Sport, poezja, teatr…

pipala

Wiele krajów ma swoją ukochaną dyscyplinę sportu i najczęściej są w niej światową potęgą. Niektórzy zadają sobie pytanie czy dlatego są potęgą, że jest to ukochana dyscyplina, czy też dlatego jest ona ukochana, że są światową potęgą. Wydaje się, że jest to zagadnienie typu – „co było wcześniej, jajko czy kura”. Wygląda jednak na to, że w sporcie odpowiedź jest prostsza. Na przykład w przypadku Kanadyjczyków i ich ukochanego hokeja na lodzie sukcesów jest co niemiara. Ale też wiadomo, że uprawia się tu tę dyscyplinę masowo i od zawsze. Można więc śmiało postawić tezę, że Kanadyjczycy są hokejową potęgą dlatego, że hokej to ich ukochana dyscyplina. Podobnie ma się rzecz z polskim żużlem. Przez długie lata, jeszcze za czasów komuny, Polacy w tej dyscyplinie w porównaniu do Anglii, Szwecji, Danii, Nowej Zelandii, Australii, czy nawet USA, byli kopciuszkiem i rzadko notowali jakieś sukcesy na arenie międzynarodowej. A jednak na żużlowe mecze w Polsce od zawsze przychodziły tłumy. Teraz Polska jest żużlową potęgą i na stadionach wciąż są tłumy. Mamy najlepszą ligę żużlową, jeżdżą w niej najlepsi zawodnicy świata. Słowem to ukochana dyscyplina Polaków. Od niedawna żużlowców zaczynają doganiać…skoczkowie narciarscy. Ale sytuacja jest tutaj nieco inna niż w żużlu. W XX wieku skoki narciarskie oglądało się tylko w czasie olimpiady i podczas Turnieju Czterech Skoczni. Już uplasowanie się polskiego skoczka w pierwszej dziesiątce jakichś zawodów uważane było za sukces. Raz przytrafił nam się co prawda złoty medal na IO w Sapporo w 1972, kiedy to Wojciech Fortuna nieoczekiwanie pokonał wszystkich rywali, ale był to przypadek z cyklu „jedna jaskółka wiosny nie czyni”. No i wreszcie przyszło nowe milenium, a wraz z nim objawił nam się „Orzeł z Wisły” czyli Adam Małysz, który zaczął brylować na światowych skoczniach. Zdobywał praktycznie wszystko co było do zdobywania czyli Puchar Świata i mistrzostwo świata. Wygrywał na skoczniach małych, średnich, dużych i wielkich. Zwyciężył też w Turnieju Czterech Skoczni. Jedyne czego mu zabrakło to złotego medalu olimpijskiego. Zdobył ich co prawda aż 4 (3 srebrne i jeden brązowy), ale najwyższego stopnia podium nie zdołał zająć. Polska oczywiście oszalała na punkcie Małysza, a zawody z jego udziałem biły rekordy oglądalności. A że trwało to bez mała 10 lat to socjologowie wymyślili nawet nazwę na to zjawisko – „małyszomania”. I właśnie na bazie tej „małyszomanii” doczekaliśmy się godnych następców naszego mistrza. No bo przecież taka musiała być naturalna kolej rzeczy. Skoro Małysz był narodowym bohaterem to zrozumiałe, że miliony małych chłopców chciało iść w jego ślady. Szkółki skoków narciarskich przeżywały prawdziwe oblężenie, powstawały nowe skocznie i na efekty nie trzeba było długo czekać. Pojawiła się cała grupa młodych i utalentowanych zawodników, a najlepszy z nich – Kamil Stoch już teraz może się pochwalić, że dogonił swojego mistrza i idola z dzieciństwa. Ba pod jednym względem nawet go przegonił – wszak Kamil jest zdobywcą dwóch złotych medali olimpijskich podczas Igrzysk w Soczi w 2014 roku. Ten sezon wydaje się być historyczny dla polskich skoków. Nasi zawodnicy już dwukrotnie stanęli na najwyższym stopniu podium w konkursie drużynowym – co się do tej pory jeszcze nie zdarzyło – i zajmują pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Narodów. Czy zatem można się dziwić, że skoki narciarskie stały się naszą dyscypliną narodową? Sukcesy naszych sportowców to jeszcze jeden powód do tego żeby postawić na sport i odpuścić sobie politykę. No bo czy jakikolwiek polityk czy też jakakolwiek partia są w stanie dostarczyć nam choćby jedną setną tych radości i wzruszeń jakich doświadczamy od sportowców? Pytanie jest oczywiście retoryczne. W te sukcesy polskich skoczków narciarskich doskonale wpisują się organizatorzy tradycyjnego już Małego Memoriału Bronka Czecha. Są to rodzinne zawody narciarskie i snowboardowe, które w tym roku odbędą się 5 marca na Mt. Seymour.

Oprócz sportu, który polecam i polityki, którą odradzam, są jednak jeszcze inne dziedziny życia, którymi warto się zainteresować. Ot choćby poezja i teatr. I z jednym i drugim będziemy mieli do czynienia wiosną tego roku. Najpierw 25 marca w Port Moody odbędzie się Wieczór Poetycki dla Szufladowych Poetów, który organizuje Puppet Theater Jester Society. Tydzień później w Coquitlam Teatr Polski Vancouver przedstawi nam dwie jednoaktówki naszego polskiego mistrza komedii, Aleksandra Fredry. Będą to „Zrzędność i przekora” oraz „Świeczka zgasła”, w adaptacji Ryszarda Kopplingera i w reżyserii Marka Czumy. Na scenie zobaczymy Elizabeth Kozlowski, Julię Siedlanowską, Feliksa Rohraffa, Artura Stofela i Marka Jabłońskiego.

A dla fanów kobiecych wdzięków Polonez Tri-City Polish Association zorganizował wybory Miss Polonia 2017. Finał odbędzie się w Port Coquitlam, w hotelu Poco Inn & Suites już 12 lutego.

Jest jeszcze oczywiście Głos polonii, który Państwu serdecznie polecam i życzę miłej lektury.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii