Wiedeń – miasto szpiegów

str-24-wieden-miasto-szpiegow

Gdy 9 listopada 1989 roku padał mur berliński, a wraz z nim spadła także „żelazna kurtyna” oddzielająca świat kapitalistyczny od świata komunistycznego, w Wiedniu pracowało 300 agentów radzieckiego wywiadu cywilnego (KGB) i drugie tyle wojskowego (GRU). I mimo, że „zimna wojna” dobiegła końca, Wiednia nie opuścili, a w ich życiu zmieniło się niewiele. Zajmujący się wywiadem pierwszy zarząd KGB, zmienił jedynie nazwą na SWR (Służba Wywiadu Zagranicznego), a z czasem czerwoną flagą Związku Radzieckiego zastąpiły kolory biały-niebieski-czerwony w układzie poziomym.

Miastem szpiegów Wiedeń stał się tak na dobrą sprawę podczas niespełna 9 miesięcy między wrześniem 1814 a czerwcem 1815, kiedy to w stolicy habsburskiej monarchii odbywał się Kongres Wiedeński. Po pobiciu i upokorzeniu Napoleona, który, nawiasem mówiąc, w swej ofensywnej polityce podbijał i upokarzał inne narody, zjechali do Wiednia reprezentanci ówczesnych europejskich mocarstw, by ustalać nowy porządek na kontynencie.

Kluczową postacią tamtej austriackiej monarchii był Klemens von Metternich, świetnie wykształcony dyplomata, który 6 lat przed wiedeńskim zjazdem monarchów zaczął kierować Ministerstwem Zewnętrznym, czyli zagranicznym. Nie bez przesady można powiedzieć, że wiedeński kongres obradował pod jego dyktando, oczywiście zza kulis, bo Austrię reprezentował cesarz. Ale to Metternich kierował słowami cesarza, bo miał doskonałą wiedzę, o zamiarach przybyłych na kongres władców. A miał ja stąd, że wśród dworzan, a także w najbliższym otoczeniu najważniejszych przedstawicieli każdego z 16 państw biorących udział w kongresie, ulokował swoich ludzi, którzy słuchali, podsłuchiwali, wyciągali ze śmieci listy i notatki, z kominków niedopalone skrawki dokumentów. Nie było jeszcze wtedy aparatury podsłuchowej i nagrywającej, ale Metternich miał za sprawą tych ludzi kompletną wiedzę o zamiarach uczestników obrad i nic nie było go w stanie zaskoczyć. Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że to właśnie Metternich był twórcą pierwszej w dziejach misternie utkanej siatki szpiegowskiej.

Po 35 latach, które upłynęły od wiedeńskiego kongresu, w Europie i na świecie wydarzenia nabrały tempa, jedno następowało po drugim, a coraz częściej piętrzyły się, więc sztab generalny austriackiej armii utworzył pierwszą austriacką agencję wywiadowczą. W rozbudowanej do niebosiężnych rozmiarów cesarskiej administracji skrywała się za bardzo skromną nazwą – Biuro Ewidencji. Jej zadaniem było przekazywanie cesarzowi raz na tydzień informacji o sytuacji międzynarodowej, no i oczywiście wykrywanie szpiegów innych państw. Wśród nich zaś aktywność na największą skalę prowadzili agenci cara Rosji, czyli ochrany. Szpiegowaniem w Wiedniu zajmowała się placówka ochrany mająca siedzibę w… Warszawie. To z Warszawy przenikali do Wiednia szpiedzy, których zadaniem było penetrowanie i odkrywani tajemnic dworu oraz rządu habsburskiej monarchii. Warszawska delegatura ochrany miała 50 aktywnych agentów, a trzy razy więcej trzymała w rezerwie. I odnosiła sukcesy.

Sukcesy ochrany i nieudolność austriackiego Biura Ewidencji ukazały wydarzenia z maja 1913 r. Wtedy to Austriacy zatrzymali pułkownika c.k. armii, niejakiego Alfreda Redla, który, jak się okazało, od 10 lat w łonie Biura Ewidencji prowadził działalność wywiadowczą na rzecz Rosji. Stało się tak, ponieważ jeden z agentów ochrany odkrył, że Alred Redl, wtedy kapitan, jest homoseksualistą. I go zaszantażował. Biuro Ewidencji wpadło na trop Redla nie za sprawą swej sprawności operacyjnej i profesjonalizmu, lecz przez przypadek. Działalność szpiegowska Redla poczyniła ogromne szkody, ponieważ przekazywał ona Rosjanom najtajniejsze dokumenty austro-węgierskiej armii, a także listy austriackich szpiegów działających w Rosji. Historycy twierdza, że jego działalność w bardzo poważnym stopniu przyczyniła się do niepowodzeń wojsk habsburskiej monarchii w walce z armią rosyjską podczas pierwszych miesięcy I wojny światowej.

