Te niesamowite geny

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. To, że natury się nie oszuka wiedziałam. Niejednokrotnie się o tym przekonałam. Nie miałam jednak pojęcia jak silne są geny. Niby każdy wie, że dzieci zawsze coś po nas odziedziczą, mniej lub więcej, ale zawsze można się doszukać w dziecku choć odrobinę rodzica. Nic dziwnego, skoro nawet pies się upodabnia do właściciela. Ja tak mam – psychiatra by to sklasyfikował jako zespół natręctw. Otóż zawsze bacznie przyglądam się psu i właścicielowi. To prawda bywają bardzo podobni, czasem aż śmiech mnie ogarnia na widok podobnego wyrazu twarzy i mordki. Zabawne. Jednak nie o psach chciałam dzisiaj, bo na psią mamę to ja się nie nadaję. Jestem za wygodna i za leniwa. Dzisiaj chciałam o dzieciach i dziadkach, bo tu podobieństwo jest porażające. Pamiętam jak dziś, kiedy patrzyłam na moją świeżo urodzoną córkę i czy tego chciałam czy też nie – skóra zdarta z mojego teścia. Kiedy miała trzy latka, koleżanki dziadek spojrzał na nią i mówi, że to niesamowite – Dziecko patrzę na ciebie i wiem czyja ty jesteś. Jesteś wnuczką Zbyszka! Z racji tej, że u nas w rodzinie panują bardzo tradycyjne stosunki na linii teściowa – zięć, zapewne mojej mamie serce pękało. Wnusia niby nasza, a nie nasza. W przyrodzie jednak nic nie ginie, przyroda i zięciowi pstryczka w nos dała. Bo pierworodna owszem skóra zdarta z ojca i dziadka, jednak charakterek bozia dała po teściowej. Podejrzewam, iż dla zięcia tradycjonalisty jest to taki trochę wrzód na d….. Bo takiego klona teściowej na własnej piersi wychował. Ha, ha, ha…. musiał ci on grzeszyć za młodu. Kochasz całym sercem, ale kiedy słyszysz od czasu do czasu jak z niej teściowa wychodzi to masz dość. Syn natomiast to cały mój ojciec, wypisz wymaluj Stasinek. Czasami obserwuję moje dzieci i nie wierzę, że aż tak podobne mogą być do dziadków. Córka ma przezwisko po babci – „Hancia”. Jest szybka i energiczna jak babcia, kierowniczka zamieszania, wszyscy muszą się podporządkować i słuchać. Kocha porządek do bólu. Nawet piloty na ławie mają leżeć tak, a nie inaczej. Skręca meble, przestawia, przemeblowuje, wierci dziury, wbija gwoździe, przetyka kibel, rozkręca i czyści kolanko pod zlewem. Ona nawet samochód prowadzi jak babcia. No sama czasami nie wierzę, powiedzenia te same. Słucha silnika w samochodzie (ja tam nic nie słyszę!) zaglada pod maskę, mówi w którym kole stuka. Organizuje i planuje za wszystkich. Często powie zanim pomyśli. Szczere do bólu i wybuchowe, ale z bardzo dobrym sercem, zawsze mają dobre intencje tylko czasem po drodze opierniczają. Kiedy patrzę na moje dzieci, na ich relacje i zachowania, zwłaszcza kiedy wspólnie coś robią to widzę moich rodziców. Kropka w kropkę Hancia i Stasinek! Są nie do podrobienia. Niekiedy zastanawiam się jak to możliwe? Nie mieszkali z dziadkami, żeby naśladować ich przyzwyczajenia. Ostatnio rozwalili mnie u Karolki w domu. Zasiadamy do obiadu, Kuba wrócił z meczu, poszedł pod prysznic i woła z łazienki – Karolka, podaj mi ręcznik i majtki. Nie wytrzymałam, śmiałam się w głos i mówię: – Hancia, Stasinek cię woła -całe życie bowiem z łazienki dochodził ojca głos: – Aniu, podaj mi bieliznę i ręcznik. Nigdy, przenigdy nie było inaczej. Kuba nawet tak samo leży na kanapie jak dziadek. Mają identyczne poczucie humoru, usposobienie, zainteresowania. W nich obu jest nadzwyczajny spokój i opanowanie, nic ich nie rusza nawet wściekła Hancia. Kłócą się i obrażają identycznie. Kiedy otwieram szafki u córki w mieszkaniu to nie wiem gdzie jestem czy u mamy czy u córki. Jakby miały jakiś szablon, wszystko równo, tematycznie, szuflada na narzędzia. Żaden facet nie ma tylu narzędzi co moja córka, no jedynie moja matka ma podobną kolekcję. Matka całe życie gadała z psem, który ponoć też gadał. Córka ma gadające koty, mało tego – dwujęzyczne. Koty są najważniejsze i nie podlega to dyskusji, mamusi pies też był ważniejszy niż my wszyscy i jadał z mojej porcelanowej świątecznej zastawy. Geny to jest coś cholernie silnego, niczym chwasty w ogródku, nie do wytępienia ha, ha. Ja się w sumie cieszę, bo to tak jak bym miała rodziców cały czas obok siebie. Ja do mojej mamy i córki kompletnie nie pasuję. Jestem zupełnie inna, bo ja po prostu jestem cała moja babcia od strony taty. Dziś córka mnie pyta: – Mamo po kim ty masz takie luksusowe zapędy? Lubisz to co drogie. Ja jestem inna.

A ja właśnie pisząc ten tekst uświadomiłam sobie, że to mam po babci. Bo właśnie ona lubiła najwyższą jakość. Czyli znowu się geny odezwały!