Vancouver – jedno z najdroższych miast świata

str-16-vancouver4

Mieszkamy w zaliczanym do najdroższych miast świata. Ostatnio jedna z wielu firm zajmujących się analizą rynku nieruchomości opublikowała rezultaty swoich badań. Wynika z nich niezbicie, że Vancouver jest jednym z tych miast świata, w którym najszybciej rosną ceny nieruchomości. W skali roku w naszym mieście wzrosły one aż o 16%.

Wcale jednak nie daje to nam pierwszego miejsca na liście. Zaskoczeniem może być fakt, że zestawieniu przewodzi stolica Niemiec, Berlin (wzrost w skali roku o 20,5%), a poza nim znajdują się tam jeszcze trzy inne niemieckie miasta. W ogóle listę zdominowała Europa, która ma na niej aż 7 miast. Zaskoczeniem jest brak na liście metropolii Stanów Zjednoczonych i nieoficjalnej stolicy europejskiego luksusu i przepychu (windowanego przez nuworyszy z Rosji), czyli Londynu. Ale w tym ostatnim jest już tak drogo, że zwyżka chociażby o jeden procent przekłada się na bajońskie kwoty. Pozostańmy więc przy cytowanej liście.

Drugie miejsce na niej zajmuje, i to pewnie też stanowi ogromne zaskoczenie, turecki… Izmir (wzrost o 18,5%). Następna jest stolica państwa, które ma ponad dwa razy mniej ludności (340 tys.) niż Kraków, czyli islandzki Reykiawik. W tym wyspowym kraju nieruchomości zdrożały podczas ostatniego roku o 16,6%. Następny jest nasz Vancouver, po nim stolica Węgier, Budapeszt (15,5%), Hongkong (14,8%), Hamburg (14,1%), Monachium (13,8%), Rotterdam (13,4%) i Frankfurt (13,4%).

Nabywcami nieruchomości w Vancouver są przede wszystkim cudzoziemcy, wśród których brylują, i to zdecydowanie, Chińczycy. Inwestowanie w nieruchomości w naszym mieście traktują jako lokatę kapitału, co oczywiście prowadzi do wzrostu cen mieszkań, domów, ale także ziemi rolnej. Na własne oczy możemy się przekonać, że wiele domów stoi pustych. I nie dlatego, że nikt nie chce w nich mieszkać, tylko taki jest kaprys jego, chińskiego zazwyczaj, właściciela.

Prowincją, która w ostatnich latach doświadczyła szczególnie gwałtownego i wysokiego wzrostu cen jest właśnie nasza Kolumbia Brytyjska, z Vancouver na czele. Rosnące ceny mieszkań i domów przyprawiają o ból głowy władze miasta, ale skutecznego lekarstwa na razie nikt na to nie znalazł. W ubiegłym roku próbowano zahamować trend wykupywania domów oraz mieszkań przez cudzoziemców i pozostawiania ich niezamieszkałymi. W tym celu w sierpniu ub. r. wprowadzono dla cudzoziemców dodatkowy, 15-procentowy podatek od ceny transakcji i przez pewien czas sytuacja wydawała się opanowana, ponieważ liczba transakcji spadła. Ale, jak spodziewali się eksperci, tylko na pewien czas. Minęło kilka miesięcy i ceny nieruchomości znów zaczęły rosnąć. I tak, jak poprzednio, w kupnie domów i mieszkań, przewodzą Chińczycy, którzy widocznie uważają, że Kanada, a szczególnie Kolumbia Brytyjska i jej stolica są najpewniejszą lokata kapitału poprzez kupno nieruchomości. Taki sam podatek w wysokości również 15 % w przypadku kupna nieruchomości wprowadzono w Toronto.

