„Tylko nie mów nikomu”… że nie oglądałeś filmu braci Sekielskich

str-1_czb

Dzięki serwisowi YouTube obejrzałem film braci Sekielskich o pedofilii w polskim kościele katolickim w dniu premiery 11 maja tego roku, a do tego siedząc w fotelu na kontynencie amerykańskim i nie wydając na bilet nawet jednego centa! Cuda! W chwili gdy piszę te słowa „Tylko nie mów nikomu” obejrzało już razem ze mną na całym świecie ponad 20 milionów widzów. Ten lawinowy wzrost oglądalności jest więc jawnym zaprzeczeniem tytułu dzieła braci Sekielskich, bo mówić w Polsce zaczęli wszyscy na temat seksualnego molestowania dzieci przez księży. Film Sekielskich uruchomił w ten sposób drugą, wielką falę krytyki kościoła katolickiego i niedługo po tej pierwszej, jaką wywołał “Kler” Wojtka Smarzowskiego. Oba filmy ukazały dosadnie obraz moralnego zepsucia polskich duchownych, ale każdy z nich czynił to we właściwy dla siebie sposob.

Kler” był artystyczną fikcją, w której nazwiska bohaterów zostały zmyślone, a wydarzenia pokazane na ekranie były tylko prawdopodobne, ale nie były faktami w sensie dosłownym. To była rzeczywistość wykreowana i sprzedawana jako produkt przemysłu filmowego. Miliony widzów na pokazach filmu Smarzowskiego składały się na dodatni wynik ekonomiczny tego przedsięwzięcia. Dodajmy mocno dodatni, bo przy budżecie ok. 10 mln zł „Kler”przez niecały rok zarobił brutto 29 913 342 $!

Fenomen „Tylko nie mów nikomu” polega z kolei na tym, że jest to projekt niekomercyjny i niezależny od jakiejkolwiek organizacji medialnej. Twórcy filmu działali za pieniądze własne i pochodzące ze zbiórki publicznej (około 400 tys. zł) oraz założyli z góry, że nie będą osiągać zysków związanych z jego rozpowszechnianiem. Jest więc dzieło braci Sekielskich zjawiskiem społecznym w czystej postaci, czymś w rodzaju „głosu ludu”, który zaistniał z potrzeby serca aby ujawnić prawdę o cierpieniu dzieci molestowanych przez księży.

str-10-przewodnik-filmowy-tylko-nie-mow-nikomuZdumienie może budzić fakt, że przy tak ogromnej widowni „Tylko nie mów nikomu” jest filmem bardzo skromnym. Nie ma w nim dziennikarskiego śledztwa na miarę „Spotlight”, albo tak rozległej dokumentacji tematu jak w książce „Sodoma”, ale jest za to seria bolesnych wyznań ofiar księży pedofilów. Mówienie o doznaniach intymnych w języku polskim jest i tak bardzo trudne, a tym trudniejsze staje się przed kamerą i w dodatku dla osoby, która doznała przemocy seksualnej jako dziecko! Wspomnienia ofiar i konfrontacja z prześladowcami budują ten film i stanowią o jego wiarygodności.

Chciałoby się oczywiście, aby film Sekielskich pokazywał zjawisko pedofili w polskim kościele w nieco szerszej skali i na podstawie pogłębionego śledztwa na temat mechanizmów ukrywania przypadków pedofili i ich sprawców. Twórcy stanęli jednak wyraźnie po stronie ofiar i główną osią dramaturgiczną filmu uczynili zmagania bohaterów z osobistą tragedią i w ciągu dwóch godzin odsłaniają przed nami kulisy pojedynczych przypadków. Ofiary przestają milczeć i opowiadają o swojej samotności i traumatycznych doświadczeniach z dzieciństwa.

Jak wynika z filmu, swoboda dostępu księży do bezbronnych dzieci jest w Polsce wpisana w tradycyjny model katolickiej rodziny, która nawet po zgłoszeniu intymnego zbliżeniu z duchownym może nie zapewnić dziecku należytej ochrony i stanąć po stronie kościoła. W filmie Tomasza Sekielskiego taka właśnie „katolicka rodzina” zgodziła się na wyjazd syna z księdzem na Wyspy Kanaryjskie, gdzie ten mały chłopiec był codziennie i wielokrotnie gwałcony! Anatomiczny obraz takiej właśnie rodziny możecie zobaczyć w najnowszym filmie Magdy Łazarkiewicz pt. „Powrót”, który opisałem w jednym z poprzednich odcinków „Przewodnika Filmowego”.

Po obejrzeniu dzieła braci Sekielskich nasunęło mi się jedno zasadnicze pytanie: jaki jest sens pokazanych w tym filmie konfrontacji dorosłych dzisiaj ofiar z oprawcami, którzy najczęściej są starzy, schorowani i bezbronni zupełnie jak… dzieci? W filmie spotkania z prześladowcami pełnią ważna rolę dramaturgiczną, gdyż są aktem przyznania sią do winy. Natomiast dla samych pokrzywdzonych są jedną z wielu dróg zrozumienia samego siebie, odbudowania własnej wartości, czy odnalezienia sensu życia. Każdy z bohaterów przeżył bowiem w dzieciństwie koszmar, od którego nie uwolni się do końca życia. Wprawdzie powstają grupy wsparcia psychologicznego, działa fundacja „Nie lękajcie się”, a także pracują prawnicy reprezentujący ofiary molestowania przez księży w sądzie, to jednak poczucie bezsilności wobec sprawców jest przytłaczające. Prześladowcy nadal są bezkarni i dobrze schowani za masywnymi drzwiami kościelnych rezydencji. Taki też jest sens ostatniej sceny filmu, kiedy bohaterowie pukają i “nie jest im otworzone”…

Jeśli ktoś nie oglądał filmu „Tylko nie mów nikomu”, to mocno zachęcam do odszukania tego tytułu na YouTube i pozostania przed ekranem aż do napisów końcowych. Okażcie w ten sposób szacunek dla ofiar pedofilów w koloratkach i uznanie dla sumiennej pracy ekipy realizatorów.