Tradycyjny stetoskop odchodzi do lamusa

str-24-stetoskop-stethome

Wszystko za sprawą trzech młodych informatyków z Poznania, którzy zaraz po studiach założyli co prawda firmę działającą w branży, ale to, czym się zajmowali, absolutnie nie było satysfakcjonujące dla ich ambicji. Firma nazywała się IT Programa.pl i miała charakter usługowy, zaś Wojciech Radomski, Paweł Elbanowski i Marcin Szajek nie tyle marzyli, co byli przekonani, że stać ich na wymyślenie produktu globalnego, to znaczy takiego, którym byliby zainteresowani klienci z całego świata. W roku 2015 zamieścili więc na Facebooku ogłoszenie, że szukają partnerów do biznesu, a konkretnie teoretyków z jakiejś dziedziny, których opracowania teoretyczne dałoby się przekuć w konkretny produkt, ale owi teoretycy nie za bardzo wiedzą jak to ugryźć. Okazało się, nie po raz pierwszy zresztą, że media społecznościowe świetnie nadają się do znajdowania kontaktów biznesowych.

Na ogłoszenie trójki wspomnianych informatyków odpowiedziała pani dr Honorata Hafke-Dys oraz pan dr hab. Jędrzej Kociński z Instytutu Akustyki Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Obydwoje od dawna prowadzili badania związane z czymś, co się nazywa – dźwięki osłuchowe. W szczegóły nie ma co wchodzić, w każdym razie dźwięki takie wydaje m.in. organizm człowiek, a za pomocą osłuchu wykrywa je na przykład lekarz, gdy przystawia stetoskop do klatki piersiowej pacjenta. W zależności od tego, jakie dźwięki odnajduje w organizmie człowieka (najczęściej lekarze osłuchują płuca i serce, czasami również jamę brzuszną) diagnozuje, czy pacjentowi coś dolega czy nie. Pani Honorata i Pan Jędrzej dokonali w tej dziedzinie sporo nowego i marzyło się im, aby to, co wiedzą, zmaterializować nie w postaci kolejnej pracy naukowej, a w postaci produktu, innymi słowy, to do czego doszli w wyniku swoich badań, chcieliby skomercjalizować.

Na ogłoszenie trzech wymienionych informatyków odpowiedzieli z nadzieją, że wspólnymi siłami do tego doprowadzą. Kontakt został nawiązany, jak wspomnieliśmy wyżej trzy lata temu, a dziś małżeństwo nauki z praktyczną wiedzą informatyków wydało już na świat owoc swego współżycia. Tym owocem jest stetoskop, narzędzie widoczne na szyi lub w kieszeni fartucha niemal każdego lekarza. Nawet profesorowie medycyny twierdzą, że to jedno z najważniejszych narzędzi lekarskich, ponieważ osłuchiwanie pacjenta jest jedna z najważniejszych, nieinwazyjnych, bezpiecznych i tanich metod diagnostycznych dotyczących układu oddechowego, serca i jamy brzusznej także. Któż z nas, zazwyczaj zasmarkany i kaszlący nie był u lekarza i nie usłyszał polecenia: „proszę zdjąć koszulę, wstrzymać oddech, zakaszleć, teraz plecy” i diagnozę „wszystko w porządku” albo „oskrzela zajęte” i najgorsze: „zapalenie płuc”.

Stetoskop to dla laika metalowy pierścień, od którego odchodzi gumowa rurka rozgałęziającą się w połowie, by lekarz mógł do obu uszu włożyć słuchawki. Wymyślił go ciut ponad 200 lat temu, bo w roku 1816, francuski lekarz René Laennec, jest to więc urządzenie jak na diagnostykę medyczną wiekowe, ale niezastąpione. Tyle tylko, że stetoskop w pierwszej swojej postaci w niczym nie przypominał obecnego. Była to po prostu drewniana rurka w kształcie lejka u góry zakończona płasko, by można było przyłożyć ucho. Kilkadziesiąt lat później, tym razem irlandzki lekarz, niejaki Artur Leared, wymyślił stetoskop umożliwiający osłuchiwanie pacjenta przez dwoje uszu, a po mniej więcej stuleciu, w roku 1963, amerykański lekarz niemieckiego pochodzenia, David Littmann, opatentował stetoskop wyposażony w membranę akustyczną, która w znaczący sposób wzmacniała dźwięki, a tym samym odznaczała się zdecydowanie większymi możliwościami osłuchowymi. I takie właśnie urządzenie zniknie niedługo ze świata medycyny za sprawą trzech wspomnianych informatyków, którzy połączyli siły z też już wymienionymi naukowcami.

