Zimna Wojna, czyli o miłości bez granic

str-10-przewodnik

Zimna Wojna” wymyka się rutynowym recenzjom, bo jest filmem podwójnym. Większość krytyków zalicza to dzieło do filmów fabularnych, ale bardziej ambitna mniejszość używa klucza muzycznego do jego interpretacji i prześciga się w poszukiwania ukrytych znaczeń. Wszyscy są jednak zgodni co do tego, że film Pawła Pawlikowskiego jest wybitny, a nawet ponadczasowy i wnosi nową jakość w rozwój języka filmowego.

Pierwsze ujęcie „Zimnej Wojny” jest magiczne i przypomina obrazek, jakby żywcem wyjęty z czarno-białych, niemieckich dokumentów etnograficznych z lat trzydziestych. Panorama rozpoczyna się zbliżeniem ruchliwych rąk dudziarza a kończy widokiem wiejskiego podwórka, na które patrzy mały chłopiec w lichym paltociku i czapce. Kim jest chłopiec? Nie dowiemy się tego nigdy, ale jego spojrzenie pomaga nam uwierzyć, że przenieśliśmy się

w czasie do jakiegoś miejsca na końcu świata, a historia, którą za chwilę usłyszymy, mogła wydarzyć się naprawdę.

Głównym wątkiem dramatycznym „Zimnej Wojny” są losy namiętnej miłości Wiktora Warskiego (Tomasz Kot) i Zuli Lichoń (Joanna Kulig), ale reżyser z wielką dbałością o szczegóły kreśli równolegle obraz powojennej Polski w okresie historycznej „zimnej wojny”, która zaczęła się w roku 1947. Polski widz bez trudu skojarzy „Mazurek” z „Mazowszem” , ale już mniej może wiedzieć o ogólnopolskiej Akcji Zbierania Folkloru Muzycznego prowadzonej na początku lat pięćdziesiątych przez Jadwigę i Mariana Sobieskich. Podobieństwo aktorki Agaty Kuleszy do Jadwigi Sobieskiej nie jest moim zdaniem przypadkowe. Filmowa Irena Bielecka poszukuje wraz z Wiktorem Warskim ludowych muzyków i zapisują tradycyjne melodie na taśmie magnetycznej. Mistrzowska ręka i oko operatora Łukasza Żala pokazuje ich pracę jako pełne romantyzmu wyprawy w teren. Kamera oprowadza, wędruje po wypełnionych hałaśliwą muzyką wiejskich wnętrzach, ale potrafi też zawisnąć wysoko nad samochodem zbieraczy folkloru, zastygłym nieruchomo w ciszy na zasypanej śniegiem łące. W całkowite ciszy pojawia się symboliczny obraz zniszczonego kościoła, gdzie z wytartego fresku patrzą na nas bizantyjskie oczy i będziemy pamiętać te oczy do końca filmu.

Oglądamy czarno-biały film o czarno-białym świecie, w którym zindoktrynowany kierowca Lech Kaczmarek (Borys Szyc), w chwilę potem jak załatwi swoją fizjologiczną potrzebę w opustoszałej świątyni, będzie decydował, która melodia ludowa jest „słuszna”, a która nie. W jego świecie poszukiwanie ideologicznego wroga jest nakazem chwili, bo istotą zimnej wojny jest tworzenie trwałych, czarno-białych podziałów na swoich i obcych oraz utrwalanie ich za pomocą murów i granic nie tylko w sensie fizycznym. Granice i mury odgradzają wolny świat od zakłamanego świata propagandy, w którym nawet taniec i muzyka są wykorzystywane ideologiczne.

Duchowe porozumienie Wiktora i Zuli zaczyna się od muzyki. Kiedy Zula przychodzi nieprzygotowana na przesłuchanie w Mazurku, Wiktor prosi, aby zaśpiewała coś dla niej znaczącego i słyszy w odpowiedzi „słuszną” piosenkę „Serce” z radzieckiego musicalu „Świat się śmieje”. Tym wykonaniem Zula budzi zainteresowanie Wiktora i dostaje się do zespołu pieśni i tańca. W scenie ćwiczeń głosowych, widoczna więź muzyczna między bohaterami jest jeszcze silniejsza. Zula podąża za akompaniamentem Wiktora coraz wyżej i wyżej emanując swym zmysłowym pięknem.

