SPA

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Dzisiaj rano postanowiłam zrobić sobie domowe SPA. Która z nas tego nie lubi? Długa kąpiel w wannie z solą i pianą, zapach palącej się nieopodal świeczki przeniosły mnie na nadmorska plaże, z głośnika brzmiał kojący zmysły głos lektora czytającego audiobooka. Raj. Fajnie tak mieć czas tylko dla siebie, nie spieszyć się. Uwielbiam takie długie, leniwe poranki z medytacją, dobrą książką, muzyką. Potem jakieś cuda na włosy, maseczki, kremy do stóp, ujędrniające piersi i takie tam babskie kosmetyki obiecujące cuda. W ruch poszła moja nowa szczotko-suszarka. Zajebista sprawa, super układa włosy. Chyba dałam za dużo pianki, lekki dym poszedł z moich włosów. Oj bywa. Suszę dalej. Nagle słyszę dźwięki, alarm jakiś, więc wyrywam wtyczkę z gniazdka. Pewnie to coś przegrzałam, jakie teraz zabezpieczenia mają suszarki, hmm postęp technologiczny na każdym kroku. Wtyczkę trzymam w ręce, ale coś dalej wyje. Coraz głośniej. Co to?!O żesz kur.a alarm pożarowy! To ustrojstwo jest na suficie. Szybka akcja biegnę po krzesło, na stole kładę tę magiczną szczotkę, podstawiam krzesło, gramolę się, tak tak gramolę się, bo takiej wielkiej babie niełatwo wejść na krzesło. Wciskam przycisk, dalej mi coś wyje, rozglądam się pospiesznie i już oczyma wyobraźni widzę jak za chwilę straż na sygnale tu zajedzie. Kur.a mać, to chyba następny, ten koło kuchni teraz się włączył! Krzesło pod pachę i gonię, wyłączam następny, dalej wyje! Ja pierdykam trzeci się włączył. Jakie czule te urządzenia! Gramolę się na to krzesło, przyciskam to ustrojstwo, zeskakuję, znowu krzesło pod pachę i do następnego. Latam tak dobrych kilkanaście razy. No tak tylko ja mogłam sobie zamontować trzy alarmy w mieszkaniu! Nikt inny, tylko ja taka mądra i zapobiegliwa. Popierdzielam tak z tym krzesłem tam i spowrotem. W końcu wykręcam alarmy, wyjmuję baterie. Cisza… błoga cisza…, a ja zmachana jakbym jakieś szczyty zdobyła przed chwilą, dyszę, sapie i pot mnie oblewa. Dosuszam włosy, maluję się i biegiem do pracy.
Wpadam spóźniona, opowiadam szefowej co się stało. Hi,hi,ha,ha i nagle sobie przypominam o świeczce palącej się na stole. O kurcze! Czy ja ją zgasiłam ? Nie wiem, nie mam pojecia. Biała plama w pamięci! Pamiętam tylko, że biegnąc po krzesło, w pośpiechu położyłam na stole obok świeczki, tę elektryczną szczotkę z kablem, a jak kabel jest nad świeczką? To się zacznie palić
. Co robić? Chałupę spalę! Szybka decyzja, wracam. Szefowa mi mówi – Jedź! Biegnę więc do auta, jadę jak szalona i jak na złość wszystkie światła czerwone. Zajeżdżam pod blok, straży pożarnej nie widać, więc chyba jest ok. Spoglądam na zegarek, od mojego wyjścia z domu, do powrotu minęła godzina. Toż już by się chałupa paliła jak pochodnia. Wpadam do klatki, jak na złość winda nie może zjechać. Zatrzymuje się na każdym pietrze, a ja w myślach toczę walkę – czekac czy biec na czwarte piętro? Tylko kto wbiegnie, na pewno nie ja! Zanim się tam wytoczę to winda juz trzy razy zjedzie w dół i w górę. Czekam, przebierając nóżkami jak mała dziewczynka. W duchu klnę na siebie. SPA mi się zachciało, nigdy więcej żadnych świeczek przed wyjściem z domu, żadnego gotowania ani prasowania. Już tyle razy zawracałam z drogi do pracy. Boże drogi co z moją pamięcią ? To już chyba starość. Ja pierdykam, robię się niebezpieczna dla otoczenia. Jest winda, dzięki Bogu. Przekręcam klucz w zamku, wchodzę i w tym momencie przypomina mi się jak gasiłam świeczkę. Sprawdzam – zgaszona. Ja spocona jak świnia, tętno mam takie jakbym maraton przebiegła. SPA- spaliłam prawie apartament. A jeszcze nie tak dawno moje koleżanki, co piątek umawiały się na SPA – czyli sponiewierać się alkoholem. No cóż, w każdym wieku ten skrót nabiera innego znaczenia. Zbliżam się do pięćdziesiątki, żarty się skończyły…

Jolanta Lipińska – lat 46, urodzona w Jarosławiu na Podkarpaciu, od pięciu lat na emigracji, zamieszkała w Nowym Jorku na Brooklynie. W Polsce pośredniczka w obrocie nieruchomościami. W USA sprzątaczka, niania, opiekunka osób starszych.

Jednym słowem Lady Bunia!