„Ultraviolet”, czyli bohater ginie dwa razy!

str-10-ultraviolet

FILMOTEKA. Zimą trwa coś w rodzaju filmowego sezonu ogórkowego. Powszechne szaleństwo Halloween, Boxing Day i Happy New Year 2020 skutecznie przegania widzów z sal kinowych do galerii handlowych i ta świąteczna gorączka przechodzi potem powoli w leniwe oczekiwanie na galę rozdania Oskarów. Czy „Boże Ciało” Jana Komasy powtórzy sukces nagrodzonej „Idy” lub nominowanej „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego? Szanse są jak 4:92, co oznacza, że spośród 92 filmów zgłoszonych do konkursu, na nominacje mogą liczyć tylko cztery! 13 stycznia poznamy nominowanych, 9 lutego 2020 światu zostanie ogłoszony zwycięzca w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”.

Jan Komasa bezpośrednio przed „Bożym Ciałem”, do którego zdjęcia rozpoczęły się 17 maja 2018, wyreżyserował 5 pierwszych odcinków polskiego serialu „Ultraviolet” wyprodukowanego przez AXN dla Netflix w 2017 roku. Przypomniałem sobie o tym, kiedy zasiadłem do oglądania drugiej serii przygód młodych detektywów amatorów z miasta Łodzi. Niestety nowe odcinki różniły się od pierwszej serii mniej więcej tak jak Coca Cola różni się od Polo Cocty. Niby tak samo wygląda, ale smakuje inaczej!

No dobrze, ale czego innego mogłem się spodziewać po producentach serialu, który już w swoim zasadniczym założeniu miał być właśnie podróbką? Scenariusz pierwszej serii „Ultraviolet” jest luźną adaptacją książki „The Skeleton Crew: How Amateur Sleuths Are Solving America’s Coldest Cases” Debory Halber z 2014 roku, która zawierała wiele osobistych wątków z życia Wendy West, późniejszej producentki „Ultraviolet”. Wenda West napisała scenariusz pierwszego odcinka, który miał zdefiniować format telewizyjny, a scenarzystą wiodącym pierwszej serii został Igor Brejdygant, a serii drugiej Dominik Rettinger. Na czym polegała podróbka? Oryginalnie książka „The Sceleton Crew” należała do kategorii „Non-fiction, True crime”, natomiast polski serial został zaliczony do „Crime fiction, Detective story”, czyli zamiast amatorów rozwiązywania prawdziwych zagadek kryminalnych mamy do czynienia z fikcyjną historią pasjonatów walczących z policją o palmę pierwszeństwa w ustalaniu, kto zabił filmowego bohatera. W jednym z wywiadów Debora Halber opowiedziała jak zaczęło się jej zainteresowanie tematem: „Natknęłam się w Boston Globe około 2010 roku na zdjęcie oszałamiająco pięknej kobiety. Miała kasztanowe włosy, piękne oczy i ten sam rodzaj uśmiechu, co Mona Lisa. To jednak nie była fotografia, ale wizualizacja twarzy kobiety, która została brutalnie zamordowana w Provincetown w 1974 roku i wciąż nikt nie wiedział, kim ona jest. Siadłam do komputera i w sieci znalazłam wiele innych tego rodzaju przypadków. W całych Stanach było około 40 000 ludzkich szczątków pochowanych na zapleczu kostnic w kartonowych pudełkach i to mnie uderzyło jako olbrzymie zaniedbanie narodowe.”

W swojej książce o „Załodze kościotrupa” Debora Halber szczegółowo opisuje zjawisko tworzenia i wykorzystywania zasobów internetowych do identyfikacji ofiar. Przytacza swoje prawdziwe interakcje w sieci z detektywami amatorami na stronach, takich jak Doe Network. Omawia też historię nauki o identyfikacji i wykorzystania Internetu do crowdsourcingu kryminalistycznego. Tymczasem scenariusz polskiego serialu opowiada fikcyjną historię Oli Serafin-Łozińskiej (Marta Nieradkiewicz), która po rozstaniu z niewiernym mężem wraca z Londynu do rodzinnej Łodzi. Pracuje jako kierowca dla Ubera i pewnej nocy jest świadkiem tragicznego zdarzenia, które policja uznaje za samobójstwo, a Ola ma na ten temat inne zdanie. W rozwiązaniu zagadki dziwnej śmierci pomaga jej tajemnicza grupa „Ultraviolet”, składająca się z detektywów amatorów. Są to prawdziwi czarodzieje rodem z Harry Pottera, przy których Sherlock Holmes byłby ociężałym umysłowo staruszkiem. Połączeni siecią internetową młodzi detektywi-czarodzieje są nie do pokonania i podejmują się spraw, które inni uznali za przegrane. Zbrodnia jest dla nich wprawdzie zupełnie realnym wyzwaniem, ale jest też pretekstem do udziału w grze, która ociera się o prank…

