Ukraiński „Terminator”

str-26-onoprienko

W przypadku niemal każdego masowego mordercy powtarza się schemat: opresyjny ojciec, najczęściej alkoholik brutalny wobec żony oraz dzieci albo śmierć matki i wyrastanie przy boku zwyrodniałego rodzica lub na ulicy, ewentualnie w sierocińcu. Człowiek, o którym dziś piszę, ma na sumieniu śmierć kilkudziesięciu zupełnie niewinnych, przypadkowych osób. Wszystkie te zabójstwa tłumaczył swoim trudnym dzieciństwem, które po śmierci matki, gdy miał 4 lata, spędził w domu dziecka. Twierdził, że to właśnie wieloletni pobyt w tej placówce ukształtował jego morderczy charakter.

Jeśli jest coś fascynującego w charakterze i czynach masowych morderców, to ich absolutne nieposzanowanie dla ludzkiego życia i też absolutny brak wrażliwości na śmierć zupełnie niewinnych ludzi, których mordowali. Taki też charakter miał Anatolij Onoprijenko. Mówił, że zabijał, bo tak rozkazywał mu głos wewnętrzny.

Zwano go „bestią z Żytomierza”, chyba dlatego, że w tym właśnie mieście został aresztowany, ale częściej używano wobec niego słowa „Terminator” ze względu na sposób, w jaki popełniał morderstwa. W tym okresie, gdy wzbudzał przerażenie mieszkańców ukraińskich wsi w okolicach Lwowa i w miejscowościach graniczących z Polską, działał według jednego schematu. O świcie, gdy wszyscy mieszkańcy byli pogrążeni we śnie, włamywał się do domu leżącego zawsze na dalekim skraju wsi, rozstrzeliwał jego mieszkańców ze strzelby, plądrował dom z kosztowności i cennych przedmiotów, a następnie podpalał. Ale to było później…

Urodził się w 1959 roku w miejscowości Łasky na Ukrainie. Po śmierci matki, o czym pisałem wyżej, ojciec oddał go do domu dziecka, ale dwóch jego braci zatrzymał przy sobie. Anatolij nie był skłonny do nauki. Edukację zakończył w wieku 17 lat, opuścił dom dziecka, po ojcu przejął zamiłowanie do alkoholu, żył z drobnych przestępstw, a w wieku 20 lat wyjechał do Odessy. Tam poznał kobietę, z którą spędził trzy kolejne lata. Gdy partnerka urodziła dziecko, Anatolij ulotnił się, pozostawiając ją z dzieckiem bez środków do życia. Wrócił na drogę przestępstwa, która z czasem zamieniła się w drogę zbrodni.

Wraz z kolegą szkolnym, niejakim Siergiejem Rogozinem, zaczął okradać domy i mieszkania. Zawsze z bronią gotową do strzału. Gdy w jednym z domów zastali właścicieli, Anatolij natychmiast ich zastrzelił, by nie pozostawiać śladów. To była ich pierwsza zbrodnia. Dokonali jej 14 czerwca 1989 roku. Miesiąc i dwa dni później, 16 lipca, napadli na kolejny dom. Zabili w nim dwie osoby, ale pierwszej masowej zbrodni dokonali równo miesiąc później, gdy w jednym domów zastrzelili całą rodzinę, pięć osób, włącznie z dziećmi. Nie mieli litości.

Po tym morderstwie Anatolij pokłócił się z kompanem i zaczął działać na własną rękę. W śledztwie opowiadał, że na drogach poza miastami zatrzymywał pod różnym pretekstem samochody, których właścicieli mordował, ograbiał, a samochody podpalał. Nie potrafił jednak wskazać miejsc, w których dokonał tych zbrodni, toteż nie ujęto ich w jego morderczej statystyce.

Po wymordowaniu pięcioosobowej rodziny masowe morderstwa ustały. Ludzie odetchnęli. Czyżby sprawcę masowych morderstw ruszyło sumienie i postanowił zaniechać zbrodniczego procederu? Nic z tych rzeczy. Spokój trwał tylko 6 lat i 4 miesiące. W śledztwie Onoprienko przyznał, że w 1990 roku wyjechał za granicę. Przebywał w Austrii i w Niemczech, nie ukrywał, że popełniał tam przestępstwa, ale drobne i nie dopuszczał się morderstw. Ale w 1995 roku wrócił do kraju i niemal natychmiast wszedł na szlak kolejnych zbrodni. Zbrodni, które wywołały przerażenie i panikę wśród mieszkańców okolic Lwowa i graniczących z Polską miejscowości.

