Zabójstwo wybitnego Kanadyjczyka

str-20-gerald-bull

Trzydzieści lat temu, 22 marca 1990 roku, 62-letni Gerald Vincent Bull zginął od dwóch pistoletowych kul, które utkwiły w tyle jego głowy. Zwłoki znaleziono na progu mieszkania w dzielnicy Uccle w Brukseli, którego był właścicielem. Nie wiadomo dokładnie, czy morderca ukrył się w cieniu klatki schodowej i przyłożył Bullowi  pistolet do głowy, gdy ten wsadzał klucz do zamka drzwi, czy Bull otworzył je, gdy tuż  po wejściu do mieszkania ktoś do tych drzwi zadzwonił. Przy zwłokach mężczyzny leżał neseser, w którym znajdowało się nietknięte 20 tysięcy dolarów.

 Następnego dnia pracownicy  firmy SRC, której Bull był założycielem, otrzymali list z ostrzeżeniem, że jeśli życie jest im miłe to lepiej, żeby nie przychodzili już więcej do pracy. Do listu dołączono zdjęcie Bulla leżącego na progu swego mieszkania w kałuży krwi.  Firma przestała działać, kilka miesięcy później została zlikwidowana, a dwaj pracujący w firmie synowie Bulla zaczęli się ukrywać. Policja do dziś nie ustaliła sprawców zamordowania Kanadyjczyka, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zginął z rąk agentów izraelskiego Mosadu.

Tak twierdzi m.in.  Gordon Thomas, historyk specjalizujący się w historii izraelskich tajnych służb. W książce zatytułowanej „Szpiedzy Gideona” pisze, że rozkaz  zabicia Bulla wydał osobiście dwa dni wcześniej, 20 marca 1990 r., ówczesny premier Izraela, Icchak Szamir i pięcioosobowa  grupa zabójców Kidonu, specjalnego oddziału izraelskiego Mosadu jeszcze tego samego dnia miała odlecieć do Brukseli. Policja oczywiście nie zdołała ustalić sprawców. Być może udało się jej rozwiązać zagadkę, ale uznała, że lepiej będzie się z rezultatami śledztwa nie  afiszować. Intrygująca jest oczywiście odpowiedź na pytanie, w jaki sposób lub czym Gerald Bull zagrażał Izraelowi, że musiał zginąć.

Gerald Bull był Kanadyjczykiem, ale nie jego pochodzenie stanowiło zagrożenie, lecz jego umysł i wiedza, którą posiadał. Bull był bowiem wybitnym specjalistą w dziadzienie artylerii dalekiego zasięgu, którą wzniósł na nieosiągalne do tamtej pory wyżyny. Swoimi dokonaniami nie chciał się jednak dzielić z Izraelczykami, co gorsze – przystał na współpracę z największym ówczesnym wrogiem Izraela, dyktatorem Iraku, Saddamem Husajnem.  Na zamówienie Saddama był w finalnej fazie konstruowania działa, które mogło strzelać na odległość 2 tysięcy kilometrów zarówno pociskami konwencjonalnymi, przenosić broń chemiczną, bakteriologiczną, jak również jądrową. Oddanie takiej broni w ręce Saddama stanowiło śmiertelne niebezpieczeństwo dla izraelskiego państwa, a upór naukowca w odmawianiu współpracy z żydowskim państwem okazało się równoznaczne z wydaniem na niego wyroku śmierci.

Urodził się 9 marca 1928 roku w North Bay w prowincji Ontario, ukończył Queen’s University w Kingston, pasjonował się aerodynamiką, co zaowocowało pracą doktorską na temat modeli tuneli wiatrowych. Następnym krokiem była balistyka, od balistyki zaś nie trzeba było zrobić zbyt wielu kroków, by zająć się artylerią. Szybko stał się wybitnym specjalistą w tej dziedzinie, a jego opracowania zastosowane w praktyce były wręcz rewelacyjne. Nim jednak stał się ekspertem rozchwytywanym przez  koła wojskowe wielu krajów, jego pasją stało się skonstruowanie działa, które byłoby zdolne wystrzeliwać obiekty na orbitę wokółziemską.  Projekt nazywał się HARP, finansowany był przez rządy USA i Kanady. Pierwsze dokonania były wielce obiecujące. Bull zmodyfikował stare działo okrętowe kalibru 406 mm oraz opracował do niego pocisk o nazwie Martlet. Ważył on 150 kg i osiągnął wysokość 66 kilometrów. Rekord padł w 1966 r. kiedy to skonstruowany przez Kanadyjczyka pocisk Martlet 2 osiągnął wysokość 180 km. Lufa działa, z którego pocisk wystrzeliwano, miała 37 metrów długości.

Rezultat pracy Kanadyjczyka był imponujący, ale jednak daleki od zamierzonego celu , jakim było umieszczenie na orbicie obiektu wystrzelonego z działa. Po kolejnych dwóch latach zaniechano finansowania projektu i siłą rzeczy został on zakończony. Pozostały po nim bardzo bogate dane badań górnych warstw atmosfery, ponieważ ok. tysiąc testowych wystrzałów dokonywano pociskami wyposażonymi w aparaturę pomiarową przeznaczoną do tych badań.