Stetoskop wymyślony przez poznaniaków też działa na tej zasadzie, że trzeba go przyłożyć do ciała pacjenta, ale nie ma już owych gumowych rurek i słuchawek. Urządzenie wyłapuje, a także rejestruje oraz archiwizuje dźwięki wydobywające się z badanych organów pacjenta i selekcjonuje je na chorobowe i niechorobowe. Na jakiej zasadzie, jak to się dzieje?

Dr Honorata Hafke tłumaczy, że w pierwszej kolejności zespół musiał nauczyć sieć neuronową urządzenia rozpoznawania określonych dźwięków. – Żeby to zrobić – opowiada – potrzebowaliśmy tysięcy nagrań chorych i zdrowych dzieci oraz jeszcze więcej opisów tych nagrań, zarówno lekarskich jak i wykonywanych przez akustyków. W tej chwili sieć, po wysłaniu do niej dźwięku nagranego za pomocą StethoMe® (to nazwa elektronicznego stetoskopu a zarazem firmy założonej wspólnie przez informatyków i naukowców – red.) potrafi rozpoznać nieprawidłowe dźwięki precyzyjniej niż ucho lekarskie. Dzięki temu dostajemy informacje, czy w danym nagraniu obecne są np. świsty związane często z astmą, czy rzężenia, które pojawiają się w przypadku zapalenia płuc.

Firma StethoMe® starała się i uzyskała dotacje m.in. z Unii Europejskiej na rozwój algorytmów analizujących sygnał akustyczny oraz dofinansowanie w wysokości 1,5 mln zł z funduszu reprezentowanego przez najmłodszego polskiego miliardera Tomasza Domogałę, który swój majątek (2,2 mld zł) też zdobył na nowatorskich rozwiązaniach w branży IT. Pół miliona dolarów jest warte wsparcie ze strony Sebastiana Kulczyka. Wszystkie te pieniądze przeznaczono na badania. Celem na przykład pilotażowych badan akustycznych było porównanie przez lekarzy elektronicznego stetoskopu StethoMe® z tradycyjnym stetoskopem akustycznym. Efekty są więcej niż zadowalające, ponieważ lekarze ocenili, że za pośrednictwem elektronicznego stetoskop uzyskuje się znacznie lepszą jakość odsłuchu pracy płuc i serca. Właściciele firmy twierdzą, na podstawie badan jeszcze bez udziału lekarzy, że elektroniczny stetoskop z większą precyzją niż ucho lekarza, wykrywa patologiczne dźwięki w organizmie pacjenta.

Ale elektroniczny stetoskop dokona rewolucji także w sferze dostępności do lekarza, a konkretnie w odciążeniu go od wielu czynności związanych z osłuchiwaniem pacjentów. Pierwotnym zamiarem twórców elektronicznego stetoskopu było oszczędzenie czasu rodzicom chorych dzieci i oczywiście także lekarzom. Gdy dziecko zaczyna kaszleć albo ma chrypkę, zaniepokojeni rodzice natychmiast jadą z nim do lekarza. Jedni mają bliżej, inni dalej, a jeszcze inni bardzo daleko, a u lekarza zazwyczaj są ogromne kolejki dzieci i zatrwożonych ich stanem rodziców. Pierwszą czynnością lekarza jest zazwyczaj osłuchanie małego pacjenta stetoskopem i zawyrokowanie na tej podstawie, czy dziecko jest chore czy nie. W wielu przypadkach okazuje się, że powodów do zaniepokojenia nie ma, ale trzeba przebyć kilometry drogi powrotnej z przychodni, ale lekarz pada ze zmęczenia pod nawałą małych pacjentów i ich rodziców. Elektroniczny stetoskop jest adresowany do każdego. Rodzic będzie go mógł mieć pod ręką tak jak ma termometr do mierzenia temperatury. Po przyłożeniu we wskazane miejsce elektroniczny stetoskop osłucha pacjenta, algorytmy dokonają analizy dźwięków i ocenią, czy są to dźwięki chorobowe czy nie. Jeśli rodzić będzie miał wątpliwości, nagrane dźwięki będzie mógł przesłać do lekarza, który dokona ich analizy.

To urządzenie zaoszczędzi czas rodziców i lekarzy, a dziecku, często przecież zdrowemu, przebywanie w przychodni z chorymi rówieśnikami, od których łatwo może się zarazić. Twórcy urządzenia myśleli o dzieciach, a w równej mierze nadaje się ono także do wstępnego diagnozowania chorób układu oddechowego i serca u dorosłych.

I wszystko skazuje na to, że StethoMe® rzeczywiście stanie się produktem globalnym, o czym marzyli jego twórcy.

Krzysztof Pipała