Studiuj i płać

str-23-studiuj

Jeśli chcesz studiować na renomowanej uczelni, co jest najlepszą drogą do otrzymania po studiach dobrze płatnej pracy, musisz mieć pieniądze. Taka jest konkluzja analizy kosztów studiów w Polsce, kilku krajach europejskich i w USA. Poniższy tekst koresponduje z zamieszczonym w tym wydaniu artykułem zatytułowanym „Popsuta społeczna winda”. W tamtym pisaliśmy o tym, jak trudna i jak długa jest droga awansu społecznego z ubóstwa do poziomu ludzi o średnich dochodach. W tym, ile to kosztuje, ponieważ najprostszą drogą do osiągnięcia społecznego awansu jest wykształcenie.

Wykształcenie jednak kosztuje nawet w kraju takim jak Polska, gdzie bezpłatne studia na uczelniach publicznych gwarantuje Konstytucja. Te koszty nie są co prawda związane z czesnym, bo go nie ma, ale z utrzymaniem i dotyczą one przede wszystkim studentów przyjezdnych. Ponieważ uczelnie wyższe znajdują się w dużych miastach, a średnia zarobków w dużych ośrodkach miejskich jest od zawsze wyższa niż w małych miejscowościach i na wsi, to już tylko z racji miejsca zamieszkania na uprzywilejowanej pozycji znajduje się młodzież z większych ośrodków miejskich. Szacuje się, że w Polsce koszty utrzymania podczas studiów osób przyjezdnych wynoszą minimum 1,2 tys. zł i pną się w górę w zależności od sytuacji materialnej rodziców. Dla tych rodziców, którzy zarabiają na przykład najniższą krajową, to nawet owe 1,2 zł stanowi kwotę wymagającą wyrzeczeń.

A przecież polskie uczelnie niemal nie liczą się na świecie. W rankingu 500 najlepszych szkół wyższych świata znajdują się zaledwie dwie (Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński) i to w czwartej jego setce. Natomiast w rankingu obejmującym 1000 najlepszych uczelni jest zaledwie 7 polskich uniwersytetów i 3 politechniki. Poza wymienionym wyżej uniwersytetami w Warszawie i Krakowie, pozostałe polskie uczelnie plasują się w drugiej pięćsetce.

Ale ranking rankingiem, a piszący te słowa zna co najmniej dwie osoby ze swojego otoczenia, które kończyły studia w peryferyjnych polskich politechnikach, a dziś zajmują dyrektorskie stanowiska w największych światowych firmach. W ich przypadku akurat w branży informatycznej. Można więc powiedzieć, że uczelnia uczelnią, ale oprócz nich i ich rangi liczą się też zdolności, pasja i pracowitość w dążeniu do wiedzy. Ktoś powie zapewne, że są to wybitnie uzdolnione jednostki, które tylko potwierdzają regułę, że im lepsza uczelnia, tym lepsze wykształcenie, wszak po absolwentów najlepszych uczelni amerykańskich ustawiają się kolejki werbowników z najbogatszych firm świata, a w polskich uniwersytetach i politechnikach raczej się ich nie spotyka.

Wśród kończących licea Polaków nadal panuje przekonanie, że przepustką gwarantującą dobrą pracę po ukończeniu studiów jest informatyka. Trend ten potwierdziła w tym roku liczba zgłoszeń na ten właśnie kierunek studiów. Było ich 40 tysięcy! Drugie miejsce pod względem popularności zajęło zarządzanie, trzecie psychologia, czwarte ekonomia i dopiero na piątym znalazło się prawo, a tuż za nim filologia angielska. Natomiast młodzi Polacy, którzy chcą studiować w USA na pierwszym miejscu stawiają inżynierię biomedyczną oraz inżynierie budowlaną, zaś w Wielkiej Brytanii psychoterapię i prawo.

O ile studia na uczelniach publicznych w Polsce kosztują niewiele, co nie znaczy że nie są dotkliwe dla budżetów rodzin biednych, to w ostatnich latach narodziło się w kraju około 400 uczelni prywatnych, które za naukę kazały sobie płacić. Wśród tych czterystu wiele było ”uczelni krzaków”, zakładanych w małych miejscowościach. Wychodzono bowiem ze słusznego skąd inąd założenia, że skoro młodych ludzi nie stać na wyjazd na studia do dużych ośrodków, to jeśli podsunie się im je pod nos, z oferty skorzystają. I tak się stało. Dziś sporo z tych uczelni już nie istnieje, ich założyciele zarobili co trzeba, a gdy przyszedł niż demograficzny i liczba kandydatów na studentów drastycznie się zmniejszyła, „uczelnie” pozamykano. Kilkaset nadal jest jednak na rynku i wszystkie każą sobie płacić czesne. W najbardziej renomowanych są to już pieniądze liczone w dziesiątkach tysięcy złotych i pod tym względem dorównują wielu uczelniom zagranicznym, a nawet je przewyższają.