Nie gdzie indziej, a właśnie w Wiedniu wywiad bolszewickiej już Rosji namierzył w latach 30. XX wieku niejakiego Kima Philby’ego, młodego absolwenta Cambridge, który podczas studiow stal się zaprzysięgłym komunistą. Przyjechał do działającej w Wiedniu organizacji, która opiekowała się uciekinierami z hitlerowskich Niemiec, w rzeczywistości była zaś zakamuflowaną komórką sowieckiego wywiadu. Oficjalna wersja zwerbowania Philby’ego przez sowiecki wywiad podaje, że dokonano tego w Londynie, ale werbującymi go byli sowieccy agenci z Wiednia. Również z wiedeńskiej agentury pochodził pierwszy oficer prowadzący Philby’ego. Z czasem Philby zaczął pracować w brytyjskim wywiadzie, po latach awansował na szefa wydziału zajmującego się kontrwywiadem i był niezagrożony w swej szpiegowskiej działalności, ponieważ wszystkie raporty dotyczące szpiegów radzieckich w Wlk. Brytanii lądowały na jego biurku. Historycy są zgodni co do tego, że podczas „zimnej wojny” nikt nie wyrządził Wlk. Brytanii większych szkód niż właśnie Kim Philby, którego w ostatniej chwili przed dekonspiracją udało się przerzucić do ZSRR.

Po II wojnie światowej Austria ogłosiła swoją „wieczystą neutralność” (w 1955 r.), co sprawiła, że stała się krajem niezmiernie atrakcyjnym dla działalności wywiadów. Wiedeń położony był zaledwie kilkanaście kilometrów od Bratysławy leżącej już po drugiej stronie „żelaznej kurtyny”. Austria graniczyła z trzema krajami znajdującymi się do roku 1989 w strefie wpływów ZSRR: Czechami, Węgrami i Niemiecką Republiką Demokratyczną. Po ogłoszeniu neutralności w Wiedniu ulokowało się sporo międzynarodowych organizacji, między innymi swój kompleks wybudowała ONZ, w którym znajduje się Międzynarodowa Agencja ds. Atomistyki i biuro ds. kosmicznych.

Nad brzegami Dunaju rozlokowały się też OBWE, OECD, OPEC. W zagęszczeniu pochodzących z całego świata pracowników nie było trudno umieścić szpiegów. Miały ich w Wiedniu wywiady niemal całego świata. Najwięcej sowieci, którzy na dodatek posiadali w Wiedniu ogromny obiekt swej ambasady, ale jeszcze większy obszar zajmowało stałe radzieckie przedstawicielstwo przy OBWE. To były wylęgarnie i siedliska szpiegów, którzy, podobnie jak w czasach Metternicha, nie gardzili także informacjami pokojówek, taksówkarzy, kierowców, pracowników różnych biur i urzędów.

Po II wojnie, gdy w Austrii panowała bieda, wywiad amerykański oszacował, że do współpracy z agentami różnych państw skory był co dziesiąty Austriak. Za informacje płacono żywnością, papierosami, alkoholem. Każdemu kto raz zdecydował się współpracować, trudno było się z tego wyplątać. Szantaż wsparty pieniędzmi robił swoje. Poza tym KGB i GRU miały w swoich szeregach doświadczonych agentów, którzy Wiedeń i Austrię znali jak własną kieszeń i poruszali się swobodnie po całym kraju. Co jakiś czas któregoś z nich demaskowano, ale w ich miejsce pojawiali się kolejni.

Najwyżej postawionym rosyjskim szpiegiem, który wpadł po zakończeniu „zimnej wojny”, był niejaki Władymir Woszczow. Austriackie służby „zwinęły” go na dworcu w Salzburgu. Udawał się na spotkanie ze zwerbowanym Niemcem, który miał mu przekazać kolejną partię dokumentacji powstającego nowego Eurocoptera. Po interwencjach dyplomatycznych został jednak zwolniony, ponieważ miał być bratem… Ludmiły Putin. Ale na jego miejsce z pewnością pojawił się ktoś inny.

Marcin Godkowski