Pomysł sceny z akompaniamentem przypisywany jest Marcinowi Maseckiemu, który był konsultantem muzycznym filmu oraz kompozytorem oryginalnej muzyki. Sądzę jednak, że Maseckiemu „Zimna Wojna” zawdzięcza znacznie więcej niż widać i słychać w tej jednej scenie. To on zagrał na fortepianie (a właściwie jego ręce) porywającą improwizację jazzową, kiedy Wiktor gra w paryskim klubie po rozstaniu z ukochaną. Gdy to zrobił, musiał także napisać wskazówki dla Tomasz Kota, jak ma to samo zagrać ciałem. Dzięki jego wskazówkom ruchy aktora wyglądają naturalnie chociaż ręce na zbliżeniach należą do kogoś innego. Dzięki Marcinowi Maseckiemu filmowy Wiktor jest nie tylko przekonujący jako pianista grający „Fantaisie-Impromptu”. Impromptu , ale także dyrygent chóru i orkiestry Mazurka. Jest w tym efekcie ekranowym nieoceniona zasługa zdolnego konsultanta.

Zimna Wojna” jest filmem, w który główny bohater jest muzykiem, ale także jest to w sensie dosłownym film muzyczny oparty na polskim folklorze. Reżyser wykorzystał trzy tradycyjne pieśni z regionu Mazowsza: „Dwa serduszka”, „Oberek opoczyński” i „Dolinę”.

Te trzy pieśni pojawią w różnych momentach filmu w coraz to innych aranżacjach i wykonaniach, które są sygnałem dla widza w jakim mieście znajdują się bohaterowie i co dzieje się w ich życiu. Najczęściej jednak słychać „Dwa Serduszka”. Film rozsławił tą pieśń,

a samo piękno melodii pomogło zapewne w zdobyciu popularności przez film. Najpierw śpiewa ją wiejska dziewczyna, a potem czekają nas cztery adaptacje: w wykonaniu Zuli jako solistki Mazurka, we fragmentach wściekłej improwizacji fortepianowej Wiktora w paryskim klubie, w solowym wykonaniu Zuli w tym samym klubie i na końcu we francuskiej wersji jako „Deux Coeurs” na płycie Zuli.

Dwa Serduszka” zapamiętujemy wychodząc z kina, ale w filmie pojawia się cały szereg innych melodii i wykonawców, które pełnią rolę „dźwiękowej scenografii” od starego bluesa, poprzez jazz aż do klasyki rock and rolla – Cab Calloway, Billie Holiday, Ella Fitzgerald („I’m Got Crush On You, Sweetie Pie” i „Blue Moon”) oraz Bill Haley z „Rock Around the Clock”. Przy tym ostatnim Zula szaleje na parkiecie, kiedy wypija za dużo na przyjęciu. Kiedy reżyser chce podkreślić moralny i artystyczny upadek bohaterki i zaznaczyć, że mamy rok 1964, to zmienia muzyczną scenografię i sięga na szmirowate „Bajo Bongo”. „Zimna Wojna” jako film muzyczny porusza temat warunków niezbędnych dla pracy twórczej i widać jak bohaterowie ciągle poszukują równowagi między wolnością artysty i komercyjnymi ograniczeniami.

Zimna Wojna” to film doskonały o poszukiwaniu miłości i przeprowadzkach do lepszego świata z małymi walizkami pełnymi marzeń ponad granicami rozdzierającymi Europę po II wojnie. Film, który wystarczy zobaczyć raz, żeby pamiętać o nim przez całe życie.

Wiadomość z ostatniej chwili jest taka, że 9 stycznia, ogłoszono nominacje do nagród British Academy of Film and Television Arts (BAFTA 2019). Na statuetkę w tym prestiżowym konkursie „Zimna Wojna” może liczyć aż w czterech kategoriach. W tym roku film kandyduje także do Oskara w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”. 24 lutego o 17.00 czasu lokalnego cała Polonia w Vancouver zasiądzie pewnie przed telewizorami, aby poznać werdykt Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Tego wieczora dowiemy się, czy lista nagród i nominacji dla zespołu „Zimnej Wojny” (licząca dzisiaj ponad 20 pozycji!) powiększy się także o cenne trofeum Oskarowe!