Wszechobecna ciemnota

admin-ajax

FELIETON NACZELNEGO. Polska znów staje się pośmiewiskiem świata. Za sprawą PiS oczywiście, a konkretnie jej lidera – Jarosława Kaczyńskiego. Człowiek ten nie potrafi inaczej sprawować władzy jak tylko poprzez konflikt i wymyślanie wrogów. Przykre to, ale ręka w rękę idzie z nim w tym dziele Kościół katolicki w Polsce, a przynajmniej niektórzy jego czołowi przedstawiciele. Jeśli polityk nie umie budować tylko niszczyć, musi swoim wyborcom wskazywać wrogów i przekonywać, że tylko on i jego ugrupowanie jest w stanie ich przed tym wrogiem obronić.

Jeszcze nim Kaczyński wskazał wroga, przedstawiciele polskiego Kościoła katolickiego wskazali swojego. Była nim ideologia gender. Nie wchodząc w szczegóły, ani w wyjaśnianie, co to słowo w ogóle znaczy, jakie subtelności dotyczą cywilizacyjnej roli kobiety, mężczyzny i płci, wskazali wiernym, że „ideologia gender” zagraża „tradycyjnemu modelowi rodziny”.

Ale w lutym 2019 r. Rafał Trzaskowski podpisał „Deklarację LGBT+ dla Warszawy”, której celem był m.in. monitoring przestępstw z nienawiści z powodu odmienności rasowej, religijnej, seksualnej i każdej innej, a także szkolna edukacja antydyskryminacyjna i seksualna. Po pojawieniu się tego dokumentu prawica dostała szału, a Kaczyński prezent. Uznał bowiem, że owa deklaracja LGBT, na kanwie której ukuł termin „ideologia LGBT”, to jest właśnie ten wróg, którego należy wskazać wyborcom jako zagrożenie dla nich, ich dzieci i dla ich życia w ogóle. I że to on Kaczyński i jego PiS, katolicki naród polski przed tym wrogiem obroni. Z dnia na dzień największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i bytu polskiego państwa stali się więc nagle geje, lesbijki, biseksualiści i osoby transpłciowe. Żadna z tych osób nie ma i nie miała chociażby procy, ale samym swoim istnieniem zagrażali istnieniu całego kraju.

W ostatnich latach PiS powiększył swoje szeregi z 10 tys. do 40 tys. członków. Wielu z nich zyskało poparcie współmieszkańców w wyborach samorządowych, zarówno gminnych, powiatowych jak też wojewódzkich. Postępowali wzorem swego wodza i tak jak on wskazywali wroga, który, jak przekonywał wódz, zagraża im i ich rodzinom. Skoro wódz wskazał wroga z wysokości swego piedestału, należało iść jego śladem.

W radach gmin, powiatów i jednego na razie sejmiku wojewódzkiego (podkarpackiego) rozpoczęło się przyjmowanie uchwał, że dana gmina, powiat, województwo są wolne od ideologii LGBT. Ci, którzy takie uchwały inicjowali i popierali, nie zastanawiali się, że tym sposobem dyskryminują ludzi, którzy są tacy sami jak oni, a jedyną różnicą jest tylko ich seksualna tożsamoś

. Nie pomyśleli, że taką uchwałą wykluczają ich ze swojej społeczności. Mało tego – piętnują i naznaczają jako wrogów. Do głowy im zapewne nie przyszło, że tym samym wpisują się w najbardziej ponurą i nie tak dawną epokę, w której szczucie jedynych ludzi na drugich doprowadziło do największej zbrodni w dziejach ludzkości. I że pierwszym krokiem ku tej zbrodni było wykluczenie oraz napiętnowanie też przecież ludzi, którzy pod jakimś tam względem byli od ogółu inni. To trzeba podkreślić – niczym ogółowi nie zagrażali, byli tylko pod pewnym względem inni.

W Polsce XXI wieku zaczął się proces, który w latach 30. poprzedniego wieku był pierwszym krokiem do wzbudzania nienawiści wobec innych, pogromów i potwornych zbrodni podczas II wojny światowej. O to, aby historia się nie powtórzyła, apelował podczas uroczystości związanych z 75. rocznicą wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz, Marian Turski – dziennikarz tygodnika „Polityka”, były więzień tego obozu. Jego apel ograniczał się do trzech słów : „Nie bądźmy obojętni”. Nie bądźmy obojętni wobec stygmatyzowania, piętnowania i wykluczania innych ze względu na ich jakąkolwiek odmienność. Ten apel trafił do milionów ludzi na całym świecie, nakazywał spojrzeć w bestialstwa przeszłości, które stały się, bo ludzie byli obojętni, gdy pierwsze oznaki tych bestialstw zaczęły się pojawiać. Gdy pierwsze bestialstwa nie napotkały oporu, ruszyła lawina nienawiści, która rozwinęła się w zbrodnie.

