Wszędzie Vancouver!

pipala

Ranking najbardziej przyjaznych człowiekowi miast świata – Vancouver w czołówce! Ranking miast z najwyższymi cenami nieruchomości – Vancouver! Ranking miast najchętniej odwiedzanych przez turystów – Vancouver! Kolejny ranking, tym razem najpiękniejszych miast świata i znów Vancouver w czołówce! Największa na świecie firma świadcząca usługi helikopterami i ich remonty, gdzie ma siedzibę? Oczywiście w Vancouver! A do kogo należy kopalnia w Botswanie, w której dwa lata temu znaleziono drugi pod względem wielkości diament świata? Do firmy z Vancouver! A teraz dowiaduję się, że produkt, za którym oglądają się panie wchodzące w wiek, w którym na licu jeszcze nie tak dawno pięknym i gładkim zaczynają pojawiać się zmarszczki, też odkryto dla medycyny estetycznej w Vanocuver. Tym produktem jest botoks. A było z nim tak…

W tym naszym przepięknym mieście mieszkało sobie małżeństwo lekarzy dwojga specjalności, Alastair i Jean Carruthers. On był dermatologiem, ona okulistką. Ponieważ działali w specjalnościach, które nijak do siebie pasowały, postanowili podzielić praktykę na pół, by jedno nie wchodziło drugiemu w paradę i aby jedno i drugie miało z tego korzyść. Bardzo szybko okazało się, że jedno weszło drugiemu w paradę, ale nie spowodowało to żadnego konfliktu lecz odkrycie. Jego praktyka zajmowała się chirurgicznym leczeniem nowotworów skóry i chirurgią kosmetyczną, jej wyspecjalizowała się w leczeniu kurczu powiek. Gdy inne leki nie przynosiły efektów, wstrzykiwano w mięśnie powiek rozcieńczony roztwór toksyny botulinowej, która dla okulistów nie była żadną nowością, ponieważ od lat mniej więcej siedemdziesiątych stosowali ją w leczeniu… zeza. Tak było do roku 1987. W tymże roku pani doktor Jean dialogowała sobie z pacjentką, która wyznała, że gdy lekarska dokładnie wstrzykuje jej preparat (roztwór toksyny botulinowej) to czoło nad powiekami wygładza się, a zmarszczki… znikają.

Oczywiste, że doktor Jean natychmiast podzieliła się spostrzeżeniem pacjentki i swoim z mężem. Pan Alastair równie natychmiast wziął w rękę strzykawkę i wprowadził preparat w zmarszczki na twarzy recepcjonistki i własnej żony. Więcej „królików doświadczalnych” nie było pod ręką, jednak pan Alastair i pani Jean nawet na podstawie tylko tych dwóch doświadczeń zwietrzyli interes.

Ale jak to niemal z każdym odkryciem bywa, szczególnie zaś w dziedzinie medycyny, odkrywcy muszą przejść drogę przez przysłowiowa „mękę”, przekonać urzędników i pokonać bariery administracyjne, nade wszystko nieufność koleżanek i kolegów po fachu. W ich przypadku droga ta była jeszcze trudniejsza, ponieważ toksynę botulinową łączono z jadem kiełbasianym, ten zaś wywoływał jednoznaczne skojarzenia jako coś, co doprowadza do poważnych zatruć, a w krańcowych przypadkach do śmierci. Każdy oponent argumentował prosto, w tym przypadku prostacko – skoro wstrzyknie mi się jad kiełbasiany, to co prawda pozbędę się zmarszczek, ale ceną tego może być poważne zatrucie, a być może nawet odejście w zaświaty. Nie dziwota zatem, że trudno było przekonać tych, którzy tak rozumowali i nie brali pod uwagę, że w strzykawkach będzie nie jad kiełbasiany lecz mocno rozcieńczony jego roztwór i że w okulistyce stosowany jest już od lat.

