Trzy metry kwadratowe na więźnia

str-19-trzy-metry-kwadratowe

Miesiąc temu pisaliśmy o 42-letnim obecnie Tomaszu Komendzie, który niespełna 20 lat temu został wrobiony w brutalny gwałt oraz morderstwo 15-letniej dziewczynki. Został skazany i w efekcie przesiedział niesłusznie w więzieniu 18 lat z 25-letniego wyroku. Ta sprawa obnażyła nie tyle niedoskonałości, co niechlujstwo wrocławskich śledczych i prokuratorów, którzy dążyli za wszelką cenę do osiągnięcia sukcesu, a w tym świecie sukcesem jest oskarżenie i skazanie nawet człowieka niewinnego. Casus Komenda to także kompromitacja wrocławskich sądów (rejonowego, okręgowego i apelacyjnego), które nie uznały alibi aż 12 osób poświadczających miejsce pobytu Komendy w chwili popełnienia zbrodni i oparły wyroki na podstawie badań DNA, do których wiarygodności same nie miały 100 procent pewności.

Ale sprawa Tomasza Komendy wyciągnęła na światło dzienne problem, o którym w Polsce mówi się mało i zazwyczaj wstydliwie, spychając go na margines. Ten problem dotyczy świata za kratami polskich więzień. Świata rządzącego się swoimi prawami, okrutnego i bezwzględnego, w którym królują narkotyki, agresja i przemoc silniejszych wobec słabszych, zorganizowanych grup więźniów wobec współwięźniów.

Tomasz Komenda opowiadał po wyjściu z więzienia, że wielokrotnie był bity przez współwięźniów, którzy bezwzględnie traktują każdego osadzonego za przestępstwa na tle seksualnym. W gwarze więziennej mówi się o nich, że siedzą za „majtki”. Akty agresji wobec niego nie spotykały się z reakcją funkcjonariuszy straży więziennej. W rozmowie z jednym z dziennikarzy mówił:

Byłem traktowany jak śmieć wszędzie. Nie wychodziłem do łaźni, bo bałem się, że mogą mnie zgwałcić, grozili mi tym nie raz. Nie spałem w nocy, bo bałem się zasnąć, że zrobią mi krzywdę. Pod celą traktowali mnie, jakby mnie nie było.

Takie są prawa świata za polskimi kratami i mogą być one jeszcze brutalniejsze, ponieważ osadzonych w aresztach i więzieniach przy bywa. Po objęciu resortu sprawiedliwości przez Zbigniewa Ziobrę przywraca on metody, które stosował już wcześniej, w latach 2005-2007 za pierwszych rządów PiS. Drastycznie wzrasta liczba zatrzymanych. W roku 2016 było to 4158 osób, rok później już 5572, a po kilku miesiącach obecnego liczba ta przekroczyła siedem tysięcy (7319 osób).

Wszystko wskazuje na to, że liczba ta będzie szybko rosła, ponieważ najnowszych „wynalazkiem” resortu sprawiedliwości jest tak zwany „klaps penitencjarny”, czyli 15 dni więzienia dla sprawców niewielkich przestępstw. Jak powiedział wiceminister sprawiedliwości, Marcin Warchoł, chodzi o to „żeby oskarżony na własnej skórze poczuł co to jest więzienie”. Tym jednym zdaniem wiceminister przyznał, że zasady obowiązujące za kratami mają niewiele wspólnego z tym, co ogólnie nazywamy „prawami człowieka”. Prawnicy zaczynają powoli zwracać opinii publicznej uwagę, że wraz z powrotem na najważniejszy stołek w resorcie sprawiedliwości Z. Ziobry wraca do łask jego „wynalazek” z lat 2005-2007, czyli areszt wydobywczy. Polega on na tym, że przetrzymuje się w areszcie człowieka tak długo aż „zmięknie” i zezna to, czego oczekują od niego śledczy oraz prokurator. Mimo że przetrzymywanie w areszcie tymczasowym ponad 2 lata uznawane jest w Europie za torturowanie zatrzymanego.

Każdy areszt jest udręką dla osadzonego, areszt wydobywczy tym bardziej, a jeden i drugi stają się nie do zniesienia im gorsze warunki bytowe mają osadzeni. Polska zaś jest europejskim liderem pod względem najgorszych warunków, w jakich przebywają więźniowie. Tę niechlubną palmę pierwszeństwa kraj nad Wisłą dzierży wraz z Rumunią. W obu krajach na jednego osadzonego przypada najniższy metraż spośród pozostałych państw unijnych. To zaledwie 3 metry kwadratowe. Unijny standard stanowi 7 m kw., a są w Europie kraje, w których jeden więzień ma do dyspozycji nawet 10 m kw. W wielu polskich zakładach karnych osadzeni nie mają stałego dostępu do wody pitnej, nie mówiąc już o tym, że zabrania się im zabierać na spacer butelkę z wodą nawet wtedy gdy na dworze panują upały powyżej 30 stopni C.

Wizytujący polskie więzienia urzędnicy unijni zachodzą w głowę, jak to się dzieje, że polscy więźniowie nie umierają z głodu, skoro podstawowa stawka żywieniowa nie przekracza 1 euro dziennie. Nie mniejsze zdumienie wywołuje w ich fakt, że w wielu zakładach więźniowie nie mają do dyspozycji na bieżąco ciepłej wody, nie mówiąc już o niekrępujących toaletach i prysznicach. Osiągnięciem polskiego więziennictwa jest to, że osadzony ma prawo dwa razy w tygodniu wziąć prysznic.

Jest tak, jak jest, ponieważ większość polskich aresztów i zakładów karnych zlokalizowana jest w obiektach starych i bardzo starych, a nawet takich, które wybudowano jeszcze w XIX wieku. Budynek aresztu śledczego w Lubaniu pochodzi z roku 1853. Pod presją przepisów i standardów unijnych w tym roku zamknięto w Polsce 14 zakładów karnych, a najmłodszy z likwidowanych obiektów wybudowany został 113 lat temu na krakowskim Podgórzu.

Zamknięcie starych zakładów karnych w sytuacji, gdy budowa nowych ma się rozpocząć dopiero w przyszłym roku, spowodowała zagęszczenie w celach. Obecnie przebywa w nich 75 574 osób, a powinno o niemal 38 tys. więcej, ale to ci, którzy nie zgłosili się do odbycia kary. Nowe więzienia budowane będą w Dębem, Sanoku i Brzegu. Będą to nowoczesne obiekty, posiadające przestronne place spacerowe, boiska sportowe, hale produkcyjne także spore powierzchnie z bateriami fotowoltaicznymi, dzięki którym obniży się koszty energii elektrycznej i podgrzewania ciepłej wody. Nowoczesności zabraknie jednak wewnątrz. Cele maja mieć 16 m kw., by na jednego osadzonego przypadały 4 m kw., podczas gdy w Europie Zachodniej normą stają się cele pojedyncze. Trudno powiedzieć czy odstępstwo od europejskiej normy jest świadome czy przypadkowe. Wiadomo natomiast, że cele zbiorowe sprzyjają zjawiskom patologicznym. A zmorą polskich zakładów karnych są narkotyki, agresja, przemoc wobec słabszych oraz wzrastająca liczba prób samobójczych. W 2016 r. było ich (według oficjalnych statystyk) 172, w roku następnym już o 14 więcej.

Przemysław Taborski