Szpiegowanie na Hradczanach

115010_budynki_kosciol_woda

Obok Wiednia i Brukseli Praga jest kolejną europejską stolicą, w której uwili sobie gniazdko szpiedzy z Rosji. W przypadku czeskiej stolicy „gniazdko” to zasiedziane jest przez agentów Moskwy od ponad 40 lat. Jego budowa wiąże się z wszechwładnym niegdyś szefem KGB, Jurijem Andropowem, który w ostatnich 15 miesiącach swego życia dostąpił stanowiska I sekretarza komunistycznej partii Związku Radzieckiego. Wcześniej Andropow był człowiekiem, który rozbudował struktury KGB, zatrudniał w służbach specjalnych młodych ludzi, kierując się ich wykształceniem i wiedzą merytoryczną, a nie pochodzeniem, biografią ojca, matki, dziadka i pradziadka. Dzięki w ten sposób prowadzonej przez niego polityce kadrowej radzieccy agenci bardzo szybko i skutecznie zaczęli penetrować zarówno amerykańskie, jak też brytyjskie, francuskie i niemieckie struktury polityczne, gospodarcze oraz wywiadowcze.

Po zakończeniu II wojny światowej komunistyczny prezydent Czech, Edward Benesz, w podzięce za wyzwolenie kraju spod hitlerowskiej okupacji, podarował na utworzenie radzieckiej ambasady dworek byłego czeskiego finansisty Jirziego Poppera wraz z należącymi do niego rozległymi terenami. W tymże dworku podczas wojny znajdowała się siedziba gestapo, co nowym lokatorom absolutnie nie przeszkadzało, a nawet byli niezmiernie z tego faktu radzi, ponieważ okazało, że gestapo wydrążyło tunele, które prowadziły z dworku i wychodziły poza granicami posiadłości. Ponadto obiekt znajdował się na obrzeżach Pragi, blisko trasy wylotowej z czeskiej stolicy, dzięki czemu i w razie czego można było szybko się stamtąd wyprowadzić. Sowieci zorganizowali tam oczywiście ambasadę, ale po stłumieniu Praskiej Wiosny Jurij Andropow postanowił utworzyć tam również rezydenturę KGB. Była to pierwsza tej rangi placówka sowieckiego wywiadu w kraju znajdującym się w orbicie wpływów ZSRR.

O jej utworzeniu zaważyło doświadczenie zdobyte przez Andropowa podczas ambasadorowania na Węgrzech i lekcja wyniesiona z wydarzeń związanych z Praską Wiosną. Szef KGB uznał, że wszelkie przejawy buntu wobec radzieckiej dominacji, czyli wszelkie ruchu niepodległościowe, należy tłumić w zarodku. W związku z tym trzeba mieć rozbudowaną siatkę agentów, którzy będą infiltrować środowiska nieprzychylne ZSRR i w różny sposób neutralizować ich działalność. Drugim celem było prowadzenie z Pragi działalności wywiadowczej w innych krajach „demoludów”, co było znacznie łatwiejsze niż wysyłanie agentów z Moskwy.

Teraz patrząc na to, w jakim kierunku podążają niektóre kraje mające za sobą kilkudziesięcioletnią podległość wobec ZSRR, aż dziw bierze, że ich rządy są aż tak krótkowzroczne. Podręcznikowym przykładem są oczywiście Węgry Orbana. Czechy jeszcze od nich odstają, ale nie aż tak bardzo. Pierwszym czeskim prezydentem jawnie sprzyjającym Rosji i równie jawnie występującym z niechęcią wobec ścisłych związków Czech z Unią, był nastały po Wacławie Havlu też Wacław ale Klaus. Nie był jedynym z czeskich polityków, za którego kadencji rosyjski wywiad miał ułatwione zadanie. Obecny prezydent tego kraju, Milosz Zeman, również nie kryje swych prorosyjskich sympatii. W niczym nieskrępowany sposób opowiada się za zniesieniem sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu, a gdy czeski rząd wyrzucił z kraju trójkę rosyjskich dyplomatów, Zeman głośno się temu sprzeciwiał.

