W blasku diamentów

byc-kobieta

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Halina była w siódmym niebie, w końcu dostała świetną pracę. Złapała wiatr w żagle. Po roku łapania dorywczych prac za byle jakie pieniądze, los się do niej uśmiechnął. Wracając do domu trzy razy patrzyła we wsteczne lusterko i podziwiała rezydencję pracodawców. Piękny, wielki dom na przedmieściach położony na kilku hektarach ziemi, basen, kort tenisowy. Mało tego, ona – nasza polska dziewczyna z Lublina. Młoda, w wieku Haliny córki, dwoje dzieci. Będzie jak w rodzinie, jak u własnej córki, jak przy wnukach. Pierwsze tygodnie były istną sielanką, choć dom duży więc jest co robić. Wynagrodzenie dobre, szefowa miła. Do dzieci jest niania. Tak to można pracować. Po dwóch miesiącach były już z szefową na stopie przyjacielskiej, wspólna kawa, ploteczki, szefowa zaczęła się zwierzać. Bogactwo w tym domu aż kapało, kryształowe żyrandole, drogie meble, dzieła sztuki. To wszystko wybierał pan domu, sporo starszy od swojej żony milioner. Żonę obsypywał diamentami chyba przy każdej okazji, bo miała ich ogromną ilość. Ma dziewczyna życie jak w bajce. Jej zadanie to pięknie wyglądać, leżeć i pachnieć. Tej to się spełnił American Dream. Halina z każdym tygodniem czuła się bardziej związana z szefową, traktowała ją jak córkę. Dzieci dawały popalić, bo niestety, ale wychowane nie po naszemu. Właściwie to nie wiadomo po jakiemu, rozpuszczone, rozkapryszone, robią co chcą. Niania młoda, fajna dziewczyna, pracuje chwilę dłużej niż Halina. Kiedy już wszyscy poczuli się jak w rodzinie zaczeły puszczać hamulce. Rodzina czuła się bardzo swobodnie przy swoich pracownicach. Nikt już nie krępował się chodzić nago czy zrobić awantury. Kate – tak kazała do siebie mówić szefowa – była co raz bardziej upierdliwa, krzyczała. Przepraszała za chwilę tłumacząc się problemami małżeńskimi. Halina ma w sobie dużo empatii, więc nawet było jej żal Kate. Dała się okręcić wokół palca, nawet nie wiedziała kiedy. Obowiązków zaczęło przybywać, powoli, ale co chwilę coś dochodziło, szefowa tak sprytnie dodawała obowiązków, że głupio było odmówić. Tylko podwyżki nie było. Kobiety pracowały sumiennie, bo przecież wypłata jest na czas, każdy szef ma swoje humory. Tak się wzajemnie pocieszały. Atmosfera z miesiaca na miesiąc była gorsza, a Kate bardziej humorzasta. – Zrób mi kawę ! – krzyczała. – Gdzie są moje niebieskie majtki?!!! Wpadała w szał i wyrzucała zawartość komody z bielizną na podłogę. Wszystko miało być poukładane równo i kolorami. Nigdy niczego nie odłożyła na miejsce. Cokolwiek miała w rękach lądowało na podłodze tam gdzie stała, nie zwracała uwagi, że dopiero tu Halina skończyła sprzątać. Jak miała dobry humor to tylko beztrosko rozrzucała to tu to tam, a jak miała zły to było gorzej. Za chwilę wołała Halinę i krzyczała na nią, że jest syf, że nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, że ma się lepiej zorganizować. Dom wielki, naprawdę było co robić. Do tego był ogródek w którym należalo uprawiać organiczne warzywa. Kate zrobiła grafik dla każdej z kobiet z uwzględnieniem czasu pracy co do minuty niemalże. Nie było tam dla nich przerwy na lunch. Między Bogiem, a prawdą w tym domu to powienien pracować cały sztab ludzi, a nie dwie kobiety. Co tydzień było przyjęcie na kilkadziesiąt osób. Do Haliny należały zakupy, a do niani gotowanie. Niańka miała taki grafik, że trzy osoby by się zmęczyły. Jedno z zadań z grafiku niani – „zrobić śniadanie dla pana domu, przygotować kąpiel i lunch do pracy”. Dobrze, że nie miała mu myć pleców, bo