Srogi rewanż króla Jana

str-19-husaria-pod-parkanami

Miejscowość Parkany to w życiorysie króla Jana III Sobieskiego miejsce wyjątkowe. Doznał pod tą miejscowością jedynej w swojej wojskowej karierze porażki na polu bitwy, de facto klęski, ale w krótkim czasie odrodził się jako wielki wódz i powetował sobie z nawiązką przegraną sprzed dwóch dni. Parkany to miejscowość leżąca dziś na pograniczu Słowacji i Węgier, którą stanowi Dunaj. Na jego lewym brzegu leżą Parkany, na prawym Ostrzyhom.

Tło bitwy pod Parkanami nakreśliliśmy w poprzednim wydaniu naszej gazety, więc teraz tylko kilka zdań gwoli przypomnienia. Pierwsza bitwa rozegrała się 7 października 1683 r., niespełna miesiąc po wiktorii Sobieskiego pod Wiedniem. Polski król chciał bowiem natychmiast po wiedeńskim zwycięstwie ścigać rozproszone w chaotycznej ucieczce wojska tureckie, ale nie spotkał się w tej kwestii ze zrozumieniem ze strony cesarza Leopolda. Doszło do tego dopiero ponad trzy tygodnie później, dzięki czemu Turcy mieli czas na pozbieranie się po wiedeńskiej klęsce, przegrupowanie swoich wojsk i zorganizowanie obrony, bowiem liczyli się, że siły polsko-cesarskie będą dążyły do zdobycia Budy. Aby jednak ten cel osiągnąć trzeba było najpierw zdobyć Ostrzyhom, a jeszcze wcześniej niewielką twierdzę w Parkanach.

Sobieski, przekonany, że Parkany broni zaledwie kilkuset janczarów, postanowił zdobyć je z marszu, ale nadział się na znajdujące się tam zgrupowanie tureckie w sile 15 tysięcy żołnierzy. Nie dość, że polski król nie miał pojęcia, że znajdują się tam tak liczne wojska przeciwnika, to podczas 12-kilkometrowego marszu pod Parkany rozluźnił swoje szyki, oddziały szły rozproszone, bez możliwości szybkiego skomunikowania się między sobą. Kardynalny błąd popełniła też straż przednia, w szeregach wojsk polskich doszło do paniki, bezładnej ucieczki i… klęski. Sobieski był zdruzgotany, ale co jest cechą ludzi o silnym charakterze, szybko pozbierał się, opracował plan bitwy, którą postanowił wypowiedzieć tureckiemu wodzowi jak najszybciej.

7 października miała miejsce pierwsza, przegrana bitwa, 8 października zszedł na przygotowaniach do kolejnej i 9 października dowodzący także siłami cesarskimi Sobieski wyruszył ponownie pod Parkany. Miał pod sobą zgrupowanie liczące w sumie 32 tysiące zbrojnych. Siły polskie stanowiło 8 tys. jazdy, 2 tys. dragoni i 6 tys. piechoty a austriackie 9 tys. kawalerii i 7 tys. piechoty. Siły koalicjantów dysponowały również dużą liczbę dział i pod tym względem znacznie przewyższały siły tureckie. Ale w ciągu kilkudziesięciu godzin, które minęły od bitwy z 7 października Turcy wzmocnili swoje siły i ich liczebność 9 października oscylowała wokół 36 tysięcy ludzi , przy czym trzon stanowiła jazda.

Wojska tureckie zajęły pozycje, które wydawały się właściwe, ale tylko w przypadku powodzenia w bitwie z silami Sobieskiego. W przypadku niepowodzenia, jak się w trakcie bitwy okazało, stanowiły pułapkę. Twierdza w Parkanach, której załogę stanowiło 1200 janczarów wyposażonych w działa, miała za zadanie osłaniać lewe skrzydło armii tureckiej, za którym znajdowała się rzeka Hron. Kara Mehmed Pasza największe siły skoncentrował na prawym skrzydle i ich natarciem planował rozbić lewe skrzydło wojsk Sobieskiego i zepchnąć je do Dunaju. Zamiar zamiarem, ale trzeba było go jeszcze zrealizować. Polski monarcha przewidział, z której strony nastąpi najsilniejsze uderzenie wojsk tureckich i skoncentrował w tym miejscu 7500 jazdy oraz znaczące siły piechoty. W centrum szyku wojsk koalicji Sobieski postawił 16 tys. wojsk cesarskich. Lewym skrzydłem wojsk polsko-austriackich dowodził Jabłonowski, prawym Lubomirski.

Przewidują plan tureckiego dowódcy plan Sobieskiego zakładał związanie walką głównych sił tureckich na lewym skrzydle i w centrum. Natomiast dla prawego skrzydła swoich wojsk zaplanował odcięcie związanych walką głównych sil tureckich od Parkan zamykając im odwrót. Lewemu skrzydłu, co do którego Sobieski trafnie przewidział, że będzie ono musiało przyjąć pierwsze i najsilniejsze uderzenie wojsk tureckich, groziło jeszcze i to, że mogło ono zostać zaatakowane przez sprzymierzonych z Turkami Tatarów i Węgrów zbuntowanego wobec Austrii Tökölego. Obawiając się tego, Sobieski wyznaczył dodatkowo do osłony tego skrzydła specjalny oddział pod dowództwem Stefana Czarnieckiego (kuzyna nieżyjącego hetmana Czarnieckiego).

Pierwszy, pozorujący główny atak swoich sił, Turcy przeprowadzili na centrum wojsk koalicji, czyli wojska cesarskie i co było do przewidzenia, zostali odparci. Ponowny atak, już zmasowanymi siłami, przypuścili na lewe skrzydło, które było na to przygotowane. Turcy ponawiali ataki, walka przedłużała się coraz bardziej absorbując siły i uwagę tureckiego dowódcy, co oczywiście, zgodnie ze swym zamiarem, wykorzystał Sobieski. Przesunął jazdę swego prawego skrzydła pod Parkany i odciął odwrót przeciwnikowi przez most. Gdy Turcy zaczęli ustępować pola walki na lewym skrzydle polskich wojsk, które zostały teraz wsparte przez jazdę cesarska, zorientowali się, że mają odciętą jedyną drogę odwrotu. W ich szeregach zapanowała panika. Most zawalił się pod celnymi ogniem artylerii dowodzonej przez Marcina Kątskiego. Przed zniszczeniem mostu na druga stronę Dunaju zdążył się jeszcze przeprawić turecki dowódca Mehmed Pasza i około 800 jego żołnierzy.

Druga bitwa pod Parkanami to drugie (po bitwie pod Wiedniem) w ciągu miesiąca triumfalne zwycięstwo Sobieskiego. Swoimi rezultatami zatarło porażkę sprzed dwóch dni, kiedy to polski król był bliski śmierci. Szczegółower zpalanowanei bitwy, skocenstrowanie sił oraz trafne odczytanie zamiarów przeciwnika sprawiło, że Sobieski osiągnąl swój głowny cel, jakim było fizyczne unicestwienie sił tureckich. Na drugi brzeg Dunaju przedostał się tylko Mehmed Pasza z ok. 800 żołnierzami, ok. 2 tys. dotarło tam wpław lub droga okrężna po ucieczce z pola bitwy, na którym leżały zwłoki 9 tys. tureckich żołnierzy. Mniej więcej 1,5 tys. dostało się do niewoli.

Turecki sułtan nie przebaczał swoim wodzom porażki i w grudniu, w Belgradzie gdzie przebywał, turecki wódz bitwy pod Parkanami został uduszony jedwabną cięciwą łuku.

Andrzej Fliss