Śmierć prezydenta

str-18-adamowicz1

Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, zamordowany został w kulminacyjnym momencie koncertu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wtedy, gdy „światełko do nieba” – symbol ludzkiego dobra, pomocy, współczucia dla bliźnich, powędrowało hen daleko w górę z gdańskiej sceny. W tym samym momencie na scenę wbiegł młody człowiek, podbiegł do Pawła Adamowicza i kilka razy wbił w niego nóż.

Lekarze ponad 5 godzin operowali prezydenta Gdańska, ale gdy w poniedziałek rano podali komunikat, że stan jego zdrowia „jest niepewny”, wiele osób zdało sobie sprawę, że sytuacja jest beznadziejna, że tylko cud może uratować tego wybitnego w polskiej polityce człowieka. Cudu nie było. Po południu nadeszła informacja, której miliony Polaków nie były w stanie przyjąć do siebie w spokoju. Paweł Adamowicz zmarł w poniedziałek, 14 stycznia, po południu.

Prezydenta Gdańska zamordował 27-letni mężczyzna, który kilkadziesiąt dni wcześniej, 8 grudnia 2018 roku, wyszedł z więzienia po odbyciu kary 5,5 roku odosobnienia za napady z bronią w ręku na małe placówki bankowe. Po kilkakrotnym ugodzeniu nożem Pawła Adamowicza, biegał po scenie krzycząc: „Halo, halo, nazywam się Stefan W. Siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego właśnie zginął Adamowicz”. Dopiero po 37 sekundach sprawca został obezwładniony. W mediach natychmiast pojawiły się komentarze dotyczące motywów, które kierowały sprawcą.

Prawa, pisowsko-rządowa strona polskiej sceny politycznej, od razu postawiła i zaczęła upowszechniać tezę, że morderstwa Pawła Adamowicza dokonał człowiek chory psychicznie. Faktem jest, że Stefan W. leczył się w więzieniu psychiatrycznie, ale gdyby cierpiał na jakąkolwiek chorobę psychiczną, sąd penitencjarny musiałby orzec o przerwie w karze i skierować na leczenie do zakładu psychiatrycznego o odpowiednim poziomie zabezpieczenia. Niczego takiego sąd penitencjarny w stosunku do Stefana W. nie orzekł, nie ma też na razie informacji, czy dyrektor zakłady karnego, w którym przebywał, przekazywał stosowne informacje sądowi. Wiemy natomiast, że Stefan W. trzykrotnie składał wnioski o przepustkę z więzienia, ale za każdym razem spotykał się z odmową sądu ze względu na „brak postępów w resocjalizacji”. Poza tym człowiek chory psychicznie nie jest raczej zdolny do opracowania planu zbrodni i jego konsekwentnej realizacji. Z dotychczasowych zaś informacji można wnosić, że atak na Pawła Adamowicza zaplanował z zimną krwią i zaatakował go z pełną świadomością tego, co robi.

Resort sprawiedliwości ustami swego wiceministra, Patryka Jakiego, natychmiast wykorzystał zamach na Pawła Adamowicza do zaatakowania sędziów. Przyboczny Zbigniewa Ziobry powiedział, że to sędziowie są winni, iż morderca prezydenta Gdańska wyszedł z więzienia krótko przed zamachem, ponieważ wyrok był za niski. Tymczasem, po pierwsze – sędzia prowadzący sprawę Stefana W. wydał wyrok wyższy od wnioskowanego przez prokuratora, po drugie – specjaliści twierdzą, że długość czasu spędzonego za kratami nie ma najmniejszego wpływu na popełnienie zaplanowanego czynu, po trzecie – większość swojego wyroku Stefan W. odsiadywał w okresie, gdy wiceministrem sprawiedliwości odpowiedzialnym za więziennictwo był właśnie Patryk Jaki. I może się okazać, że czas sprawowania przez niego owego urzędu był czasem straconym dla resocjalizacji skazanych.

Niemal natychmiast po ataku na Pawła Adamowicza i po jego śmierci, na internetowych forach pojawił się obrzydliwy hejt dotyczący Jerzego Owsiaka i walczącego w szpitalu o życie prezydenta. Prominentna posłanka PiS, która niedawno zadeklarowała, że odsuwa się od polityki, napisała na twitterze, że winnym śmierci gdańskiego prezydenta jest właśnie Owsiak. Inni rozsmakowani w szerzeniu nienawiści ludzie pisali, że „dobrze się stało” i że Stefan W. powinien za swój czyn otrzymać order Orła Białego. Kanał nienawiści nie wyhamował.

Politycy PiS jak ognia unikali i unikają wspomnienia choćby słowem, że drożdżami, na których wypączkowało zabójstwo prezydenta Gdańska, jest kampania nienawiści. Milczą na ten temat, ponieważ jest ona uprawiana przede wszystkim przez media powiązane z PiS, a w przypadku Pawła Adamowicza szczególne zasługi może sobie zapisać na konto tak zwana telewizja publiczna, czyli TVP. Ale separowanie się od kampanii nienawiści, którą samemu się rozpętało, to zakłamywanie rzeczywistości.

