmówił i wiedział, że od tego momentu musi się ukrywać i że będzie ścigany przez agentów NKWD aż do śmierci. Wódz nie wybaczał bowiem nielojalności.

Przyjaciel Kriwickiego, wspomniany Ignatij Reiss, schronił się w Szwajcarii, ale nie pożył długo. NKWD otrzymało polecenie wykluczenia go spośród żywych właśnie „z hukiem”. Gdy kryjówka Reissa została namierzona, znany nam z poprzednich tekstów Paweł Sudopłatow wysłał do Szwajcarii grupę przeszkolonych zabójców, którzy na drodze pod Lozanną rozstrzelała Reissa.

Z Krywickim sprawa była trudniejsza, ponieważ zatarł za sobą ślady i dopiero po dłuższym czasie agentom wysłanym z zadaniem jego zlikwidowania udało się uzyskać informacje, że uciekł do USA. Zostawił bowiem dla tropiących ważny ślad, czyli napisaną i wydaną w USA książkę pt. „W tajnej służbie Stalina”. Zapewne liczył się z tym, że zemsta wodza go dopadnie, ponieważ powiedział swoim bliskim, aby nie wierzyli w jego samobójstwo i listy pożegnalne, jeśli zostanie znaleziony z dziurą w głowie. A właśnie z przestrzeloną głową i listami pożegnalnymi, w których informował o motywach swojej samobójczej śmierci, znaleziono go 10 lutego 1941 roku w hotelu Bellevue w Waszyngtonie.

Służby wywiadowcze i kontrwywiadowcze całego świata rządza się swoimi prawami i regułami. Zdrada nie bywa wybaczana. W Rosji radzieckiej było to szczególnie widoczne, bo Stalin był człowiekiem wyjątkowo nieufnym, ale też wyjątkowo brutalnym i mściwym. Najmniejsza wątpliwość co do czyjejś lojalności kończyłaś się wyrokiem śmierci. W poprzednim tekście wspomnieliśmy o śmierci Lwa Trockiego, największego wroga Stalina, ale nienawiść wodza dosięgła także dzieci Trockiego. Aleksandra Sokołowska popełniła samobójstwo w Niemczech, a Lew Siedow zmarł po operacji wyrostka robaczkowego w Paryżu. Trzeciemu dziecku wroga, młodszemu synowi Siergiejowi, który nie wyemigrował, też nie przebaczono, że w jego żyłach płynie krew Trockiego. W jego przypadku nie trzeba było przedsiębrać skomplikowanych i dyskretnych „samobójstw”. W roku 1937, podczas wielkich czystek, w wyniku których Stalin wymordował między innymi najbardziej doświadczonych wojskowych, zasłużonych jeszcze podczas bolszewickiej rewolucji, a także starych działaczy partyjnych, Siergieja, jak wszystkich trockistów po prostu aresztowano i bez skrupułów rozstrzelano.

Historycy polemizują ze sobą w kwestii, kto był większym zbrodniarzem w dziejach XX-wiecznej Europy – Stalin czy Hitler. Jedni mówią, że Hitler, ale ci którzy stawiają ponad niego Stalina argumentują, że Hitler (z małymi wyjątkami) nie mordował przedstawicieli swojego narodu, natomiast Stalinowi narodowość skazanego była absolutnie obojętna. Liczyła się tylko utrata zaufania, a co do tego, że Stalin był wręcz chorobliwie nieufny, historycy są zgodni.

Gdy Stalin, do końca nie wiadomo z jakich powodów, zaczął podejrzewać o spisek Iwana Bowkuna-Ługańca, swego ambasadora w Chinach, wezwał go do Moskwy i Ługaniec prosto z dworca został zawieziony do więzienia NKWD na Łubiance. Już w początkowej fazie śledztw przyznał się do wszystkiego, co mu zarzucano, z czego należy wnosić, że albo śledztwo było, jak to mieli w zwyczaju kaci NKWD, brutalne, albo oskarżony wolał ich tortury uprzedzić. Stalin nie wydal rozkazu, by natychmiast rozstrzelać Ługańca, ponieważ obawiał się, że wieść o tym szybko się rozniesie i wskazani przez niego wspólnicy zdołają się ukryć. Rozkazał wysłać go na wypoczynek do jednego z gruzińskich kurortów. Podczas podróży luksusową salonką „komando zabójców” roztrzaskało głowy Ługańca i jego żony młotkami. Ciała zamordowanych wsadzono do samochodu, za którego kierownicą posadzono specjalnie na ten cel zamordowanego przypadkowo człowieka i zepchnięto w przepaść. Inni oprawcy po cichu zakopali zwłoki w odludnym miejscu, ale plan wodza był inny. Kazał więc zwłoki wykopać, urządzić uroczysty pogrzeb z przemówieniami i pochować na cmentarzu. Mistyfikacja się udała. Gdy wskazani przez Ługańca „spiskowcy” niczego złego nie podejrzewając przybyli na wezwanie do Moskwy, natychmiast znaleźli się na Łubiance, a następnego dnia na cmentarzu Dońskim, gdzie w zbiorowym grobie chowano wszystkich „zdrajców”.

Krzysztof Pipała