Ale w Polsce PiS zdanie „Nie bądźmy obojętni” okazuje się z byt trudne dla członków i sympatyków tej partii. W Polsce do walki z wymyśloną przez Kaczyńskiego ideologią LGBT włączył się jeden z prominentnych przedstawicieli Kościoła katolickiego, arcybiskup krakowski, Marek Jędraszewski. W jednym ze swoich kazań przestrzegał przed „tęczową zarazą” (tęcza jest nieformalnym logo organizacji LGBT), która zdaniem tego księdza jest zagrożeniem dla chrześcijaństwa, rodziny i wszelakiego dobra. Polityk Kaczyński otrzymał wsparcie od duchownego. Nic więc nie stało już na przeszkodzie, by lawina ruszyła.

Pierwszym samorządem, który podjął uchwałę, że i on, i region, który reprezentuje jest „anty LGBT”, była Rada Powiatu w Świdniku koło Lublina. Wydawać by się mogło, że radni powiatu, w którym zlokalizowana jest nowoczesna fabryka helikopterów, której załoga i jej rodziny mają i większy, i częstszy kontakt ze światem wykraczającym poza lubelskie opłotki, będzie jak najdalszy od dawania posłuchu homofobicznym i dyskryminacyjnym treściom. Nic z tych rzeczy. Radni napisali, że celem deklaracji „anty LGBT” jest „uniemożliwienie wchodzenia drogą samorządową ideologii gender uderzającej w godność człowieka i dobro rodzin”. Żaden z radnych nie pokusił się oczywiście podać choćby jednego przykładu, w jaki sposób lesbijka czy gej uwłaczają ich godności lub nastają na dobro ich rodzin. Slogan i frazes zapożyczony z wyborczych agitek Kaczyńskiego i nienawistnych kazań krakowskiego arcybiskupa.

Za Świdnikiem ochoczo poszli inni. Pierwszym samorządem wojewódzkim, który też ogłosił się „anty LGBT” został, jak można się było spodziewać (o tym, dlaczego można się było tego spodziewać napiszę później) samorząd województwa podkarpackiego. Za przykładem „województwa” ruszyły powiaty: leski, lubaczowski, mielecki, jarosławski, kolbuszowski, a za powiatami gminy: Niebylec, Nowa Dęba, Zarzecze k. Przeworska i zamieszkały przez największy w województwie procent inteligencji – Przemyśl. Z zastrzeżeniem oczywiście, iż fakt, że miasto jest ostoją inteligencji, wcale nie znaczy że jest nią także samorząd gminy Przemyśl. Przed podjęciem paranoicznej deklaracji jak na razie skutecznie broni się stolica województwa, czyli Rzeszów.

Równolegle z rozprzestrzenianiem się samorządowej aktywności dyskryminacyjnej w województwach podkarpackim i lubelskim, katolicko-polityczną poprawnością zaczęli się popisywać radni różnych szczebli w województwie małopolskim, którego stolicą jest światły, uniwersytecki Kraków.

W myśl zasady, że każda akcja wywołuje reakcję, członkowie organizacji obrony praw człowieka oraz środowisk LGBT, zaczęli na mapie Polski zaznaczać czerwonym kolorem regiony, w których rady gmin, powiatów, miast podjęły uchwały „anty LGBT”. Na czerwono zabarwiło się całe województwo podkarpackie, niemal całe lubelskie i małopolskie. Te trzy województwa (plus świętokrzyskie, które na tej mapie też mieni się w wielu miejscach na czerwono) to tak zwany matecznik PiS.

Skoro w woj. podkarpackim jest największe poparcie dla partii Kaczyńskiego, największa oglądalność siejącej nienawiść wobec opozycji TVP, słuchalność Polskiego Radia opanowanego przez PiS, także największa słuchalność homofobiczno-antysemickiego Radia Maryja, również największa liczba wiernych deklarujących uczestnictwo w niedzielnych mszach i przystępowanie do komunii, to nie ma się co dziwić, że radni wojewódzcy byli pierwszymi w kraju, którzy taką uchwałę podjęli. Drugim województwem, które też taką uchwałę podjęto, okazało się małopolskie.

