Zamek na jeziorze w puszczy

str-22-zamek

Niespełna 50 kilometrów od Poznania, nad jeziorem w Puszczy Noteckiej, powstaje zamek, stylizowany na średniowieczną twierdzę nie do zdobycia. Wzmiankowaliśmy o nim w jednym z lipcowych wydań naszej gazety, w rubryce
„Polska – 14 dni minęło”. Dziś napiszę o nim szerzej, ponieważ inwestycja stała się niemal codziennym tematem w polskich mediach.

Budowla jest ogromna, można nawet powiedzieć, że przeogromna, wysokością wież i rozległością murów przewyższająca swymi rozmiarami siedzibę polskich królów – krakowski Wawel. Niemal gotowe już mury zamku są widoczne nie tylko z leżącej nieopodal wsi Stobnica. Zamek ma mieć 15 kondygnacji i wieżę o wysokości ponad 70 metrów. Inwestorem jest poznańska firma DJT, której właścicielem jest lekarz okulista, zarazem wspólnik i członek zarządu znanej firmy odzieżowej Solar w Poznaniu. Dziennikarze wytropili, że budowę pozytywnie zaopiniowali naukowcy zasiadający m.in. w fundacji założonej, jak można się było spodziewać, przez inwestora.

Media z podniesioną przyłbicą rozpoczęły atak na inwestora, ale nie bezpośredni. Posługują się Ministerstwem Środowiska, węsząc, iż coś musi się kryć za tym, że budowa repliki średniowiecznego zamczyska umknęła czujnym służbom rządzącej partii Prawa i Sprawiedliwości. Tym bardziej, że zamek jest budowany na obszarze chronionym Natura 2000. Szef resortu środowiska odpowiedział dziennikarzom, że oddał sprawę prokuraturze i to ona ustali, czy w związku z budową tego zamczyska jest coś nie tak. Na razie dziennikarze stacji radiowej RMF FM ustalili, że we wniosku o sporządzenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego inwestor napisał, że ma zamiar wybudować luksusowy pięciogwiazdkowy hotel, ale po jakimś czasie, już w trakcie budowy, z dokumentów zniknął hotel, a pojawił „budynek mieszkalny”. Chciałoby się powiedzieć, że ten, kto tam zamieszka, będzie miał do dyspozycji niezła „chatę”. Bo…

Zamek w puszczy”, jak go będziemy nazywać, wznoszony jest na sztucznej, usypanej wyspie. Ma od 185 do 187 m długości oraz ok. 92 m szerokości. Jego główna wieża wspinać się będzie na wysokość 77 m. „Zamek w puszczy” będzie więc większy od Wawelu, który wznosi się nad Krakowem, bowiem zbudowany został na wzgórzu sąsiadującym z Wisłą. Wawel wzniesiony został niemal na planie kwadratu, ponieważ jego mury mają 135 m długości i 130 szerokości. Oczywiście „kwadrat” jest w tym przypadku kwestią umowną, ponieważ Wawel nie zajmuje terenu zgodnie z bokami kwadratu. Siedziba polskich królów wraz z najwyższą swoją wieżą wznosi się raptem na 40 m, jest więc niemal o połowę niższa od puszczańskiej warowni w Stobnicy.

Niższa też jest od niej największa budowla zamkowa na ziemiach polskich, czyli zamek krzyżacki w Malborku, który swego czasu był siedzibą wielkiego mistrza krzyżackiego zakonu. Składa się on z dwóch zamków tworzących całość – zamku średniego i wysokiego. Główna wieża, która, jak każda zresztą wieża, służyła do obserwacji terenu, góruje oczywiście nad zamkiem wysokim i ma 56 m. Zamek w Malborku zajmuje jednak znacznie większą powierzchnię niż wznoszony w Stobnicy, bo ponad 3 hektary. Według planów projektanta „Zamek w puszczy” miał zajmować powierzchnię nie większą niż 2 ha, ale teraz okazuje się, że ma jednak więcej, bo 2,5 ha.

Jeszcze większy pod względem zajmowanej powierzchni jest dawna twierdza Joanitów, zamek Crac de Chevaliers na terenie dzisiejszej Syrii, który był jednym z największych zamków krzyżowców w Ziemi Świętej. Jego architektura jest zwarta, główna budowla otoczona jest dziedzińcem wewnętrznym i wysokimi murami. Crac de Chevaliers ma 225 m długości oraz 152 m szerokości. Zajmuje podobnie jak zamek w Malborku ponad 3 hektary, ale jest od niego obszerniejszy o niemal 3 tys. m kwadratowych. Nie jest wysoki. Jego najokazalsza wieża wznosi się na 45 metrów.

Zamek w puszczy” zaprojektowany został na trzech poziomach. Najniższy to mur obwodowy z bramami dojazdowymi, poziom drugi stanowią budynki okalające dwa wewnętrzne dziedzińce, zaś poziom najwyższy to zaprojektowany na wzór krzyżacki, górujący nad całością kasztel z najwyższą wież ą i własnym dziedzińcem. Na razie „Zamek w puszczy” jest w trakcie wznoszenia, nigdzie dotychczas nie ukazała się informacja, by prace budowlane zostały wstrzymane. Czy jednak zostanie wykończony i zasiedlony, to w tej chwili największa niewiadoma. Tu i ówdzie pojawiły się już głosy, że należy go rozebrać. Widocznie są ludzie, którym ością w gardle staje, że ktoś ma pieniądze, jest bogaty i stać go na takie „mieszkanie”. Jeśli jednak prace zostaną wstrzymane, to w dużej mierze stanie się to zasługą „pisarzy” takich, jak niżej podpisany, którzy do niebotycznych rozmiarów rozdęli czyjeś takie a nie inne marzenie.

Co w tym złego, że ktoś, kogo na to stać, buduje sobie akurat zamek na sztucznej wyspie na jeziorze w środku puszczy, a nie kupuje sobie zamku gdzieś tam we Francji nad ich Loarą? Krytycy zakrzyczą natychmiast, że doszło do przekrętu, bo zamek jest budowany na obszarze chronionego krajobrazu Natura 2000. I cóż w tym złego? W Polsce sporo obiektów zostało wybudowanych i jest budowanych na takich obszarach. Że wspomnę wspaniały pod wieloma względami Arłamów, gdzie stoi potężny obiekt na kilkaset osób, świetnie wpisany w miejscowy krajobraz i do którego zjeżdżają ludzie z całej Polski. A w tymże samym województwie podkarpackim na obrzeżach rodowej Sieniawy Czartoryskich, wybudował ktoś sobie już po 1989 roku eklektyczny ni pałac, ni zamek w stylu kiczowato tandetnym i nikt nie robi z tego sensacji, a ten ktoś z rodziną tam sobie mieszka. I jak lubi takie coś, to niech tam mieszka.

Natomiast wszystko wskazuje na to, że w przypadku inwestora budowli na puszczańskim jeziorze koło Stobnicy jego kardynalnym błędem jest to, że buduje zamek, a nie krytą słomą kurną chatę.

Piotr Skawiński