Zatopiona Wenecja

str-22-wenecja1

Ponad trzy tysiące lat temu udało się Mojżeszowi rozstąpić wody Morza Czerwonego, by umożliwić Izraelitom ucieczkę z Egiptu do Ziemi Obiecanej, ale dziś „Mojżesz” zawiódł całkowicie. Mojżesz sprzed ponad 3 tys. lat to przywódca Izraelitów, „Mojżesz” w cudzysłowie, to system, który ma chronić Wenecję przed wezbranymi wodami Adriatyku w okresie największych przypływów. W tym roku „Mojżesz” zawiódł.

Wenecja to miasto legenda, jedyne na świecie tak duże miasto zbudowane na wodzie, miasto kanałów i odbijających się w lustrze ich wody wspaniałych pałaców, z których każdy jest zapisem fascynującej historii potężnych niegdyś weneckich rodów. Wenecja to miasto zabytek, miasto twórców i artystów najwyższych lotów. Ale coraz więcej przesłanek nakazuje przypuszczać, że to cudowne miasto, które przed wiekami rządziło i dzieliło na szlakach handlowych świata, za kilkadziesiąt lat może się stać zatopionym grobem swojej świetności. Dwa tygodnie temu, 12 listopada, w weneckich kanałach woda zaczęła wzbierać, co wcale nie zaniepokoiło mieszkańców. Są przyzwyczajeni, że późną jesienią, w listopadzie, woda zaczyna się podnosić, więc trzeba ubrać kalosze, bo suchą nogą nie da się chodzić po ciasnych krętych uliczkach. Mieszkańcy byli przygotowani, że tradycyjnie zalane zostaną różne miejsca, do których woda dociera każdej jesieni, a których mieszkańcy, a częściej właściciele, zwlekają z przygotowaniem się na jej nadejście. Unoszące się na wodzie kawiarniane stoliki i krzesła nie są w jesiennej Wenecji czymś nadzwyczajnym. Gdy ta jesień nadchodzi, władze miasta na głównych traktach ustawiają drewniane kładki na metalowych podestach, by można się było przemieszczać się. Dla mieszkańców to nic niezwykłego, dla turystów niebywała atrakcja.

Wyglądało więc, że wszystko przebiega zgodnie z powtarzającą się od wieków regułą i poziom wody podniesie się o przewidywane 145 centymetrów. Ale 12 listopada tego roku morskie wody przybierały, przekroczyły przewidywany poziom i ciągle było jej coraz więcej. Przybór zatrzymał się dopiero wtedy, gdy był wyższy aż o 32 cm od tego, który zakładano. To bardzo dużo. Rekordowy przybór wody w Wenecji nastąpił 53 lata temu, w roku 1966, kiedy jej poziom był wyższy o 194 cm od normalnego. W tym roku do owego rekordu zabrakło 17 cm. Teraz, podobnie jak w roku 1966, w mieście na wodzie nastąpiła powódź. W wodzie znalazły się najcenniejsze zabytki architektury miasta, kultowe obiekty dla milionów turystów odwiedzających corocznie Wenecję.

Pofałdowana posadzka katedry św. Marka, która jest efektem właśnie corocznych pływów Adriatyku, teraz była niewidoczna w głębokiej wodzie, która zalała świątynię. W wodzie znalazł się także słynny teatr operowy La Fenice, Ca’Pesaro (Muzeum Sztuki Współczesnej), kościoły i pałace. – Skąd i dlaczego zdarza się tak wysoki przybór morskich wód, które topią Wenecję? – zapytają zapewne Czytelnicy. Przyczyn jest otóż kilka, a główną jest cykliczność zjawisk przyrody, którym człowiek nie ma szans (i dobrze) się przeciwstawiać.

Po pierwsze – każdej jesieni z północnej Afryki zaczyna wiać scirocco, ciepły, ale silny wiatr, którego prędkość może dochodzić, tak jak to było w tym roku, nawet do 100 km na godzinę. Scirocco spycha wody Adriatyku na północ i spiętrza je przy schodzącym ku morzu wybrzeżom Italii, także na lagunie, na której znajduje się Wenecja. Po drugie – Wenecja leży na adriatyckiej płycie tektonicznej, która przesuwa się w stronę Apeninów, a to powoduje, że każdego roku wybrzeże Adriatyku obniża się o 1 milimetr. Wenecja została założona w 452 r., więc dziś poziom adriatyckiego wybrzeża obniżył się o ponad 1,5 metra w stosunku do tego, jaki był w chwili, gdy na lagunie pojawili się pierwsi ludzie.

Gdy zaczyna wiać sirocco, który gna masy wody na północ, do podnoszenia jej poziomu przyczynia się także niskie ciśnienie. Ono również piętrzy wodę, podobnie jak Księżyc, który będąc w pełni też dokłada swoje. Czasami jest tak, że te trzy zjawiska natury nie występują wspólnie, a jeśli już zbiegną się w czasie to wtedy mamy to, z czym Wenecja ma do czynienia dziś.