W poniedziałek, dzień po ataku na Pawła Adamowicza, na ulice dużych, większych i mniejszych polskich miast wyszły tysiące ludzi z transparentami „Stop nienawiści”. Ludzi myślących, świadomych tego, kto tę kampanię nienawiści rozpętał i ją pieczołowicie pielęgnuje. Półtora roku temu Paweł Adamowicz i 10 prezydentów innych polskich miast otrzymało od działaczy prawicowo-nacjonalistycznego ugrupowania Młodzież Wszechpolska, „akty zgonu”. Za to m.in., że deklarowali przyjąć uchodźców.

Paweł Adamowicz skierował sprawę do prokuratury, argumentując, że jest to nawoływanie do nienawiści. Kilka dni przed śmiercią otrzymał z prokuratury pismo z informacją, że umarza ona sprawę. Prokuratorzy uznali, że „akty zgonu” były formą krytyki i nie zawierały gróźb czy nawoływania do nienawiści. Paweł Adamowicz zapowiedział, że tej sprawie nie popuści i wykorzysta wszelkie możliwości prawne, by sprawa trafiła do sądu. Nie zdążył. Prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak, który również otrzymał od wszechpolaków „akt zgonu”, uzasadnienie umorzenia sprawy przez prokuraturę znalazł na swoim biurku w dniu śmierci prezydenta Gdańska. Zapowiedział, że wniesie odwołanie od decyzji prokuratury w imieniu Pawła Adamowicza i swoim własnym. Wszechpolacy nie poczuwają się do najmniejszej nawet winy i twierdzą, że drugi raz zrobiliby to samo.

Obecna polska władza daje przyzwolenie na szczucie i szerzenie nienawiści, broni tych, którzy to robią. O tym, jakie było podłoże dokonanego w Gdańsku mordu, dosadnie napisał w Gazecie Wyborczej Jarosław Kurski (nie mylić z Jackiem Kurskim, który jest jego młodszym bratem, ale znajduje sie po innej stronie politycznej barykady). Oto fragmenty tego tekstu:

Nazwijmy rzeczy po imieniu. W niedzielę w Gdańsku doszło do politycznej zbrodni, do wyrachowanego i zaplanowanego zabójstwa polityka wybranego w powszechnych wyborach, polityka z niedawno odnowionym wielkim demokratycznym i politycznym mandatem. Nie bez powodu nóż ugodził właśnie Pawła Adamowicza, wieloletniego polityka Platformy Obywatelskiej, organizatora i uczestnika wielu protestów w obronie demokracji, konstytucji, wolnych sądów, prezydenta miasta, który jest twarzą zmieniającego się po 1989 r. Gdańska. Jedną z bardziej znaczących osobowości III RP.

Zasiane ziarno nienawiści prędzej czy później wydaje plon.

Ta nienawiść nie wzięła się z niczego. (…) Na władzę spada większa odpowiedzialność – na przykład za bezczynność państwa wobec mowy nienawiści, wszelkich przejawów nienawiści na tle rasowym, etnicznym, seksualnym czy politycznym. Dziś to władza ma monopol na media publiczne, w których w szczególności wobec Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i osobiście prezydenta Pawła Adamowicza trwała od lat kampania oszczerstw i pomówień, przy znamiennym, niestety, milczeniu większości polskiego Kościoła.

Przestańmy więc teraz udawać. Paweł Adamowicz był najbardziej znienawidzonym przez prawicowo-rządową propagandę samorządowcem. I na prawicowych forach nie przestał być znienawidzony nawet po śmierci. (…) Dla rządowej propagandy był „Niemcem”, „złodziejem”, „homopropagatorem i deprawatorem dzieci”, „komunistą”, „unijną marionetką”, „obrońcą układu”, „chuliganem”, chciał sprowadzać uchodźców i wspierał Orkiestrę Owsiaka. Mieszanka tych oskarżeń była komponowana w ostatnich latach na tysiące sposobów. (…) Dlaczego więc zamachowiec wybrał właśnie jego, a nie dowolnego uczestnika „Światełka do nieba”? Dlatego właśnie”.

W środę, 16 stycznia, Sejm Rzeczypospolitej uczcił minutą ciszy pamięć Pawła Adamowicza. Nie wziął w tym udziału prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz dwaj jego przyboczni, a zarazem wicemarszałkowie Sejmu, Beata Mazurek i Ryszard Terlecki.

13 grudnia tuż przed puszczeniem w przestrzeń „światełka do nieba” Paweł Adamowicz mówił do tysięcy gdańszczan zebranych pod sceną:

Drogie Gdańszczanki, drodzy gdańszczanie!

Chciałem wam serdecznie podziękować za aktywny udział w finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tysiące wolontariuszy. Ja osobiście zebrałem 5613 zł w ciągu dwóch godzin, ale każdej i każdemu z was dziękuję za każdy datek. Każda złotówka, każde 10, 50, 100 zł wzbogaciło pomoc dla potrzebujących dzieci.

Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem, Gdańsk chce być miastem solidarności. Za to wszystko serdecznie wam dziękuję, bo na ulicach, placach Gdańska wrzucaliście pieniądze, byliście wolontariuszami. To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. Jesteście kochani. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie. Dziękuję wam!

Kilka sekund później nóż upojonego nienawiścią człowieka rozszarpał jego serce.

Andrzej Barczyński