Złoty interes dla… USA

admin-ajax

Prezydent Andrzej Duda bardzo się cieszył i wylewnie dziękował prezydentowi USA, Donaldowi Trumpowi, że będzie mógł wyłożyć z kieszeni polskich podatników 15 miliardów złotych za 32 samoloty F-35. Mieli je kupić Turcy, jednak zdecydowali się na zakup rosyjskiego systemu przeciwlotniczego S-400. Trump się nie zmartwił, bo wiedział, że znajdzie chętnego nad Wisłą.

Pomarańczowy prezydent” jedno z największych zagrożeń dla Ameryki upatruje w Unii Europejskiej i szuka partnerów do tej niechęci wśród krajów unijnych, by osłabiać Unię od środka. Doskonale też wie, że „pożytecznych idiotów”, jak mawiał bandyta Lenin, znajdzie w obecnej polskiej władzy. PiS nie ma bowiem zamiaru zacieśniać więzów z europejską wspólnotą, ponieważ ta wymaga przestrzegania unijnych wartości, czyli szanowania i przestrzegania konstytucji, funkcjonowania wolnych i niezależnych sądów oraz mediów. Przestrzeganie zaś tych wartości stoi w sprzeczności z dyktaturą władzy, co jest marzeniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Trump równie doskonale wie także, że kreowanie się Polski na „serce Europy” podczas kampanii wyborczej do europarlamentu to lipa, propagandowy chwyt adresowany do polskiego „ciemnego ludu” i wie też, że serce obecnej polskiej PiSwładzy tak naprawdę bije mocno dopiero na dźwięk słów „Stany Zjednoczone Ameryki”. Wie też jak połechtać dobre samopoczucie wysłannika Kaczyńskiego, który sprawuje urząd prezydenta, więc wszem i wobec oświadcza w jego obecności, że w Polsce nie ma żadnych problemów z demokracją i że konstytucja jest szanowana.

Panowie prezydenci prawili sobie komplementy – Trump napisał potem na twitterze, że USA mają w Polsce „wiernego sojusznika” – i podpisali dokumenty dotyczące obecności amerykańskich wojsk w Polsce oraz zakupu przez owego „wiernego sojusznika” 32 supersamolotów najnowszej generacji, F-35.

W Polsce niemal natychmiast rozległy się głosy, że wydanie 15 miliardów złotych na te samoloty, to kwota stanowczo za wysoka, a poza tym są to zmarnowane pieniądze, ponieważ Polska nie posiada infrastruktury, która umożliwiałaby wykorzystanie w 100 procentach możliwości tych maszyn. Jeszcze podczas pobytu w USA Andrzej Duda odnosząc się do wyrzucania owych 15 miliardów złotych warknął na krytyków: – Niech zamilkną krzykacze, po czym nieco zmienił ton twierdząc, że: – Żadne pieniądze nie zostały jeszcze zapłacone. Nie ma jeszcze cen, nie ma warunków, (…)polskie władze negocjują z dużym rozsądkiem, żeby w jak największym stopniu zrealizować interesy Polski i Polaków i że w sprawie samolotów do żadnego porozumienia jeszcze nie doszło. Widocznie pan Duda nie zrozumiał, a przecież doskonale zna język angielski, co mówił do niego prezydent Trump, który oświadczył mediom, że wizyta Dudy w Białym Domu to „świętowanie przez Polskę zakupu F-35”. Być może więc rację ma poseł PO i były minister obrony w rządzie PO-PSL, Tomasz Siemoniak, który działania polskiego prezydenta nazwał „propagandowymi”.

Zostawię jednak polityków i politykę i odwołam się do najbardziej zainteresowanych, czyli wojskowych. Zacytuję opinie generałów, wybitnych fachowców, wyszkolonych między innymi w uczelniach wojskowych w USA, których usunął z armii Antoni Macierewicz. Ci ludzie są dziś poza wojskiem, mogą więc wypowiadać swoje opinie bez obaw o konsekwencje.