12 grudnia 1995 roku Onoprienko wymordował czteroosobowa rodzinę, dom ograbił a następnie puścił z dymem. W Sylwestra, czyli 19 dni później, dokonał egzekucji rodziny liczącej z dziećmi sześć osób, 5 stycznia zastrzelił kolejne cztery osoby i następnego dnia znów cztery. Wyjątkowej masakry dopuścił się 17 stycznia, kiedy rozstrzelał, włącznie z dziećmi, siedem osób. Do 22 marca 1996 roku popełnił jeszcze 18 morderstw.

W regionie, w którego miejscowościach popełniał zbrodnie, zapanowała panika, ludzi ogarnęła psychoza strachu. Po godzinie 18 mieszkańcy nie wychodzili z domów, powiększali piwnice, by schronić się w nich w razie napadu, w okna wstawiano kraty. W obawie o bezpieczeństwo dzieci zamykano szkoły, cały region patrolowało 2 tysiące policjantów i 3 tysiące żołnierzy, ale Onoprienko pozostawał nieuchwytny. Paląc domy, w których dokonywał zbrodni, zacierał wszelkie ślady, które mogłyby naprowadzić na jego trop, a świadków bez wahania zabijał. I zapewne szlak jego zbrodni nadal by się wydłużał, gdyby nie… kuzyn.

Piotr Onoprienko mieszkał w Jaworowie, leżącym 20 kilometrów na wschód od granicy z Polską. Policjantom powiedział, że przez kilka dni mieszkał u niego kuzyn Anatolij, który dziwnie się zachowywał, na dodatek miał ze sobą kilka sztuk broni, między innymi strzelbę kalibru 12 mm. Gdy właśnie ze względu na broń Piotr kazał się kuzynowi wyprowadzić, usłyszał z jego ust groźby pod adresem całej swojej rodziny. Zachowanie Anatolija nie dawało kuzynowi przez kilkanaście dni spokoju aż wreszcie zdecydował się powiadomić o tym policję.

Funkcjonariusze z Jaworowa bez namysłu przesłali informację do szefostwa we Lwowie, które natychmiast podjęło działania. Szybko ustalono miejsce pobytu Anatolija. Okazało się, że mieszka z partnerką i jej dwojgiem dzieci w Żytomierzu. Według sąsiadów i swojej partnerki, był wzorowym ojcem dla jej dzieci, a dla niej najczulszym mężczyzną, jakiego w swoim życiu spotkała.

Milicja postanowiła nie zwlekać i przeprowadzić w mieszkaniu rewizję. Funkcjonariusze mieli szczęście, że partnerka była tego dnia u matki, bo gdy zapukali do drzwi Anatolij otworzył je bez wahania, przekonany, że to ona właśnie wraca z wizyty do domu. Gdyby się zorientował, że to milicjanci, mogłoby dojść do strzelaniny, bo gdy funkcjonariusze weszli do mieszkania i rozpoczęli rewizję, Anatolij wyjął broń i chciał ich zastrzelić. W porę został obezwładniony.

Po zatrzymaniu Anatolij poddany został szeroko zakrojonym badaniom psychiatrycznym. Biegli lekarze orzekli, że w chwili popełniania zbrodni był w pełni poczytalny, świadomy swoich czynów i nie cierpi na najmniejsze nawet schorzenie psychiczne. Podczas wizji lokalnych bez cienia emocji opowiadał, w jaki sposób zamordował poszczególnych ludzi, ani raz nie wyraził skruchy, Zapewniał też, że nie czuje najmniejszych wyrzutów sumienia.

Proces „Terminatora” vel „Bestii z Żytomierza” rozpoczął się 12 lutego 1999 roku w Żytomierzu właśnie. Podjęto nadzwyczajne środki ostrożności, obawiając się, że rozwścieczony tłum może dokonać linczu. W sali sądu zainstalowano specjalną stalową klatkę, do której za każdym razem eskortowało mordercę kilkunastu milicjantów.

Anatolij przyznał się do zamordowania 52 osób. Został skazany na śmier

przez rozstrzelanie, ale 22 marca 2000 zniesiono na Ukrainie karę śmierci. Najwyższy wymiar kary zamieniono mu na dożywotnie więzienie, ale już w 2019 r. mógł się ubiegać o warunkowe zwolnienie. Gdy go zapytano, co będzie robił na wolności, odpowiedział z rozbrajającą szczerością: Będę zabija

. Do tego nie doszło. W 2013 r. zmarł w więzieniu z powodu niewydolności krążenia.

PS Siergiej Rogozin, który był wspólnikiem Onoprienki w jego pierwszych 9 morderstwach, został skazany na 13 lat więzienia.

Robert Suliński