nie zdążyłaby dzieci odebrać ze szkoły. Pan domu wstawał o pierwszej, a dzieci odbiera się o drugiej. Halina w zakresie obowiązków ma mycie samochodów, mają ich sześć. Kate zawsze zwalała winę na męża, że chytry. No tak milioner musi być chytry żeby mieć. Dzieci tak rozpuszczone, że potrafią zdjąć majtki w jadalni i zrobić kupę na podłogę. Co na to matka? śmieje się i każe posprzątać Niani bądz Halinie. W głowie się nie mieści, że można aż tyle obowiązków narzucić na dwie osoby. Niania po każdym posiłku ma odkurzyć kuchnię i jadalnię, umyć podłogę i wyszorować kuchenne blaty. Zaczyna pracę o godzinie siódmej rano, a kończy o tej, o której państwo wrócą do domu. Zazwyczaj około 12 w nocy. Nikt nie płaci jej za nadgodziny. Różnych sposobów próbowały obie aby przetrwać humory swojej pracodawczyni, melisę piły, nie zwracały uwagi na jej humorki. Można przymykać oko na wiele rzeczy, ale to wszystko odbija się na naszym zdrowiu. Tak Halina jak i niania stały się strzępkiem nerwów, bo nie wiadomo kiedy i o co wybuchnie awantura w tym domu. Mąż żonę wyzywa od najgorszych nie krępując się zupełnie, ta nie jest mu w żaden sposób dłużna. Wykrzykuje, że jest stary i znajdzie sobie młodego kochanka. Czasami dochodzi do szarpaniny, Kate jest bardzo agresywna w stosunku do męża. On nigdy nie podnosi na nią ręki, ta zapewne tylko na to czeka, a wtedy parę ładnych milionów zasili jej konto i każde pójdzie w swoją stronę. Wieczorem i tak zawsze razem wychodza na kolacje, ona piękna w blasku diamentów, on sztywny i poważny jak na milionera przystało. Wracają zawsze z kłótnią na ustach, więc i noce bywają dla niani ciężkie. Kilkakrotnie próbowały odejść z pracy. Zawsze ten sam scenariusz, Kate płacze, przeprasza, prosi, obiecuje, a im mięknie serce. Polecenia typu: „umyj mi buty” czy „idz spuść po mnie wodę w toalecie”, to normalne w tym domu, zresztą papier toaletowy nigdy nie ląduje w toalecie tylko na podłodze obok. Tylko po to by poniżyć osobę która sprząta. – „Widzicie idiotki, ja to się urządziłam w życiu a wy co? Pokończyłyscie te swoje uniwersytety i kibel mi szorujecie” – przywitała Halinę Kate wchodząc do kuchni. Tego było już za wiele, miarka się przebrała. Halina myła blaty (było południe teraz jej kolej) ścisneła szmatę w ręce ze złości, poczuła jak łzy napływają jej do oczu i krzykneła: – „Dość tego! Od dziś sama sobie sprzataj!” – rzuciła z całej siły szmatą o podłogę tuż pod nogami pracodawczyni. Wybiegła z rezydencji i postanowiła, że nie wróci już tam ani na sekundę. Wróciła do domu, pełna żalu, poczucia krzywdy i upokorzenia. Telefon musiała wyciszyć, bo oczywiście Kate dzwoniła jak szalona. Wysyłała wiadomości z prośbą żeby Halina wróciła, że wszystko się zmieni. Potem zaczęły się pogróżki: „zniszczę cię, nie znajdziesz pracy” albo „zadzwonię na policję, że jesteś nielegalnie, deportują cię”. Halina wpadła w taką nerwicę, że nie była w stanie dzwonić w sprawie nowej pracy. Bała się, że znowu trafi na wariatów. Trwało to kilka tygodni, w końcu zmieniła miejsce zamieszkania, numer telefonu. Nerwicy, której się nabawiła nie pozbędzie się tak szybko jak numeru telefonu. Po kilku tygodniach znalazła pracę w małej fabryczce przy taśmie i ma nadzieję, że tu uda się jej odłożyć parę groszy i ukoić nerwy. Obiecała sobie, że jak odłoży jeszcze kilka tysięcy to pakuje swój dobytek i wraca do Polski. Nie chce już ani dolarów ani blasku diamentów, bo te wybitnie jej nie służą. Pomoże córce przy wnukach, zasadzi kwiatki w ogródku i będzie hodowała ekologiczne warzywa dla swoich, a nie dla cudzych dzieci.