„Szara Sowa”, czyli możesz być kim zapragniesz!

szara_sowa_1999_1

FILMOTEKA. Zanim usiądziecie Państwo wygodnie przed swoim ekranem, aby obejrzeć film, który dzisiaj polecam, to proponuję przygotować sobie pod ręką Dictionary of Canadian Biography, by od czasu do czasu sprawdzić , na ile reżyser był wierny prawdziwej biografii swego bohatera. Szara Sowa (Grey Owl) to właściwie Archibald Stansfeld Belaney, znany też pod imieniem Wa-sha-quon-asin, który żył w latach 1888-1938 i był leśniczym, przewodnikiem, traperem, ekologiem, strażnikiem ochrony przyrody, pisarzem i wykładowcą. Wśród wymienionych ról, jakie pełnił w swoim stosunkowo krótkim życiu, słownik nie wymienia jeszcze jednej, ale za to najważniejszej. W latach 30. był on najsławniejszym na świecie… Indianinem, chociaż był nim z wyboru a nie z krwi i kości! Jak do tego doszło opowiada piękny film sir Richarda Attenborough zrealizowany w 1999 roku. – Świat ma tak bardzo niewielu prawdziwych bohaterów, a Szara Sowa był w swoich czasach wielką osobistością publiczną i pierwszym tak charyzmatycznym obrońcą naturalnego środowiska – uzasadniał w jednym z wywiadów reżyser.

Można w pełni ufać rekomendacji sir Richarda Attenborough, że życie Archiego Belaney warte było sfilmowania, bo jest uważany za jednego z najwybitniejszych specjalistów od realizacji filmów opartych na życiu prawdziwych postaci historycznych. Bohaterami jego filmów biograficznych były takie postacie jak Chaplin, Churchill, Hemingway, czy Gandhi. Za swój najgłośniejszy film o Gandhim z Benem Kingsleyem w roli głównej, został w 1982 roku nagrodzony aż ośmioma Oscarami. Attenborough pamiętał, jak stał przez pięć godzin w kolejce wraz ze swoim bratem Davidem, aby usłyszeć jak Gray Owl przemawia podczas tournée po Anglii w 1936 roku. „Nie mogłem się oprzeć myśli o przekształceniu tajemniczej historii tego mężczyzny w indiańskim stroju na film fabularny – powiedział Attenborough w Vancouver, podczas swej podróży promującej „Szarą Sowę” w Kanadzie. Ta historia ma wszystko. Jest to film o miłości i przygodowy, jest o Kanadzie […], jest wzruszający i ma coś ważnego do powiedzenia na temat naszej planety. Ale przede wszystkim jest to historia faceta, który nie był tym, za kogo się podaje.”

W filmach biograficznych, a takim bez wątpienia jest „Szara Sowa”, kluczem do sukcesu jest trafny wybór aktora grającego główną rolę. Od samego początku reżyser był pewien, że w postać Archibalda Stansfelda Belaney’a wcieli się idealnie Pierce Brosnan. I nie pomylił się, bo aktor sprawnie i naturalnie potrafi poruszać się w lesie z karabinem, nauczył się samodzielnie robić rakiety śnieżne i zastawiać pułapki na dzikie zwierzęta. Opanował także sztukę wiosłowania „po indiańsku” siedząc pewnie w tradycyjnej łodzi sprowadzonej specjalnie na zdjęcia wraz z instruktorem. Producenci nie byli zadowoleni z wyboru aktora i obawiali się, że widzowie po „Tomorrow Never Dies”, będą oczekiwali następnego Bonda, a nie Archi’ego broniącego przyrody przed naporem cywilizacji. Ten całkowicie niezaplanowany konflikt dwóch postaci granych przez tego samego aktora moim zdaniem wyszedł filmowi na dobre. Widzowie dzięki temu lepiej odczuwają umowność kostiumu jaki zakłada Szara Sowa, by realizować swoją misję. Szara Sowa to coś w rodzaju scenicznego pseudonimu, którym posługuje się bohater aby występować przed wielką widownią w słusznej sprawie. Nie jest dlatego przypadkiem, że film zaczyna się i kończy w garderobie teatralnej podczas nakładania makijażu przed lustrem. Archi zastanawia się, gdzie są granice tożsamości z wyboru, a kiedy zaczyna się zwyczajne oszustwo.

Szara Sowa” jest po mistrzowsku zrobionym kinem familijnym i można ten film oglądać bez obaw ze wszystkimi dzieciakami. Nie ma w nim przygód w stylu Bonda, seksu i agresji, krwawych walk lub policyjnych pościgów, a jest za to piękno kanadyjskich krajobrazów, szacunek dla bogactwa przyrody oraz głębokie uczucia, z których jedno łączy dwoje ludzi, a drugie jest uczuciem braterskiej miłości do zwierząt. Miłość odmienia głównego bohatera, który z bezdusznego trapera staje się orędownikiem praw zwierząt. Momentami w „Szarej Sowie” jest tej miłości za dużo i film staje się lekko łzawym melodramatem, ale napięcie wynikające z ukrywania prawdziwej tożsamości Archi’ego nie znika. Może zbyt cukierkowa jest postać partnerki Brosnana, czyli Annie Galipeau grającej Anahareo, trzecią żonę tytułowego bohatera zaślubioną podczas aborygeńskiej ceremonii w jej rodowitym plemieniu.

Autor zdjęć Roger Pratt pokazał w filmie piękno i potęgę puszczy, o której podczas swoich wystąpień mówił Archi w kostiumie Szarej Sowy. Piękne krajobrazy Kanady oglądamy z towarzyszeniem oryginalnej muzyki George’a Fentona, albo kontemplujemy w ciszy. Podczas mojej ulubionej sceny, Szara Sowa z zielonym klonowym liściem w dłoni, pyta widzów czy słyszą? Cisza na widowni narasta, a Szara Sowa unosi liść i mówi, że tam skąd przywiózł ten liść słychać ciszę, której w mieście już nie słychać… Zobaczcie tą scenę sami! „Szarą Sowę” możecie znaleźć w sieci na cda.pl i w kilku innych miejscach. Naprawdę warto poszukać!

 

filmoteka-goscKRZYSZ­TOF WO­ŁOCZ­KO – Re­ali­za­tor po­nad 100 fil­mów i au­dy­cji te­le­wi­zyj­nych, ope­ra­tor i mon­ta­ży­sta. Twór­ca stu­dia te­le­wi­zji dy­dak­tycz­nej w Olsz­ty­nie (1990) oraz stu­dia wi­deo  Al­lianz Pol­ska (2001). W la­tach 1994-95 pra­cow­nik T-P S.A. Po­czątko­wo w Te­le­wi­zyj­nej Agen­cji In­for­ma­cyj­nej ja­ko re­ali­za­tor wi­zji („Wia­do­mości”, „Pa­no­ra­ma”, „Te­le­ek­spress”), a na­stępnie ja­ko tre­ner i dzien­ni­karz w Ośrod­ku Szko­le­nia i Ana­liz Pro­gra­mo­wych. Kon­sul­tant i tre­ner w za­kre­sie ko­mu­ni­ka­cji wi­zu­al­nej oraz wy­kła­dow­ca w In­sty­tu­cie Dzien­ni­kar­stwa UW (spe­cjal­ność te­le­wi­zyj­na i dzien­ni­kar­stwo mul­ti­me­dial­ne). Od stycz­nia 2018 ro­ku miesz­ka w Ka­na­dzie. Pra­cu­je ja­ko fo­to­graf i re­ali­za­tor do­ku­men­tal­nych form wi­deo.