Podkarpacie, lubelskie i świętokrzyskie to także regiony, z których wyemigrował (zarówno za granicę, jak i do innych części kraju) największy odsetek ludzi młodych. I… w tych województwach jest też największy w Polsce procent rodaków, którzy w ciągu roku nie przeczytali ani jednej książki, a ludzie z podstawowym i zawodowym wykształceniem stanowią największy w porównaniu z innymi regionami Polski, odsetek mieszkańców. W samorządach wszystkich szczebli tych regionów zasiadają ludzie o takich właśnie życiorysach, nic tedy dziwnego, że ulegają indoktrynacji rządowych oraz kościelnych mediów. Jeśli jednak wszyscy ci radni trwali w przekonaniu, że ich serwilizm wobec oczekiwań władzy politycznej i kościelnej jest wyłącznie ich sprawą, to okazuje się, że bardzo się w tym przekonaniu mylili.

W zjednoczonej Europie funkcjonuje instytucja miast i regionów partnerskich. Ma ona umożliwiać wzajemne kontakty kulturalne, sportowe, czasami także gospodarcze, mieszkańcom rożnych, często bardzo oddalonych od siebie krajów i regionów. Inicjatywa ze wszech miar cenna i pożyteczna, by się poznać, zobaczyć jak żyją w Europie inni, co robią, jak myślą, jakie mają ideały. Polskie regiony, miasta i miasteczka też więc nawiązały tego typu kontakty z miastami w innych krajach. Ale w tych krajach, a są to przede wszystkim kraje Europy Zachodniej, są pewne standardy cywilizacyjne, które znacząco odstają od treści wpajanych Polakom przez kościelne i pisowskie media. Gdy więc do partnerskich miastach Zachodu zaczęły docierać informacje, że ich polscy partnerzy nie postępują zgodnie z tymi standardami, zaczęły się zastanawiać, czy godzi się kogoś takiego uważać za partnera. Dla ludzi Zachodu nie było bowiem wątpliwości, że uchwały o strefach wolnych od LGBT to najgorsze demony z przeszłości, z czasów prześladowań, gdy homoseksualistów zamykano w obozach koncentracyjnych, poddawano torturom, kastrowano.

Pierwszym zagranicznym samorządem, który zerwał partnerstwo z polskim odpowiednikiem (w Tuchowie w woj. małopolskim), była francuska gmina Saint-Jean-deBraye. Francuskie miasto Nogent-sur-Oise, które współpracę nawiązało za sprawą licznej tam Polonii, na razie nie podjęło jeszcze ostatecznej decyzji, jedynie zawiesiło współpracę z lubelskim Kraśnikiem.

Nadzieje, że będą to przypadki sporadyczne, rozwiała decyzja francuskiego Regionu Centralnego – Dolina Loary, który poinformował, że zawiesza partnerskie relacje z województwem małopolskim z powodu „wprowadzenia jawnie homofobicznej deklaracji o określeniu się strefą »wolną od LGBT«”. François Bonneau, prezydent francuskiego regionu, oświadczył, że stanowisko zajęte przez województwo małopolskie stanowi „nieakceptowalne zagrożenie dla bezpieczeństwa, szacunku i wolności drugiego człowieka”.

Homofobiczne wyczyny polskich samorządowców poznały już także najważniejsze instytucje europejskie. W grudniu ubr. Parlament Europejski potępił rezolucję dyskryminacyjną wobec osób LGBT, wezwał też polski rząd do uchylenia uchwał o „strefach wolnych od LGBT“. Z początkiem lutego podobne stanowisko zajęła Komisja Europejska.

Ale polscy samorządowi mędrcy wzorem polskiego prezydenta, który zapewniał, że „nikt nie będzie nam mówił w obcych językach, co mamy u siebie robić”, nie przejmują się jak na razie reakcją zagranicy. Dotychczas uchwały o strefach „wolnych od LGBT” podjęły 93 samorządy. Głosowało za nimi w sumie 838 radnych PiS, 437 z lokalnych komitetów wyborczych i 133 z PSL.

Ludziom światłym, którzy są w Polsce w mniejszości, jest się i kogo, i czego wstydzić.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii