Słabnie rosyjska „broń” gazowa

lng-gazoport-swinoujscie-6

Powoli zbliża się koniec „braterskiej współpracy energetycznej” między Polską a Rosją, zapoczątkowanej jeszcze w czasach Związku Radzieckiego. Przez wszystkie lata owego „braterstwa” Polska była wystawiona na łaskę i niełaskę radzieckiego dysponenta paliw płynnych i gazowych. Po zamianie ZSRR na Federację Rosyjską nie zmieniła się energetyczna strategia wschodniego giganta, który nie ukrywał, że mając monopol na dostawy gazu i ropy do krajów byłego bloku wschodniego, w razie czego użyje go jako broni politycznego nacisku. Nie ukrywał i zastosował, czego kilkakrotnie doświadczyła Ukraina, między innymi w sierpniu 2013 r., kiedy to miała podpisać umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską.

Polska niemal natychmiast po zerwaniu zależności politycznej od wschodniego sąsiada szukała rozwiązania, które pozwalałoby również na niezależność energetyczną, między innymi dotyczącą dostaw gazu. Proponowanych rozwiązań było kilka. Ostatecznie skupiono się na budowie terminala gazowego (LNG – gaz skroplony) w Świnoujściu. Jednym z przedsiębiorstw wchodzących w skład konsorcjum, które budowało świnoujski gazoport była kanadyjska firma Snamprogetti Canada Inc.

Kamień węgielny pod budowę gazoportu położył 23 marca 2011 r. premier Donald Tusk, a 4 lata i 9 miesięcy później, 11 grudnia 2015 r. do jego nabrzeża przybił pod flagą Kataru statek Al Nuaman z dostawą 210 tys. m sześc. skroplonego gazu. Z tankowców gaz przelano do zbiorników gazoportu, ale nie popłynął on natychmiast do krajowych odbiorców. Stało się tak, ponieważ test z jego uruchomieniem przedłużał się i gazoport zaczął w pełni funkcjonować dopiero po sześciu miesiącach od przybicia do nabrzeży pierwszego gazowego tankowca. Do krajowej sieci dystrybucyjnej popłynął dopiero w czerwcu 2016 r.

Zgodnie z założeniami, uruchomienie gazoportu w Świnoujściu zmieniło strukturę zaopatrzenia Polski w gaz. Po sześciu miesiącach roku 2016 import gazu z Rosji spadł do poziomu 90 proc., a po 9 miesiącach bieżącego roku wynosi już tylko 71 proc. Polski gazowy monopolista, czyli Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo usilnie pracuje nad dalszą dywersyfikacją dostaw gazu do Polski, aby w jak najmniejszym stopniu być pod tym względem uzależnionym od Rosji. Tym bardziej, że umowy podpisane z Rosją uzależniają cenę gazu od ceny ropy naftowej BRENT, a ta w ostatnim czasie znacząco podrożała. Z poziomu 45 dol. za baryłkę do 63 dol. Poza tym PGNiG zmuszony był w ostatnich miesiącach wybudować na rurociągu jamalskim dostarczającym gaz z Rosji suszarnię, ponieważ był stosunkowo często gaz ten nadmiernie nawodniony.

Podpisany we wrześniu 1996 r. kontrakt jamalski opiewał na dostawy do Polski 10 miliardów m sześc. rosyjskiego gazu. W 2010 r., w efekcie renegocjacji, dostawy zwiększono o 2 mld m sześc. Kontrakt ma obowiązywać do 2022 r. Zapewne jeszcze po tym terminie Polska sprowadzać będzie gaz z Rosji, ale ten kraj nie będzie już jedynym jego dostawcą.

Roczne zużycie gazu ziemnego w Polsce oscyluje wokół liczy 16 mld m sześc., zaś krajowe wydobycie to ok. 4,5 mld m sześć. I z roku na rok się zwiększa. Zaskoczeniem było na przykład zużycie tego paliwa w trzecim kwartale bieżącego roku. Lipiec, sierpień i wrzesień od zawsze były miesiącami wakacyjnymi i ciepłymi, a o tej porze roku konsumpcja gazu była od lat najniższa. Tym razem było jednak inaczej i w trzecim kwartale roku zwiększyła się ona o 300 mln sześc. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Ten wzrost napłynął z przemysłu, co dowodzi, że polska gospodarka znajduje się na etapie systematycznego wzrostu.

Gazoport w Świnoujściu ma i będzie miał coraz bardziej wzrastające znaczenie w dywersyfikacji importu do Polski tego paliwa. W 2000 r. podpisano porozumienie dywersyfikacyjne, które określa, że udział gazu importowanego z jednego kraju pochodzenia nie może przekroczyć 59 proc. całkowitej ilości tego paliwa importowanego w danym roku. W porozumieniu zapisano, że ma się to stać w latach 2015-2018. W tej chwili wiadomo, że zapisów porozumienia nie da się już zrealizować w zapisanym terminie, ale wszystko wskazuje na to, że osiągnięcie wymienionego pułapu importu z Rosji jest możliwe już niedługo. Przede wszystkim właśnie za sprawą gazoportu w Świnoujściu.

Obecnie może on zgromadzić ponad 5 mld m sześc. gazu, co odpowiada mniej więcej jednej trzeciej krajowego zużycia, ale w najbliższych latach planuje się wybudować kosztem ok. 4 mld zł trzeci zbiornik i wtedy pojemność wszystkich trzech będzie odpowiadać około połowie krajowego zużycia.

Gaz dopływający do gazoportu w Świnoujściu pochodzi w tej chwili przede wszystkim z Kataru, pewne ilości napływają z Norwegii, w czerwcu nastąpiła jak do tej pory jedyna dostawa z USA, ale przełom z tego kierunku nastąpił niedawno, bo 21 listopada. Tego dnia przedstawiciele PGNiG podpisali w USA średnio- i krótkoterminowe umowy na dostawy skroplonego gazu (LNG) z terminala w Luizjanie. W ciągu pięciu lat do Świnoujścia przypłynie dziewięć statków, które dostarczą LNG odpowiadający ok. 800 mln m sześc. tego paliwa. Będzie to kolejny krok na drodze do uwolnienia się spod gazowej zależności od Rosji.

Polska importuje też rosyjski gaz z… Niemiec. To tak zwany reeksport. Zarówno zbiorniki gazoportu w Świnoujściu, jak również gaz z Niemiec, pozwalają na sprzedaż tego paliwa Ukrainie. Z jednej strony jest to świetny biznes dla PGNiG, z drugiej – także Ukrainie pozwala zmniejszać zależność energetyczną od Rosji.

Od uruchomienia gazoportu w Świnoujściu (czerwiec 2016 r.) do sierpnia br. PGNiG sprowadziło za jego pośrednictwem 3,5 mln m sześc. LNG, co odpowiada ponad 2 mld m sześc. gazu lotnego.

Adam Lasocki