Natura naturą, ale to człowiek też przyczynił się do spotęgowania jej sił. W latach bowiem 50. i 60. ub. w., ludzie, nie bacząc na skutki swoich działań w przyszłości (być może nie mieli narzędzi, by je przewidzieć), z wodonośnych warstw Adriatyku wydobywali ogromne ilości wody na cele przemysłowe. Skutek tych działań był taki, że Wenecja zapadła się o 13 cm. W sytuacji, gdy każdy centymetr wznoszącego się poziomu wody daje się już przeliczyć na związane z tym konsekwencje i straty, owe 13 cm to bardzo dużo.

Naukowcy wieszczą, że niszczące działania człowieka dla klimatu na Ziemi przyczynią się do wzrostu średniej temperatury, co przełoży się na topnienie wód Antarktydy , Arktyki i lodowców, a to spowoduje podniesienie się poziomu wód w morzach i oceanach. Ich przewidywania są jednoznaczne – Wenecja w takim kształcie, w jakim widzimy ją dzisiaj, zniknie. Nie całkiem od razu. Woda zaleje najpierw partery i pierwsze piętra domów, pałaców, wnętrza kościołów i muzeów. Serenissima (Najjaśniejsza) Wenecja – miasto legenda, zacznie pogrążać się w morskiej toni. Za tysiąc lat morscy archeolodzy (jeśli oczywiście człowiek dotrwa jeszcze żywy do tych czasów) będą wyławiać jej skarby spod wody.

Groźba pogrążenia się w morskiej toni tego niezwykłego dla historii ludzkości miasta skłoniła władze Italii do działań, które przynajmniej odwlekłyby w czasie zagrażający Wenecji kataklizm. W latach 80. ub. wieku zrodził się projekt zwany MOSE (Eksperymentalny Moduł Elektromechaniczny), któremu nadano popularna nazwę „Mojżesz”. To 78 ruchomych śluz odgradzających lagunę, na której zbudowano Wenecję, od wód Adriatyku. Budowę rozpoczęto w 2003 r. Miała się zakończyć w 2016 r., ale do dziś nie jest gotowa i nie wiadomo, kiedy będzie.

Inwestycja od początku była przedmiotem krytyki, co nie sprzyjało postępowi prac, ale największy wpływ na opóźnienia mają wytaczane procesy o korupcję. We Włoszech, jak dowodzi współczesna historia, w każdą wielką inwestycję angażuje się mafia, wyspecjalizowana w czerpaniu z tego ogromnych zysków. Między innymi podmieniając wskazane przez projektantów materiały konstrukcyjne i budowlane na tańsze, czyli gorsze. Nie wiadomo, czy w tym przypadku też tak jest, ale wiadomo na pewno, bo oceny dokonali eksperci, że to, co do tej chwili zostało zbudowane, czyli 94 proc. całego systemu, już zaczęło korodować, a miało wytrzymać 100 lat.

W procesach o korupcję przy budowie „Mojżesza” skazano dwa lata temu na kary więzienia 31 osób, w tym ówczesnego ministra środowiska. Przeciwnicy „Mojżesza” twierdzą też, że już sama jego budowa zwiększyła zagrożenie dla miasta, bo aby zainstalować śluzy, trzeba było dokonać głębokich wykopów dna morskiego, co miało wpływ na naruszenie struktury gleby także w miejscu posadowienia Wenecji.

Mojżesz” kosztował do tej pory ok. 5 miliardów euro. Premier Italii, Giuseppe Conti, twierdzi, że cały system zacznie działać w 2021 r. na wiosnę. Eksperci uważają natomiast, że gdyby „Mojżesz” już działał, to nie zdołałby uchronić Wenecji przed obecnym kataklizmem. Bo, jak mówią, ci którzy pół wieku temu projektowali ów system, nie byli w stanie przewidzieć, że w ciągu zaledwie pięciu dziesięcioleci człowiek dokona tak szaleńczych wręcz zniszczeń w przyrodzie. To fakt, ale faktem też jest, że o skuteczności „Mojżesza” w powstrzymywaniu napierającej na Wenecję fali powodziowej Adriatyku będzie się można przekonać dopiero wtedy, gdy zostanie ukończony i zacznie działać.

W tej chwili nie można przesądzać sprawy na „nie” lub „tak”. Brytyjczycy wybudowali bowiem podobny system śluz, które mają chronić Londyn przed napierającymi od czasu do czasu na miasto wodami Tamizy i Kanału La Manche. I jak na razie, są z tego rozwiązania zadowoleni. Być może dlatego, że w Wielkiej Brytanii nie ma mafii.

Krzysztof Bardzik