Gen. bryg. pilot Tomasz Drewniak, były szef Sił Powietrznych, ekspert Fundacji Stratpoints w rozmowie z „Rzeczpospolitą” powiedział: – Najogólniej różnica pomiędzy samolotem 5. generacji i 4. generacji polega na sposobie komunikacji z pilotem. W samolotach 4. generacji, czyli F-16, pilot sam zbiera i obrabia informacje, a następnie podejmuje decyzje, w przypadku F-35 to samolot je zbiera i obrabia, a następnie proponuje rozwiązanie – komputer tej maszyny najpewniej wykorzystuje możliwości sztucznej inteligencji. (…) Dzisiaj rozmawiamy tylko o zakupie tego samolotu, a to jest błąd. Powinniśmy dążyć do uczestnictwa w programie F-35, czyli mieć możliwość korzystania z technologii, które tworzą tę maszynę. Dowódcy, z którymi rozmawiałem wskazywali, że gdy maszyna kosztuje np. 100 mln dolarów, to dodatkowo w „ziemię”, czyli w infrastrukturę, trzeba włożyć 200 mln dolarów. Przykład? Australia tworząc bazę dla F-35 zainwestowała 1,3 mld dolarów australijskich w utworzenie dla nich infrastruktury. Nie jest sztuką kupić maszynę, a nie móc korzystać z jej możliwości. Aby to było możliwe trzeba zbierać i zasilać samoloty odpowiednią ilością informacji, a bez specjalistycznego centrum dowodzenia nie jest to możliwe. Połączenie z tymi samolotami musi odbywać się z wykorzystaniem szeroko pasmowego łącza HD, aby obraz był przekazywany w czasie rzeczywistym. Bez spełnianie tych warunków wykorzystamy 10-15 proc. możliwości samolotu, i będziemy mieli najdroższe na świecie muzeum lotnictwa.

Gen. Jarosław Stróżyk, były attaché wojskowy w USA, wiceprezes fundacji Stratpoints w rozmowie z dziennikarzem Gazety Wyborczej: – Na pewno potrzebujemy wymiany floty powietrznej, na pewno potrzebujemy nowych samolotów. Jednak nikt nie zadaje sobie pewnego pytania: czy przypadkiem te samoloty nie są za nowoczesne dla naszego systemu? Przecież aby w pełni korzystać z możliwości tych najnowocześniejszych maszyn, musi istnieć supernowoczesna struktura informatyczna w siłach zbrojnych. To nie jest samolot autonomiczny. Musi działać w pewnym systemie. My go nie mamy i długo mieć nie będziemy.

Problem polega też na tym, że nie znamy pełnych kosztów zakupu i użytkowania tego samolotu. Mówi się, bo oficjalne dane są tajne, że godzina lotu to 150 tys. dol. Nie jest znany czas wprowadzenia F-35 do służby, ja oceniam go na od siedmiu do dziesięciu lat. F-16 kupiliśmy w 2003 r., a pierwszą misję bojową wykonały w 2016 r. (…) Podkreślam: potrzebujemy nowoczesnych samolotów, ale powinniśmy dokończyć naprawdę najważniejsze programy zbrojeniowe. Najbardziej istotny z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski jest program obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej „Wisła” oparty o system Patriot, a kupiliśmy jedynie 25 proc. tego, czego potrzebujemy. Naszej armii potrzeba też więcej zestawów artylerii rakietowej średniego zasięgu HIMRAS. Nie wspomnę o marynarce wojennej, która tonie.

Co to jest F-35 i czym się charakteryzuje?