W obecnej sytuacji, gdy Chiny stały się po USA drugą gospodarką świata, a ich mieszkańcy są coraz bogatsi, trudno się spodziewać jakiejś radykalnej zmiany na rynku nieruchomości w naszym mieście, które obywatele Państwa Środka wyraźnie sobie upodobali. Jak podał niedawno chiński portal Juwai.com, w roku 2017 Chińczycy wydali na zakup nieruchomości, zarówno w kraju, jak i za granicą, ponad 100 miliardów dolarów USA. Część z tej kwoty z pewnością trafiła do naszego Vancouver, a ponieważ nic nie wskazuje, by spadła siła nabywcza mieszkańców Chin, należy się spodziewać kolejnych inwestycji w nieruchomości w naszym mieście.

A także w jego okolicach, ponieważ ostatnio obserwuje się nie tylko u nas, ale również w całej Kanadzie, rosnące zainteresowanie lokowaniem pieniędzy w… ziemię rolną. Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że nie jest to sprawka li tylko chińskiego kapitału, ale także rodzimych biznesmenów. Należy się jednak liczyć z inwestowaniem cudzoziemców w kupno ziemi rolnej, ponieważ wspomniany już 15-procentowy podatek od nieruchomości kupowanych przez cudzoziemców, ziemi rolnej nie dotyczy.

Na razie w kwestii obrotu ziemią rolną sytuacja nie jest zbyt dynamiczna, ale w każdej chwili może się zmienić. Jeszcze 12 lat temu, w 2006 roku do farmerów należało 66,1% ziemi rolnej, po kolejnych 5 latach już tylko 64,6 %. Między rokiem 2004 a 2014 ziemia zdrożała dwukrotnie. Dotychczas działo się zazwyczaj tak, że inwestor, który kupował ziemię, dzierżawił ją farmerowi, ale od pewnego czasu obserwuje się zjawisko kupowania ziemi rolnej i budowania na niej luksusowych rezydencji. Prowadzi to z jednej strony do wyłączania ziemi z użytkowania rolnego, z drugiej – do wzrostu jej ceny. I tak na przykład w Richmond na przedmieściu naszego Vancouver, zaobserwowano nagle drastycznie zwiększoną liczbę wniosków, których autorzy wnosili o wyrażenie zgody na budowę dużych rezydencji na farmach. Rekordzista chciał wybudować rezydencje o powierzchni 3,8 tys. m kw. Ponieważ konstytucja Kanady formułuje, że za legislację dotyczącą ziemi rolnej odpowiedzialne są rządy poszczególnych prowincji, niektóre z nich wprowadziły w tej kwestii znaczące ograniczenia. I tak w prowincji Alberta nierezydent może kupić co najwyżej dwie działki, których łączna powierzchnia nie może przekroczyć 8 ha, w Manitobie ktoś taki ma prawo do jedynie 8 ha, w Quebecu powyżej 4 ha mogą mieć jedynie rezydenci, a na wyspie Księcia Edwarda bez zgody rządu nierezydent może kupić co najwyżej 2 hektary ziemi.

W naszej Kolumbii Brytyjskie, podobnie zresztą jak w Ontario, nie ma ograniczeń dla cudzoziemców w kwestii kupna ziemi, ale wszystko wskazuje na to, że nie potrwa to długo. Na razie radni Richmond, którzy zderzyli się z wnioskiem o wydanie zezwolenia na budowę wspomnianej wyżej ogromnej rezydencji, podjęli uchwałę, że maksymalna wielkość domu na farmie nie może przekraczać 1 tysiąc metrów kwadratowych.

Problem wykupu nieruchomości staje się poważnym problemem dla miejscowej ludności. Ceny nieruchomości rosną, rosną też ceny wynajmu mieszkań i domów. Przy raczej stabilnych pensjach większości mieszkańców, koszty stałe, w tym przypadku ceny wynajmu mieszkań, stwarzają poważne obciążenie dla mieszkańców, pochłaniają coraz większą część zarobków i tym samym prowadzą do ich zubożenia. Podobna sytuacja może wcale niedługo dotknąć także farmerów gospodarujących na dzierżawionych ziemiach. Rząd naszej prowincji i władze miasta czeka niełatwe zadanie skonfrontowania się z tą sytuacją i znalezienie skutecznych, ale też mądrych rozwiązań.

Krzysztof Propolski