Gerald Bull nie miał jednak zamiaru rezygnować z dalszych prac nad tymprojektem, ale musiał odłożyć go na półkę do czasu znalezienia nowych inwestorów, którzy gotowi byliby wyłożyć pieniądze na dalsze badania. Nie był jednak bezrobotny. Jego dokonania znane były w najwyższych kręgach wojskowych wszystkich krajów świata. Bull przyjął ofertę rządu RPA. Kraj ten ze względu na  sankcje związane z jego polityką rasowej segregacji był pozbawiony możliwości zakupów uzbrojenia z zewnątrz i musiał je produkować we własnym zakresie. I to robił.  Wojsko RPA miało własnej produkcji czołgi, pojazdy bojowe, śmigłowce szturmowe, kierowane rakiety przeciwpancerne, także samoloty. Gerald Bull opracował dla południowoafrykańskiego wojska rewelacyjną armatohaubicę GC 45, która specjalną amunicją, też opracowaną przez Bulla,  strzelała na odległość 40 km, a odpowiadająca  jej kalibrem armatohaubica wojsk amerykańskich na zaledwie 19 km. W oparciu  o nią RPA skonstruowała potem jedno z najlepszych dział na świecie , haubicoarmatę Denel G5.  Południowoafrykańscy wojskowi twierdzą, że za sprawą opracowanej przez Bulla armatohaubicy GC 45  prowadzili skuteczne działania  przeciwko radzieckim i kubańskim wojskom podczas wojny w Angoli.

Przed podjęciem współpracy z RPA Gerald Bull opracował haubicę kaliber 155, która miała o połowę większy zasięg od wszystkich innych haubic posiadającym ten sam kaliber. Wtedy też, a były to lata 70., opracował nowoczesną amunicję do amerykańskich haubic będących na wyposażeniu armii izraelskiej. Okazały się rewelacyjne i jak twierdzili Izraelczycy, dzięki nim właśnie skutecznie zamieniali w złom radziecką artylerię, którą miało na swoim uzbrojeniu wojsko irackie podczas wojny z Izraelem. Amunicję opracowaną przez Bulla kupili też dla swoich haubic Amerykanie, a Kongres tego kraju przyznał Kanadyjczykowi amerykańskie obywatelstwo za zasługi dla bezpieczeństwa USA. Nie pomogło mu ono jednak w latach późniejszych.

Jimm Carter, nowy prezydent USA, który został lokatorem Białego Domu w roku 1977, był rzecznikiem ostrych sankcji wobec rasistowskiego rządu RPA i doprowadził do przyjęcia przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji zakazującej sprzedaży broni do tego kraju. Bull lekceważył te obostrzenia, nadal współpracował z rządem w Pretorii. Doszło do tego, że został aresztowany w USA, spędził pół roku w więzieniu i musiał zapłacić liczoną na kilkadziesiąt tysięcy dolarów grzywnę. Po wyjściu z więzienia opuścił Amerykę, przeniósł się do Europy, zamieszkał w Brukseli, gdzie założył filię swojej firmy, którą kierował do końca życia.

Tylko fachowcy zajmujący się historią zbrojeń wiedzą, że to właśnie Gerald Bull stał za największych technologicznym osiągnięciem armii chińskiej na przełomie lat 70. i 80. Kanadyjczyk rozbudował bowiem, zwiększył zasięg ale też ciężar głowicy, a tym samym siłę rażenia, chińskiej rakiety ziemia-woda, której NATO nadało nazwę Silkworm, czyli „Jedwabnik”. Chińczycy zaoferowali ją rządom Iraku oraz Irany i za jej sprawą obie te armie siały zniszczenie w szeregach przeciwnika podczas wojny, którą między sobą toczyły.  Okazała się bardzo skuteczna i niszczycielska.

Doceniając wartość rakiety zmodyfikowanej przez Bulla, zarówno Iran, jak też Irak, zabiegały o nawiązanie z nim długotrwałej współpracy. Kanadyjczyk wybrał Irak, związał się z Saddamem i był podejmowany w tym kraju z honorami zarezerwowanymi dla głowy państwa. Na nowoczesny poziom wzniósł iracką artylerię, organizował także wyposażanie irackiej armii w najnowocześniejsze uzbrojenie. Był na oku wywiadów wojskowych całego świata, w tym także izraelskiego Mosadu.

Głównym jednak celem obecności Bulla w Iraku była realizacja ambitnego, zarazem bardzo kosztownego projektu, czyli skonstruowania i uruchomienia produkcji działa zdolnego strzelać celnie na odległość 2 tysięcy kilometrów. Projekt nazwano „Babilon”.

Poszczególne elementy superdziała Bull zamawiał w fabrykach, przede wszystkim stalowniach, w całej Europie, przekonując (przekupując) ich władze, że to elementy instalacji dla przemysłu na przykład mleczarskiego. Mosad od dłuższego już jednak czasu śledził każdy krok Bulla. W lutym 1990 r. zdobył kompletną dokumentację projektu „Babilon” i nie było już wątpliwości, że Kanadyjczyk pracuje nad bronią, która może zmienić układ sił na Bliskim Wschodzie i stać się śmiertelnym zagrożeniem dla egzystencji izraelskiego państwa. Mosad wiedział też, że Bull przeprowadził już testy superdziała na poligonie pod Mosulem i że były one udane.

Izrael postanowił działać szybko. Bullowi wysłano anonimowe ostrzeżenie, do którego dołączono szczegóły projektu. Dano mu do zrozumienia, że jego zamiary są znane, a gdy to nie pomogło, oficerowie Mosadu doprowadzili do bezpośredniego spotkania. Zaproponowano Kanadyjczykowi ogromne pieniądze za odstąpienie od realizacji projektu Babilon. Bull był jednak nieugięty. Ofertę Izraelczyków odrzucił, podobno ze słowami, że życzy ich krajowi jak najgorzej.

Tymi słowami wydał na siebie wyrok śmierci, który kilkanaście dni później został wykonany na progu jego mieszkania w Brukseli.

 

Wojciech Sandecki