Bez wątpienia jest to najnowocześniejszy, ale też najdroższy samolot wielozadaniowy piątej generacji. Jego producentem jest koncern Lockheed Martin. Historia F-35 to mniej więcej koniec zimnej wojny. Zarówno amerykańskie siły powietrzne, jak też marynarka i piechota morska zaczynały się domagać wymiany dotychczasowej generacji samolotów. Do tego momentu sytuacja była taka, że każdy z trzech rodzajów sił zbrojnych USA miał inne samoloty, bo inne też były ich wymagania. Ale w tym akurat momencie budżet Ameryki zaczynał mieć kłopoty, więc zrodził się pomysł samolotu opartego na wspólnej platformie, przy czym każdy z trzech rodzajów sił zbrojnych otrzymywałby inną wersję. Lotnictwo musiało mieć myśliwiec, który w razie konfliktu pokonałby samoloty przeciwnika, marynarka samolot o wzmocnionej konstrukcji, by wytrzymał przeciążenia z katapulty i nagłe wyhamowanie podczas lądowania. Marines potrzebowali maszyny skróconego startu i pionowego lądowania, by mogła startować i lądować na przygodnych lotniskach, także z pokładów okrętów, które nie są lotniskowcami. Nie udało się jednak stworzyć samolotu, który pogodziłby wszystkie te wymagania i, jak twierdzą specjaliści, ideę wspólnej platformy udało się zrealizować w 80 procentach. I tak np. F-35 nie zastąpi w lotnictwie myśliwskim F-22 Raptora, który jest w tej roli bezkonkurencyjny, a marynarka długo jeszcze nie zrezygnuje ze sprawdzonych Super Hornetów.

W czym więc siła F-35? Ta maszyna otóż to po prostu latający komputer. Broni się systemem czujników, które wykrywają zagrożenie i natychmiast wskazują cel, czyli skąd i z jak daleka to zagrożenie nadchodzi, przy czym dane określające odległość od celu są tajne, wiadomo jedynie, że odległość ta jest bardzo duża. W tygodniku „Polityka” Marek Świerczyński pisał o F-35 następująco: „Dysponuje największym współcześnie radarem pokładowym mogącym zmieniać kierunek widzenia. Anteny i kamery zamontowane w skrzydłach i kadłubie dostarczają obraz (w dzień i w nocy) oraz śledzą wykryte rakiety i samoloty bez wysyłani żadnego promieniowania. Każdy ma wbudowany system, który oślepia, zagłusza i myli radary przeciwnika. (…) Pilot ma wszystkie niezbędne informacje nie tylko na panoramicznym ekranie, ale i dosłownie przed oczami na wizjerze hełmu. Może kierować uzbrojenie niezależnie od tego, w którą stronę patrzy i niezależnie od położenia samolotu (poza strzelaniem z działka rzecz jasna). Mało tego, system umożliwia mu „widzenie” przez samolot – kreując wirtualną rzeczywistość na wyświetlaczu gogli. Najważniejsze, że informacje te są natychmiast przekazywane innym samolotom w ugrupowaniu oraz do naziemnej i nawodnej sieci dowodzenia. W ten sposób F-35 działa jako wysunięta platforma rozpoznawcza, pozwalając dowódcom wybrać sposób i czas zniszczenia celu. Wojskowi mówią, że to właśnie przewaga informacyjna stanowi siłę F-35”..

Jeden z pilotów F-35, który brał udział w pozorowanej, ale ostrej walce, z sześcioma F-16 powiedział, że ostatni z tej szóstki zorientował się, że został zestrzelony, gdy spadał na spadochronie na ziemię, a wcześniejsi nawet nie wiedzieli, kiedy to się stało.

Zachwycony prezydent Duda machał ręką do przelatującego nad Białym Domem F-35. Całe szczęście, że nie krzyczał: „Panie pilocie, dziura w samolocie”. Jeśli Polska kupi 32 egzemplarze F-35, to zrobi się dziura, ale w budżecie państwa, a w budżecie MON na pewno. Ale co to obchodzi Andrzeja Dudę. On ma przed sobą kampanię wyborczą na drugą kadencję i musi pokazać swoim wyborcom, że dba o bezpieczeństwo państwa.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii