Wyszłam za mąż, zaraz wracam…

lady-bunia

Kiedy moja prababka wychodziła za mąż, rozwody były nie do pomyślenia. Małżeństwa często były ustawiane przez rodziców. Czasami zastanawiam się czy to nie było lepsze? Dlaczego? Żyjąc w kraju wielokulturowym, troszeczkę zmienia się mój światopogląd. Małżeństwo dla mnie oznacza rodzinę, czyli komórkę społeczną. Rodzina,w moim mniemaniu powinna posiadać dzieci. Dobro dzieci jest najważniejsze! W teorii wszystko brzmi dobrze, w praktyce różnie to bywa. Dawniej „ustawiane” małżeństwa z założenia były po to by stworzyć rodzinę. Każdy znał swoją rolę w tym przedstawieniu i dzięki temu dzieci miały spokojny dom. Kobieta była odpowiedzialna za dom i dzieci, mężczyzna za utrzymanie domu. Piękny, prosty podział, który sprawdzał się długie lata. Niektórzy nawet czasami mieli to szczęście, że zakochali się w sobie nawzajem, inni pokochali się z czasem, w najgorszym wypadku było przyzwyczajenie. Rozwód nikomu nie przychodził do głowy. W niektórych kulturach po dziś dzień tak to funkcjonuje. Byłam tego ogromną przeciwniczką, do czasu kiedy zobaczyłam tę mentalność z bliska. To żadna zbrodnia, to wychowanie i ci ludzie wiedza, że tak ma być. Nie widzą w tym nic złego. Tak zakłada się rodzinę. U nas w tej wielkiej wolności w sprawach miłości jest zdecydowanie więcej nieudanych związków. Jak to możliwe? Zbyt często mylimy namiętność, zauroczenie czy fascynację z miłością. Wiem, wiem, stara już jestem… Ale z wiekiem przychodzi inny pogląd na miłość. Miłość to szacunek, wzajemne dbanie o siebie, umyte auto, zrobione zakupy, gorąca herbata w chłodny dzień. Te wszystkie porywy namiętności, które spadają na każdego z nas jak grom z jasnego nieba to nic innego jak burza hormonów. A może jakaś infekcja wirusowa, być może przenoszona drogą płciową. Każdy podczas tej infekcji głupieje, widzi świat w trochę innych kolorach, buja w obłokach, nie potrzebuje snu. Taki jakiś hormonalny haj. Jest cudownie ona wyjątkowa, a on inny niż wszyscy. Jeden, jedyny, najwspanialszy! Z tymi osobami zaczynamy się spotykać. Rozstajemy się zaś z idiotami, palantami, debilami, fiutami, a oni są rzucani przez zdziry, lafiryndy, idiotki. Generalnie jedna wielka pomyłka i pytanie: „Gdzie ja miałam/ miałem oczy?”. Jestem przeciwniczką rozwodów. Kiedy jednak moja córka wychodziła za mąż pomyślałam: „W razie „W” może się rozwieść”. Oczywiście jak na teściową przystało nie podobało mi się to i owo. Nie wtrącałam się jednak, bo chyba za leniwa jestem. Pewnego wieczoru odbieram telefon od córki: ⁃ Słucham córcia, co u was? ⁃ Mamo, czy będziesz zła jak wrócę? No wiesz, wyszłam za mąż zaraz wracam… – ucichła w oczekiwaniu na moją reakcjeę. ⁃ Dziecko, cokolwiek zrobisz ja uszanuję twoją decyzję, ale zastanów się dwa razy. Małżeństwo to nie zabawa w rozstania i powroty. Mój mąż przeżywał to tak bardzo jakby to zięć był naszym dzieckiem. A ja jak na dobrą teściową przystało, dałam mu jeszcze wiano kiedy się wyprowadzał. Byle się nie rozmyślił. Mam nadzieję, że oboje ułożą sobie życie i będą szczęśliwi. Ale zięcia mam na zawsze, zawsze będą dla niego otwarte drzwi w naszym domu.

Dzwoni moje dziecko do babci. ⁃ Babciu, rozwodzę się… – zaczyna niepewnie – nie będziesz płakać? ⁃ Dziecko! Ja płakałam wtedy kiedy za niego wychodziłaś. ⁃ Babciu! Jestem taka szczęśliwa, wiesz chyba bardziej niż w dniu ślubu!

Ja siedząc obok, nie wytrzymałam i mówię do córki: ⁃ Na ślubie babci nie było, ale na rozwód przyleci ha, ha, ha…

Dla mojej mamy mój zięć przez inny kolor skory był „dziki”. No niestety hormony oszukały to nasze młode pokolenie, wielką miłość, przez którą poniekąd tutaj jesteśmy szlag trafił. Po kilku dniach, kiedy już ochłonęłam po pierwszym szoku rozwodowym, dzwonię do córki: ⁃ Kochana, matka zawsze wie co dla dziecka najlepsze, postanowiłam więc poszukać ci męża – oznajmiłam. ⁃ Co?! Oszalałaś? ⁃ Oszalałam kochanie wtedy kiedy pozwoliłam ci wyjść za mąż. Pierwszego męża wybrałaś sama i co? Pudło! Drugiego wybiorę ja!!! Po czym wysłałam córce ze dwadzieścia ogłoszeń matrymonialnych z bazarynki. Na szczęście córcia zna moje poczucie humoru. Miałyśmy więc ubaw przez cały wieczór, przebierając w ogłoszeniach. Jeden pan tak mi się spodobał, że sama do niego napisałam: „Witam! Widzę, że szuka Pan drugiej połówki. Taki Pan porządny i zaradny mam córkę na wydaniu. Zięcia szukam, dobrego, zaradnego z domem. Córka wspaniała, piękna, mądra, gotuje, pracuje. Będziesz Pan zadowolony. Pozdrawiam Teściowa”.

Codziennie sprawdzam pocztę i nic. Tak bardzo żony szukał, a nie odpisał…