Na razie układ polityczny jest taki, że czeski rząd nie akceptuje poczynań prezydenta wobec Rosji, prowadzi suwerenną wobec niego politykę, o której nie można powiedzieć, by była prorosyjska. Ale rosyjscy agenci, których liczbę w Czechach szacuje się obecnie na około 100 osób, nie ustają w działaniach. Są one skierowane na wywieranie wpływu na czeskich polityków i na uchwalane prawo. Chodzi o to, by Czechy prowadziły politykę przychylną Rosji i zgodną z jej interesami. Drugim głównym celem ich działań jest dzielenie społeczeństw, osłabianie nastrojów prodemokratycznych a podsycanie eurosceptycznych i antyunijnych, ponieważ w oczach rosyjskich strategów zjednoczona Europa, jej połączony potencjał gospodarczy i militarny stanową największe zagrożenie dla ich kraju.

Osobną grupą podlegającą agenturalnej infiltracji są czescy europosłowie oraz wysocy rangą wojskowi, którzy z racji zajmowanych stanowisk działają także w strukturach NATO. I właśnie ci ostatni byli „bohaterami” największej afery związanej z działalnością rosyjskiego wywiadu.

Nie wiadomo do dziś, czy niejaki Robert Rachardżo był tak zwanym „śpiochem”, czyli agentem dawno temu przerzuconym do Czech, zasiedziałym w tamtejszym społeczeństwie i w odpowiednim momencie ”przebudzonym”, czy też został zwerbowany przez rosyjski wywiad w 2003 r., gdy spędzał wakacje na Krecie. Druga wersja jest podobnie możliwa jak pierwsza, ponieważ do zwerbowania agenta dochodzi zazwyczaj gdy jest on daleko poza granicami kraju. Pewne jest natomiast, że Rachardżo przyjechał do Pragi z… Moskwy w 1992 r. studiować psychologię.

Rzucał się w oczy, był bowiem nietypowej urody, łączącej cechy matki Rosjanki i ojca Indonezyjczyka. Podczas studiów poznał na uniwersytecie również tam studiującą Polkę. Pobrali się, mieli dwoje dzieci, po ukończeniu studiów Rachardżo szybko zrobił doktorat i pracował m.in. jako psycholog w więzieniu. Czeskie służby twierdzą, że to po pobycie na wakacjach na Krecie w roku 2003 zaczął poszukiwać kontaktów z osobami mającymi dostęp do poufnych i tajnych informacji ze szczytów władzy.

Podczas jednej z konferencji naukowych Rachardżo poznał liczącą sobie 34 lat Vladimirę Odehnalovą, której, jak później opowiadała, zaimponował urodą, erudycją i doktoratem z psychologii. Pani Odehnalova okazała się nadzwyczaj cennym nabytkiem agenta Rachardżo, ponieważ była szefową administracji trzech czeskich generałów, a w chwilach wolnych… kochanką każdego z nich. Panowie generałowie byli wysoko umocowani w strukturach czeskiej armii, mieli służbowe kontakty z NATO, posiadali poufne i tajne informacje, w których posiadanie Vladimira mimochodem wchodziła. Przyznała później, że Rachardżo miał nadzwyczajną cechę wyciągania z ludzi informacji w taki sposób, że rozmówca nawet się nie orientował, iż ujawnia najskrytsze nawet tajemnice.

Gdy czeskie służby wpadły na trop Rachardżo, wsiadł on w samochód, pojechał na nieczynne lotnisko pod Pragą, zadzwonił do żony, której powiedział tylko dwa zdania: – Nie tak miało być, nie tak miało się to skończyć. Żegnajcie, już się nigdy nie zobaczymy. Złamał telefon na pół, chwycił laptopa i pobiegł w stronę pobliskiego lasu. Czeskie służby wysłały za nim agentów, samochody, psy, helikopter z kamerami noktowizyjnymi, ale Rachardżo zniknął. Do dziś zniknięcie tego agenta uważa się za największą porażkę czeskich służb specjalnych. Nie wiadomo, w jaki sposób udało mu się uniknąć pogoni. Wszystko wskazuje na to, że przechwycili go rosyjscy agenci, gdzieś ukryli, a potem wywieźli do Rosji, gdzie prawdopodobnie mieszka pod zmienionym nazwiskiem do dziś.

Panowie generałowie podali się oczywiście do dymisji. Nie za bardzo wiadomo, co spotkało panią Vladimire Odehnalovą, której można było tylko współczuć, że za jednym zamachem utraciła czterech swoich kochanków.