Aby przekonać nieprzekonanych państwo Jean i Alastair Carruthers zaczęli objeżdżać świat podążając z kongresu na kongres. Sceptycyzm wobec ich „wynalazku” był jednak wielki, a termin „jad kiełbasiany” zazwyczaj kończył jakąkolwiek dyskusję.

Przełom zaczął się dopiero po 5 latach, kiedy to udało im się zamieścić w renomowanym czasopiśmie naukowym artykuł, w którym krok po kroku tłumaczyli, co i jak jest z tymże botoksem, obalali stereotypy i niemające podstaw w praktyce kontrargumenty oponentów. Fakt udostępnienia łamów cenionego czasopisma medycznego dla odkłamania oddziaływania botoksu na organizm człowieka sprawił, że nastąpił odwrót od negowania korzyści, jakie daje jego stosowanie. I botoks rozpoczął swój triumfalny marsz po świecie medycyny estetycznej oraz kosmetologii. Lekarskie małżeństwo z Vancouver dokonało przekwalifikowania się. Pani doktor Jean zarzuciła okulistykę na rzecz chirurgii kosmetycznej, a pan doktor Alastair onkologię za rzecz zabiegów upiększania ciała. Było już świetnie, ale nie do końca, ponieważ zamknięty dla botoksu pozostawał największy i najbogatszy rynek świata, w którym kult urody stawiany jest na piedestale. Chodzi oczywiście o USA. Nieoficjalnie był on stosowany nagminnie, na ulicach nie tylko Hollywood pojawiły się panie, których lica odzyskały dawną gładkość, ale na razie było to tam „botoksowe podziemie”.

Toksynę botulinową, której działanie polega na blokowaniu zakończeń nerwów ruchowych, amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków dopuściła do stosowania w medycynie estetycznej dopiero w 2002 roku. I można powiedzieć, że z ta chwila botoks opanował świat i nie tylko w USA pozwala zbijać fortuny właścicielom salonów kosmetycznych. W 2016 r. na rynku USA sprzedano 7 milionów dawek o wartości 1,5 miliarda dolarów!

Skoro botoks blokuje zakończenia nerwów ruchowych, lekarze rozpoczęli badania nad jego zastosowaniem w leczeniu innych chorób. Bardzo szybko okazało się, że jest przydatny w leczeniu takich chorób jak dziecięce porażenie mózgowe, depresja, neuropatia, tiki, spastyczność mięśni a także przykrych przypadłości – nocne zgrzytanie zębami, nadmierna potliwość, migreny, kręcz karku.

To są oczywiste blaski stosowania toksyny botulionowej, ale tak jak wszystko, ona także ma swoje cienie. Przede wszystkim nie należy zapominać, że jest ona lekiem, a w związku z tym powinna być podawana wyłącznie przez lekarzy. W Polsce zaś, jak to w Polsce, botoks można sobie zaaplikować w gabinetach spa przez panie lub panów będących z tą dziedziną za pan brat „po kursach”. Zdarzają się więc powikłania, na szczęście niegroźne: opadanie powieki albo podniesione groźnie brwi, obrzęki i krwiaki. Jeśli już ktoś chce sobie poprawić urodę, to bezpiecznie oddać się w ręce fachowców, ale to też kosztuje znacznie więcej niż zastrzyk fachowca po weekendowych kursach kosmetycznych. Poza tym… Dotychczas uważano, że botoks zatrzymuje się w miejscu wstrzyknięcia i nie wędruje sobie swawolnie po organizmie, ale w roku 2016 pojawiły się informacje, że być może jednak przenika do ośrodkowego układu nerwowego. Informacja była jednak niepełna, ponieważ nie podano, jakie skutki może to spowodować w organizmie. Musiała trafić do nielicznych, a jeszcze mniej licznym dać do myślenia.

I zapoczątkowany w Vancouver triumfalny marsz botoksu przez gabinety medycyny estetycznej i gabinety kosmetyczne całego świata trwa bez przeszkód. Między rokiem 2000 a 2015 zastosowanie botoksu w likwidowaniu zmarszczek wzrosło na całym świecie o 760 procent!!!

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii