Spektakularna plajta Cooka

str-11-spektakularna-plajta

Można powiedzieć, że temu iż w trzeciej dekadzie września br. w kurortach i hotelach całego świata ugrzęzło ponad 600 tys. turystów, winna jest gorzała. Gdyby bowiem pewien młody mężczyzna nie żywił skrajnej awersji do alkoholu, ale także tytoniu, to pewnie do końca życia parałby się zawodowo stolarstwem, a w chwilach wolnych uprawiałby z pasją swoje hobby, którym było nauczanie bliższych i dalszych sąsiadów, co należy robić, aby żyć w zgodzie z istotą wiary protestanckiej. Człowiek ten nazywał się Thomas Cook, urodził się w miejscowości Melbourne, ale nie w Australii lecz w angielskim hrabstwie Derbyshire, ok. 170 km na północny zachód od Londynu. Potem przeniósł się do Leicester, gdzie osiągnąwszy wiek chrystusowy doznał olśnienia. W związku z alkoholem, ale, o dziwo, nie po jego wypiciu.

Thomas Cook był otóż bardzo aktywnym działaczem kościelnego ruchu antyalkoholowego i członków swojej parafii postanowił zawieźć na wiec abstynentów do położonej kilkanaście kilometrów dalej miejscowości Loughborough. Chętnych zgłosiło się ok. 500, podróżowano zaś pociągiem w odkrytych wagonach. Stolarz Cook z satysfakcją obserwował zadowolenie uczestników zorganizowanej przez się eskapady i właśnie wtedy doznał owego olśnienia. Rok był 1841.

Skoro ludzie byli zadowoleni z podróży na kilkunastokilometrowym dystansie, abstynent Cook uznał, że trzeba im zaproponować podróże na dystansach większych, a także podróże bardzo dalekie. Zaczął sprzedawać wycieczki. W pakietach obejmujących przejazd, hotel, wyżywienie. Pierwsze wycieczki organizował na terenie Anglii, ale bardzo szybko w ofercie znalazły się atrakcyjne miejscowości we Francji, Italii, Hiszpanii, Niemczech, z czasem doszły także wielomiesięczne wyprawy, jak na przykład z Kairu do Przylądka Dobrej Nadziei, trwające ok. 9 miesięcy. Cook był też organizatorem pierwszej zbiorowej wycieczki dookoła świata i Juliuszowi Verne zarzucono, że to na podstawie sprawozdań Cooka z owej espady napisał swoje „W 80 dni dookoła świata”.

Wycieczki i wyprawy organizowane przez stolarza abstynenta Cooka były początkiem branży, która z czasem zyskała sobie miano przemysłu turystycznego, ten zaś stał się trzecią siłą gospodarczą naszego świata. Po stolarzu, czyli człowieku z wykształceniem mizernym, trudno było się spodziewać innowacyjności i kreatywności, ale okazało się, że Cook wszystko to w sobie miał, zaś olśnienie, które nakazało mu stworzyć biznes turystyczny, tylko te przymioty spotęgowało.

W roku, w którym zorganizował pierwszą wycieczkę, Thomas Cook miał już 33 lata, ale firmie dał nazwę Thomas Cook&Son, jako że myślał perspektywicznie zakładając, że syn zechce rozwijać i kontynuować rodzinny biznes. Tak też się stało. Duet ojciec i syn kipiał pomysłami, wymyślając coraz to nowe, jak to się dziś mówi „produkty”, które czyniły firmę kompletną. To oni wymyślili przewodniki turystyczne, katalogi, hotelowe vouchery, czeki podróżne, także turystyczną prasę w postaci „Travellerer’s Gazette”. Natychmiast też wprowadzali do działalności firmy wszelkie nowości, zarówno technologiczne jak też komunikacyjne. Telegraf pozwalał utrzymywać łączność z poszczególnymi grupami turystycznymi wysłanymi „w świat”, gdy pojawiły się statki parowe, wyprawy nimi natychmiast zostały włączone do oferty, potem samochody i samoloty. Thomas Cook&Son bardzo szybko stała się największą firmą turystyczną świata, wyznaczającą kierunki rozwoju branży.

I to wszystko szlag trafił 23 września bieżącego roku. To było w poniedziałek i wszystkie media całego naszego globu jako czołową informację podawały, że „zbankrutowała najstarsza firma turystyczna świata”.

W roku 1928 wnukowie Thomasa Cooka sprzedali firmę belgijskiemu przedsiębiorstwu Compagnie Internationale des Wagons-Lits, w czasie wojny przejęli ją Niemcy, po wojnie odebrał okupantom Thomasa Cooka rząd brytyjski, ale to nie był koniec przejmowania, przekształcania itp. Skończyło się na tym, że w dniu swojej plajty firma nazywała się już Thomas Cook Group plc. Była firmą giełdową.

Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że plajta Thomasa Cooka wywołała trzęsienie ziemi w branży turystycznej. Na holding „Thomas Cook” składało się ok. 560 działających pod tą marką biur podróży tak w Europie, jak i na świecie. 23 września w jednej chwili pracę straciło ponad 21 tys. osób w 16 krajach świata. W hotelach będących własnością lub dzierżawionych przez Cooka bez szans na planowy powrót do domu przebywało ok. 600 tys. osób, w tej liczbie 150 tys. Brytyjczyków. Plajta uziemiła bowiem należącą do holdingu czarterową linię lotniczą też o nazwie Thomas Cook. Ale wszyscy klienci firmy wcześniej lub później jednak wrócili do domu. Rząd brytyjski wynajął 42 samoloty, które zwoziły do domu turystów z tego kraju wypoczywających w różnych zakątkach świata.

Jako przyczynę plajty szefowie koncernu wskazywali na splot kilku niekorzystnych czynników, na które nie mieli wpływu i z którymi, jak twierdza, mierzą się także inne firmy turystyczne. To ocieplenie klimatu, które sprawiło, że okres letni w Wlk. Brytanii stał się słoneczny i ciepły, w związku z czym ludzie uznali, że identyczne warunki do wypoczynku znajdą „w domu” bez konieczności dalekich podróży. To także niepokoje polityczne ii społeczne w krajach, do których masowo Brytyjczycy wyjeżdżali na wakacje, jak na przykład Turcja. To również brexit i związane z nim osłabienie funta, co czyniło wyjazd droższym niż dotychczas. Ciepłe zimy sprawiły natomiast, że drastycznie spadła liczba chętnych na wyjazdy na narty. W biznesie turystycznym marże są niskie i gdy spada popyt, natychmiast odbija się to na stanie gotówki w kasie.

Ta tendencja spadkowa widoczna była już od kilku lat, ale szefowie koncernu nie umieli jej zapobiec. Dbali natomiast o własne dochody, bo na przykład prezes koncernu, Szwajcar Peter Frankhauser, w ciągu ostatnich 5 lat zarobił 8,5 mln funtów, czyli ok. 41 mln zł. Jak za doprowadzenie firmy do upadku, to całkiem niezłe pieniądze. Brytyjska opinia publiczna jest więc oburzona wysokimi zarobkami kadry zarządzającej koncernu (ok. 20 mln funtów w okresie ostatnich 5 lat), które w żaden sposób nie były powiązane z jego sytuacją finansową. Nie jest wykluczona, że syndyk masy upadłościowej zażąda w imieniu wierzycieli przynajmniej częściowego zwrotu apanaży od członków kierownictwa firmy. W maju bieżącego roku zadłużenie Cooka wynosiło 1,2 miliarda funtów, zaś w dniu plajty miało się zwiększyć do 2 mld. Na prośbę o finansową pomoc brytyjski rząd pokazał rękę zgiętą w łokciu. Z przejęcia Cooka wycofali się też Chińczycy, gdy uświadomili sobie, ile będą musieli za to zapłacić.

Wszystko wskazuje jednak na to, że o upadłości Cooka zadecydowała przede wszystkim nieumiejętność dostosowania działalności firmy do radykalnych zmian zachodzących w branży turystycznej. Te zmiany dokonują się za sprawą rewolucji technologicznej, kulturowej, także komunikacyjnej. Internet, coraz popularniejszy model indywidualnego wypoczynku oraz zwiedzania świata plus tanie linie lotnicze, wszystko to składa się na liczne odchodzenie od dotychczasowego modelu turystyki, czyli skazywania się na ofertę biur turystycznych. Internet pozwala wynajdować i kupować usługi potrzebne w podróży. Internetowe serwisy specjalistyczne podaja „na tacy”, gdzie można wynająć mieszkania tańsze od hoteli, a inne, też tańsze od regularnych, połączenia lotnicze.

Ta rewolucja dzieje się przede wszystkim za sprawą ludzi młodych, którzy nie mają ochoty na stadne podróżowanie po świecie. Znajomość języków, przede wszystkim angielskiego, staje się udziałem coraz większej liczby młodych, ciekawych świata, ale też wystarczająco dobrze zarabiających, by zwiedzać go według swoich reguł, nade wszystko zainteresowań.

Plajta Cooka jest też sygnałem, że duże biuro turystyczne, któremu opiekę nad sobą podczas urlopu powierzały co roku miliony ludzie na całym świecie, wcale nie musi tej opieki i bezpieczeństwa gwarantować. To oczywiście nie znaczy, że serwisy internetowe i tanie linie lotnicze z dnia na dzień odeślą do lamusa zbiorowy wypoczynek i zbiorowe zwiedzanie świata. Przez wiele jeszcze lat ta forma turystyki będzie uprawiana, ale obok niej, a raczej wraz z nią, rozwijać się będzie forma alternatywna. I wszystko wskazuje na to, że z czasem stanie się ona dominująca.

Sądzę, że gdyby Thomas Cook dożył 23 września 2019 roku, to patrząc na bankructwo dzieła swojego życia, chyba jednak sięgnąłby po kielicha.

Wojciech Sandecki