„Zabawa, zabawa”, czyli zabawy z alkoholem ciąg dalszy

str-10-zabawa

Napisałem dwa tygodnie temu tekst o filmie „Zabawa, zabawa”, który obejrzałem w Los Angeles podczas 20. Festiwalu Filmów Polskich. W tym samym czasie w Vancouver odbywał się bliźniaczy festiwal filmowy, gdzie także pokazywano „Zabawę, zabawę” i jeśli doliczyć do tego projekcje w kilku innych miastach Ameryki Północnej (np. Seattle, Miami, Austin, Chicago, New York), to trzeba przyznać, że tytuł ten miał „za oceanem” całkiem sporą widownię. Ale jak został przyjęty? Jak nasi rodacy mieszkający za granicą odczytali przesłanie tego dzieła stworzonego przez kobiecy duet – Kinga Dębska (reżyser) i Mika Dunin (scenarzystka).

Przypomnijmy, że „Zabawa, zabawa” to wcale nie jest film wesoły. Przez półtorej godziny oglądamy na ekranie zmagania z losem trzech alkoholiczek w różnym wieku. Magda (Maria Dębska) jest studentką i pije codziennie, Dorota (Agata Kulesza) jest prokuratorką około czterdziestki i pije codziennie, a najstarsza z nich Teresa (Dorota Kolak) jest chirurgiem i także pije codziennie i wcale nie tak rzadko do utraty przytomności… Dlaczego te kobiety piją? Doborowa stawki aktorów została zatrudniona po to, by widzowie mogli zrozumieć na trzeźwo(!), że młodość, uroda, wykształcenie, rodzina, majątek i pozycja zawodowa i tak stracą na wartości, kiedy rozpoczyna się uzależnienie od alkoholu.

Dlaczego pije Magda? Pierwsza scena filmu ma przedstawi

dramat jej wyobcowania w „normalnej” katolickiej rodzinie. „Co tam na studiach? Poznałaś kogoś?” – pyta matka. Stukanie łyżek podczas niedzielnego obiadu zagłusza grobową ciszę i jest przerywane wzajemnymi oskarżeniami. Magda mówi ojcu, że znalazł nowe uzależnienie i „zamienił butelkę na kościół”, a do matki zwraca się per „kobieto” wyrzucając jej, że usiłuje kontrolować jej życie. Utrzymywanie pozorów poprawnych relacji i zmowa milczenia na ważne tematy, to zapewne codzienność wielu polskich rodzin w Polsce i poza jej granicami, ale nadal jako widzowie nie wiemy dlaczego Magda sięgnęła po alkohol i jak doszło do uzależnienia? Co miało większy wpływ: polski obyczaj picia przy każdej okazji, wzorzec pijącego ojca, czy oddziaływanie tzw. alkohologennej matki? Bohaterkę poznajemy już jako młodą alkoholiczkę, a szkoda, bo warto byłoby pokazać jak zaczęła się jej „zabawa” z alkoholem.

Dlaczego pije 40-letnia prokuratorka Dorota? W jakich okolicznościach wpadła „w szpony nałogu” i zaczęła systematycznie sięgać po butelkę? Jako widzowie nie mamy niestety szans na poznanie tego decydującego momentu, bo alkoholizm Doroty zaczynamy obserwować w fazie dojrzałej i na dodatek nie jest jasne, czy jej problemy rodzinne zaczęły się od alkoholu, czy też na odwrót alkohol pojawił się w jej życiu jako sposób radzenia sobie z problemami rodzinnymi.

Dlaczego pije Teresa, najstarsza z trzech głównych postaci? To także trudno ustalić, bo poznajemy panią chirurg w takim momencie życia, że nie jest w stanie już przestać pić. Nawet w chwili największej chwały na polu zawodowym (świetnie zrealizowana scena uroczystego wręczania nagrody) Teresa przeżywa atak lęku przed trzeźwym życiem, w którym poniosła całkowitą klęskę na polu życia osobistego. Możemy się tylko domyślać, że picie Teresy zaczęło się od eksperymentów z chemicznym działaniem alkoholu na organizm w stanie permanentnego stresu, ale to skończyło się permanentnym powikłaniem emocjonalnym. Scena samotnego picia w „Lisiej jamie” (z udziałem Mariana Dziędziela) jest peerelowskim powidokiem, ale na podstawie tej obserwacji trudno się dowiedzieć jak zostaje się „ćmą barową”.

Trzy kobiety, trzy życiowe katastrofy, trzy życiorysy, które nie mają ze sobą nic wspólnego poza tym samym rodzajem uzależnienia – od alkoholu. Napisałem „tym samym” chociaż z badań i praktyki terapeutycznej wynika, że każde uzależnienie ma inną twarz, ma swój charakterystyczny rys indywidualny. Oczywiście wiem, że stawiając pytania o mechanizm uzależnienia filmowych bohaterek za dużo wymagam od reżyserki, bo film Kingi Dębskiej nie jest studium psychologicznym kobiecego alkoholizmu. Powstał „post factum” na podstawie wspomnień kobiet leczących się z uzależnienia, które potem zostały przetworzone w procesie psychoterapii, a następnie podczas pisania scenariusza. Oglądamy na ekranie opowieść o trzech pijących kobietach w różnym wieku, która może być ostrzeżeniem dla innych kobiet, ale jest wolna od nachalnego dydaktyzmu i tej dosłowności, którą atakuje widza Wojtek Smażowski w swojej anatomia męskiego alkoholizmu pt. „Pod mocnym Aniołem”.

Kinga Dębska stworzyła film z przesłaniem, które jest trudne do odczytania dla polskiej publiczności wychowanej w tradycji picia pod kulturową presją. W Polsce alkohol uświęca każą uroczystą chwilę, bo pije się „na zdrowie” i „za zdrowie”, „za tych, co na morzu” i za tych „co nie wrócili do bazy”, „za żywych i poległych bohaterów”. Do świętości naszej narodowej kinematografii zaliczamy scenę w barze z zapalonymi lampkami spirytusu. „Szopen gdyby żył też by pił” – powtarza ironicznie Wajda za Wyspiańskim w „Weselu”, a korowód pijanych gości stał się ikoną naszej rodzimej kultury.

Polacy i Polki piją. Nie wszyscy codziennie i „na umór”, tak jak bohaterki filmu „Zabawa, zabawa”, ale wielu naszych rodaków świadomie „bawi się” alkoholem prowadząc samochód, wychowując swoje dzieci albo ucząc cudze dzieci, odprawiając mszę, wykonując zawód lekarza, grabarza, prawnika, kasjera, a zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba podjąć trudne decyzje, które będą miały wpływ na życie innych. Taka zabawa w normalne życie pod wpływem alkoholu. Zobaczcie sami!