Tolerancja w ciemnogrodzie

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Nie jestem osobą, która zna się na polityce. Ja się nią nawet nie interesuję. Nie sposób jednak nie słyszeć, czy nie czytać tego co ludzie mówią. Naprawdę ciężko mi uwierzyć, że jesteśmy tak ciemnym narodem. Post na fb rozwalił mnie na drobne kawałki. Zdjęcie banera reklamowego wiszącego na płocie, a na nim wizerunek księdza i hasło: „Kto nie zagłosuje na PiS ten pójdzie do piekła!” No przysięgam. Nie wierzę, że do tego doszło. Cały ten szum o karze więzienia za edukację seksualną i antykoncepcję. Gdzie ja żyłam? Gdzie ja się wychowałam? Ja wiem, że tym czym nas karmią przed wyborami to można sobie tyłek podetrzeć. Żyję trochę lat na tym świecie, nie muszę się znać na polityce, ale trochę już wyborów i obietnic przeżyłam. Cała nagonka na LGTB, mnie przeraża. Przysięgam, manipulacja naszym narodem jest prosta jak budowa cepa. Ludzie których miałam za inteligentnych zadziwiają mnie tak, że przecieram oczy ze zdziwienia. Jak czytam, że LGTB to zaraza, to już widzę oczyma wyobraźni co tam się dzieje. Aż chce mi się krzyczeć: „Tak bycie gejem czy lesbijką to choroba zakaźna tak samo jak głupota, która bije od tych co te brednie sieją. Boże widzisz i nie grzmisz!” Już sobie wyobrażam jak by wyglądało życie w Polsce pary gejowskiej posiadającej dzieci. Na jednej z fejsbukowych grup z mojego rodzinnego miasta była dyskusja na temat tolerancji. Zadałam pytanie: „Czy przyjeżdżając do domu z przyjaciółmi (para gejów) mogę być spokojna, kiedy wyjdą na spacer na miasto? „Od razu pojawiło się kilka odpowiedzi w stylu: „Nie radzę, nie jest to bezpieczne ani dla Ciebie ani dla Twoich przyjaciół, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostaniecie opluci, pobici, w najlepszym przypadku zwyzywani.” Byłam w szoku. Małe spokojne miasteczko na Podkarpaciu i takie niebezpieczeństwo? Szok. Polecają mi duże miasta. Nie chcą w małych miejscowościach tej zarazy. Nic się w tym kraju nad Wisła nie zmienia. Pamiętam jak kiedyś moja koleżanka mająca małe, czarnoskóre dziecko, każdego dnia była wytykana palcami. Kiedy wchodziła z dzieckiem do piaskownicy, inne matki wychodziły ostentacyjnie, ze słowami na ustach: „Chodź córeczko, bo się wybrudzisz”. Wierzyć się nie chce, a jednak takie sytuacje miały i mają miejsce. A ja się pytam skąd w takim razie lesbijki i geje skoro pochodzą z rodzin heteroseksualnych? Mieli przecież mamę i tatę! Na próżno jednak tłumaczyć przeciętnemu Kowalskiemu, że taki człowiek się rodzi, że każdy ma prawo kochać kogo chce i żyć jak chce! Skoro w tradycyjnej rodzinie mama i tata jest wszystko takie idealne to dlaczego domy dziecka pękają w szwach? Moja mama pracowała w domu dziecka w latach 70. i sierot takich które nie miały rodziców było może dwadzieścia procent, a reszta dzieci? Sieroty społeczne. Dlaczego nie możemy dać prawa do zakładania rodziny i adopcji dzieci parom jednopłciowym? Zaraz słyszę hasła o Bogu. Jestem wierząca i wierze, że tak ich stworzył Bóg. Zaraz słyszę, gdyby Bóg chciał żeby mieli dzieci to by im dał. Nie mogą i koniec. Wedle tej teorii to pary które nie mogą mieć dzieci z powodu problemów zdrowotnych to nie powinny ingerować w naturę, bo tak Bóg chciał. A jednak jest in vitro. Choć znam przypadek idiotyczny gdzie babcia nie wie, że jej wnuczka jest z metody in vitro. Babka jest bardzo wierząca więc rodzina ukrywa to przed nią od lat. Po co? Czy babka by nie kochała wnuczki? Dzięki Bogu żyję w kraju gdzie nikogo nie dziwią pary jednopłciowe. Znam rodziny gdzie są dwie mamy albo dwóch ojców i to są normalne rodziny. Często bardziej normalne niż te nasze tradycyjne. Dlaczego? Bo w tych rodzinach pary świadomie podejmują decyzje o posiadaniu dzieci, tu nie ma wpadek i przypadków, nie ma dzieci niechcianych.

Tak mnie ten temat mierzi, że w niedawnej rozmowie z mamą, mówię jej, że Polska jest cholernie nietolerancyjna w tym względzie. Mama mi na to: „No coś ty dziecko, idziemy z postępem, nie przesadzaj”. „Ok, mamuś to chciałabym zobaczyć reakcje ludzi na ulicy, na pare dwóch dwudziestoletnich mężczyzn spacerujących po jarosławskim rynku trzymając się za rękę. Gwarantuje ci, że albo by ich ktoś pobił albo w najlepszym przypadku od ciot zwyzywał”. Mama na to: „No, dziecko niech oni sobie żyją, ale spacerować za rękę nie muszą”. Ja na to: „A dlaczego?! Przesada tak się afiszować! Mamo, to taka sama para jak chłopak i dziewczyna, którym wolno spacerować, przytulać się i całować w parku na ławce”. Mama obstaje przy swoim: „Nie, to nie to samo. To już przesada”. „No właśnie mamuś o to mi chodziło, nie jest Polska w żaden sposób ani gotowa ani tolerancyjna. Przecież tacy ludzie są wśród was. Są takie pary, żyją razem, tylko ciągle muszą się ukrywać”.

Pamiętam przypadek faceta, który dopiero w wieku emerytalnym odważył się ujawnić. Zostawił rodzinę i zamieszkał z narzeczonym. Jak to we wsi mówili: „Spedalił się na stare lata”. Bo w tym ciemnogrodzie nie mieściło się ludziom w głowach, że może ukrywał się w małżeństwie. Nie on pierwszy i nie ostatni. Jak sięgnę pamięcią to znam wiele takich przypadków. Kobiet mieszkających razem, dwie stare panny, koleżanki z pracy – tak o nich mówiono. Jestem za tym, żeby każdy mógł żyć jak lubi. Mam dziś czterdzieści pięć lat i raczej nie doczekam czasów kiedy w Polsce dwóch tatusiów będzie odprowadzało dziecko do szkoły.