W zeszłym roku obejrzałem pierwsze 10 odcinków serialu „Ultraviolet” i ogólnie byłem zachwycony. W ciągu trzech wieczorów przeniosłem się na znajome ulice miasta Łodzi, zobaczyłem świetne kreacje aktorskie i mogłem podziwiać warsztat dwóch młodych reżyserów – Jana Komasy i Sławomira Fabickiego, dla których Internet jest drugą ojczyzną. Marta Nieradkiewicz jako Ola Serafin od pierwszego odcinka była dla mnie zaraźliwie przekonująca jako aktywistka internetowych detektywów, ale jest niewiarygodna, kiedy siada za kierownicą swojego czerwonego Opla. Wiem, że do serialowych kreacji z epoki Ubera nie można przykładać miar z epoki „Taxi Driver’a”, ale trochę żal, że w żadnej scenie w rękach Oli nie pojawią się prawdziwe pieniądze.

Obsada to najsilniejsza strona serialu „Ultraviolet”, zwłaszcza w sezonie pierwszym. Rodzinę filmowej Oli tworzy para przesympatycznych aktorów Agata Kulesza (jako Anna Serafin) i Marek Kalita (jako Henryk Bąk). Magdalena Czerwińska (jako policjantka Beata Misiak) stworzyła – mówiąc językiem przedwojennych recenzentów – postać „pełnokrwistą” przysłaniając nawet swego policyjnego partnera Michała Holendra granego przez Sebastiana Fabiańskiego. Scenarzysta drugiej serii zastawia na Holendra identyczną pułapkę jak w serii pierwszej, przez co bohater ginie niemal dwa razy… 😉 Jednak prawdziwym ulubieńcem publiczności stał się Viet Anh Do, skośnooki aktor grający rolę „Piasta Kołodzieja”, członka „Ultravioletu” znającego się na wszystkim niczym McGiver… Bez jego roli nie byłoby tego filmu.

Zapraszam przed ekrany Netflix, ale koniecznie cofnijcie się do pierwszej serii, żeby zobaczyć, że ten serial zaczyna być podróbką samego siebie. Internet w końcu też jest podróbką rzeczywistości, a może jest na odwrót? Jak myślicie?

 

filmoteka-gosc

KRZYSZ­TOF WO­ŁOCZ­KO – Re­ali­za­tor po­nad 100 fil­mów i au­dy­cji te­le­wi­zyj­nych, ope­ra­tor i mon­ta­ży­sta. Twór­ca stu­dia te­le­wi­zji dy­dak­tycz­nej w Olsz­ty­nie (1990) oraz stu­dia wi­deo  Al­lianz Pol­ska (2001). W la­tach 1994-95 pra­cow­nik T-P S.A. Po­czątko­wo w Te­le­wi­zyj­nej Agen­cji In­for­ma­cyj­nej ja­ko re­ali­za­tor wi­zji („Wia­do­mości”, „Pa­no­ra­ma”, „Te­le­ek­spress”), a na­stępnie ja­ko tre­ner i dzien­ni­karz w Ośrod­ku Szko­le­nia i Ana­liz Pro­gra­mo­wych. Kon­sul­tant i tre­ner w za­kre­sie ko­mu­ni­ka­cji wi­zu­al­nej oraz wy­kła­dow­ca w In­sty­tu­cie Dzien­ni­kar­stwa UW (spe­cjal­ność te­le­wi­zyj­na i dzien­ni­kar­stwo mul­ti­me­dial­ne). Od stycz­nia 2018 ro­ku miesz­ka w Ka­na­dzie. Pra­cu­je ja­ko fo­to­graf
i re­ali­za­tor do­ku­men­tal­nych form wi­deo.