Czesne w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie wynosi od 7 do 21 900 zł za rok nauki. W Szkole Wyższej Psychologii Społecznej Uniwersytecie Humanistyczno-Społecznym w Warszawie jest to kwota od 7,6 do 18,55 tys. zł, w Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych od 4,68 do 15,84 tys. zł. Taniej jest w Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, bo od 3,72 do 9,5 tys. zł, a w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej im W. Korfantego w Katowicach od 4,8 do 6,55 tys. zł.

W konfrontacji z polskimi uczelniami prywatnymi, o których można z całą pewnością powiedzieć, że są to szkoły wyższe dla bogatych, zaskakująco tanie okazują się studia w Niemczech. To jedyny z bardzo wysoko gospodarczo i cywilizacyjnie rozwiniętych krajów Europy Zachodniej, w którym studiowanie dostępne jest dla młodych Polaków nawet z biednych rodzin, ale, o dziwo, ten kierunek rzadko jest przez nich wybierany. A rok studiów w renomowanym uniwersytecie w Heidelbergu (46 miejsce w rankingu światowym) kosztuje 1315 zł, zaś na Uniwersytecie Technicznym w Monachium (112 na świecie ) jedynie 1116 zł. Najdrożej wychodzi studiowanie na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie (101 na świecie), nieco mniej na znajdującym się na 141 miejscu światowej listy uniwersytecie w Tübingen (2638 zł), a już zupełnie niewiele na uniwersytecie w Monachium (48 miejsce w światowym rankingu), bo raptem 957 zł.

We Francji najdroższe są studia na założonej dopiero w roku 2015 politechnice w Gif-sur-Yvette niedaleko Paryża. Kosztują w przeliczeniu na polską walutę od 46 979 do 70 615 zł, następnie na politechnice w Paryżu (od 51 695 do 64 630 zł), zaś na owianej legendarną sławą paryskiej Sorbonie maksymalnie 3700 zł.

Spośród szkół wyższych Wielkiej Brytanii najdroższy nie jest wcale czwarty w gronie najlepszych uczelni wyższych świata Uniwersytet Cambridge. Rok studiów kosztuje tam 44 300 zł. Wysokością czesnego przebija go dwukrotnie uniwersytet w Durham, gdzie za rok studiów trzeba wnieść opłatę w wysokości 90 500 zł. Zdecydowanie tańsze jest studiowanie w Oxfordzie (5 miejsce na liście światowej), gdzie roczne czesne opiewa na 36 275 zł.

Pod względem kosztów studiów najdroższe są oczywiście uczelnie amerykańskie, ale też w światowym rankingu obejmującym 1000 uczelni jest ich 213, w pierwszej „10” osiem, a w pierwszej „20” jest ich aż 16. Tę „20” uzupełniają wspomniane już brytyjskie Cambridge i Oxford, uniwersytet w Tokio (12 pozycja) oraz uniwersytet w Toronto (17 lokata).

Najdroższy w USA jest uniwersytet Yale (197 775 zł). Za studia w murach światowego od lat lidera rankingu, Uniwersytetu Harwarda, trzeba zapłacić 171 290 zł, w Stanford (2 miejsce w rankingu) jest to 187 400 zł, a w Massachusetts Institute of Technology 190 470 zł.

10 polskich szkół wyższych, które znalazły się w rankingu 1000 najlepszych uczelni świata. W nawiasach podajemy miejsce na liście.

  1. Uniwersytet Warszawski (260),

  2. Uniwersytet Jagielloński w Krakowie (381),

  3. Politechnika Warszawska (576),

  4. Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie (633),

  5. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (741),

  6. Uniwersytet Wrocławski (776),

  7. Warszawski Uniwersytet Medyczny (834),

  8. Politechnika Wrocławska (844),

  9. Uniwersytet Śląski w Katowicach (899),

  10. Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu (954).

Andrzej Storch