Ślubna(y) z zagranicy

pipala

W ostatnich dwóch latach rozpętano w Polsce kampanię niechęci wobec obcokrajowców, która w skrajnych przypadkach przybiera formę nawet nienawiści, społeczeństwo, jak wskazują badania, jest w dużej mierze niechętnie, a nawet wrogo (imigranci) nastawione wobec obcych, ale naród swoje wie. A o tym, co na ten temat wie naród, najlepiej świadczą statystyki dotyczące małżeństw mieszanych, czyli z człowiekiem posiadającym inne obywatelstwo niż polskie. W 2016 r. Polki i Polacy zawarli 13,5 tys. związków małżeńskich z obcokrajowcami i w porównaniu z rokiem wcześniejszym liczba ta jest niemal o jedną piąta większa (dokładnie o 19,5%). Izolacjoniści z mediów prawicowo-religijnych piszą o decydujących się na takie związki rodakach z pogardą, szczególnie w odniesieniu do kobiet, że opuszczają Polaka, bo gonią za luksusem zachodniego świata, na którego rodaka nie stać. „Idą tam, gdzie kasa jest. Ot, Poleczki” pisze jakiś zakochany „w Polsce tylko dla Polaków” prawicowy pisarz z „Frondy”. Może ze złością długo i dużo pisać, a rosnącego trendu małżeństw mieszanych nie zmieni. W tym przypadku Polacy nie ustępują innym nacjom. Globalizm, migracje, praca za granicą, podróże, wszystko to sprzyja poznawaniu ludzi innych narodowości, co coraz częściej skutkuje też wzajemną fascynacją, z której rodzi się miłość wieńczona małżeństwem.

W Wielkiej Brytanii już jedno na dziesięć zawieranych małżeństw jest mieszanych, co sprawiło, że naukowcy zajęli się konsekwencjami takich związków. Przebadali na świecie 350 tys. osób żyjących w związkach mieszanych i wyszły im rzeczy nad wyraz ciekawe. Takie mianowicie, że dzieci z owych małżeństw są wyższe, inteligentniejsze , mają lepiej rozwinięte zdolności poznawcze i lepiej się uczą. Czyli zmiany w demografii skutkują u potomstwa też zmianami, oczywiście na plus, i nie tylko intelektualnymi ale i fizycznymi. Na brytyjskich wyspach należy się spodziewać dynamicznego wzrostu związków mieszanych, bo w taki mariaż wszedł niedawno członek rodziny królewskiej, książę Harry. Nie dość, że poślubił Amerykankę, Meghan Markle, na dodatek rozwódkę, to jeszcze ze związku zmiksowanego dość dokładnie, bo matka jego żony, jest Afroamerykanką, a ojciec w jednej części Holendrem, a w drugiej Irlandczykiem. Przedstawiciel jednego z konserwatywnych rodów brytyjskich powiedział na kanwie ślubu tej pary, że 80 lat temu zakochany w takiej kobiecie książę musiałby wziąć ją sobie za kochankę, a dziś, westchnął, nic nie stoi na przeszkodzie, by została jego żoną i to jeszcze przy aplauzie tłumów.

Świat idzie do przodu, jest w ciągłym ruchu więc się zmienia i Polacy też w tych zmianach biorą udział. Trzydzieści lat temu, czyli tuż po upadku PRL-u, 80% małżeństw mieszanych było przede wszystkim udziałem Polek, a ich mężami zostawali w zdecydowanej większości panowie z krajów Europy Zachodniej, przede wszystkim z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, także, choć w mniejszym stopniu, ze Stanów Zjednoczonych oraz Kanady. Taka struktura małżeństw mieszanych ukształtowała się za komuny i niemal niezmieniona dotrwała do czasów transformacji.

Ponieważ rynek matrymonialny podąża szlakiem migracji, statystycy zaczęli nagle odnotowywać wzrastającą liczbę małżeństw Polaków z przyjeżdżającymi do Polski do pracy kobietami z krajów Wschodu, przede wszystkim z mieszkankami byłych republik radzieckich – Białorusi i Ukrainy. Napływ kobiet z tego kierunku był tak duży, że w pewnym momencie proporcje dotyczące Polek i Polaków zawierających małżeństwa z obcokrajowcami, wyrównały się. Ale po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej znów więcej Polek niż Polaków zaczęło zawierać małżeństwa z obcokrajowcami, przy czym utrzymała się tendencja, że w przypadku kobiet zdecydowana większość ich partnerów stanowią mieszkańcy zza zachodniej granicy Polski, a w przypadku mężczyzn kobiety zza granicy wschodniej, przy czym jeśli chodzi o nację „wschodnią”, dominują małżeństwa z Ukrainkami.

Dziennikarze Alina i Jacek Łęscy, którzy są małżeństwem mieszanym, w książce pt. „Pokochać Ukrainę” piszą, że w kraju tego naszego wschodniego sąsiada jest „znacznie bardziej tradycyjna struktura społeczna i inny podział ról między kobietami i mężczyznami. (…) Kobiety na Ukrainie nie mogą się Polakowi nie podobać. Uroda Ukrainek jest podobna do urody Polek, ale często z egzotyczną, wschodnią nutą, która dodaje im oryginalności i wdzięku. Poza tym mają w sobie coś, co u Polek staje się coraz rzadsze: ciepło i kobiecy wdzięk połączony z twardym charakterem i i życiową zaradnością”.

I mimo, że za sprawą polityki obecnego polskiego rządu relacje z Ukraińcami bywają napięte, to i tak małżeństwa polsko-ukraińskie są dominujące. Od „nielubienia” Ukraińców doszło obecnie do poziomu pół na pół. Wzrasta również pozytywny stosunek Polaków do samej kwestii małżeństw mieszanych. O ile w 1999 r. 60% Polaków nie miało zastrzeżeń do takich związków, to obecnie jest to już 80%. Badania opublikowane w 2017 r. pokazują również, że Polacy najbardziej lubią Czechów, Słowaków, Włochów, Amerykanów i Węgrów, najmniej Romów i Arabów. Statystyki nie podają jaki jest stosunek do nacji czarnoskórych, ale na pewno niezbyt zachwycający, skoro jeszcze 15 lat temu, gdy na jedną z małopolskich zbłądził pewien Afrykanin, kobieta, która go spotkała przeżegnała się przekonana, że spotkała Antychrysta. Jest jednak nadzieja, że w ciągu ostatnich 15 lat ciemnota w znacznie mniejszym już stopniu okrywa polską ziemię.

Wracając zaś do liczby zawartych małżeństw mieszanych, trzeba zaznaczyć, że nie jest ona pełna. Statystyki obejmują bowiem tylko te małżeństwa, które Polka lub Polak po zawarciu związku zarejestrował ten fakt w polskim urzędzie stanu cywilnego. Nie ma więc w statystykach tych małżeństw, które zostały zawarte za granicą i nie zostały zarejestrowane w kraju. Z przytoczonej na wstępie liczby 13,5 tys. mieszanych małżeństw zawartych w 2016 r. tylko 4,7 tys. sformalizowanych zostało w Polsce.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii