Złowieszczy wirus X?

03e4b317-2352-450d-8f74-690c626a1eb7

Pekin nie jest już przesłonięty firaną smogu, powietrze jest czyste, ludzi na ulicach niemal nie uświadczy. Podobnie jest w Szanghaju, a w 11-milionowym Wuhan widok człowieka na ulicy budzi zdumienie. Na całym świecie tanieje paliwo lotnicze, ponieważ linie lotnicze jedna za drugą zawieszają na kilka, a nawet kilkanaście dni połączenia z krajem uznawanym za drugą potęgę gospodarczą świata. Na niebie między Chinami a Europą smugi kondensacyjne pozostawiają wojskowe transportowce, którymi rządy poszczególnych krajów ewakuują z Państwa Środka swoich obywateli. Natychmiast po przylocie odwożą ich do wybranych szpitali na badania i kwarantannę.

Wszystko przez niewidocznego gołym okiem zabójcę, wirusa, którego ze względu na kształt nazwano koronowirusem. Miał przeskoczyć z nietoperza na człowieka i rozpętać chorobę, z którą człowiek nie jest w stanie sobie poradzić. Choroba początkowo wygląda jak pierwsza lepsza infekcja dróg oddechowych, ale u osób z osłabioną odpornością rozwija się szybko w ostre zapalenie płuc, doprowadzając do niewydolności krążenia i śmierci.

Pierwszą śmiertelną ofiarą koronawirusa stał się 61-letni mężczyzna mieszkający w Wuhan, który był częstym klientem straganiarzy na miejscowym targu rybnym. Zmarł 9 stycznia. Licząca 11 milionów mieszkańców metropolia, stolica prowincji Hubei, stała się ogniskiem zapalanym nowej choroby. Od 9 stycznia do 4 lutego koronawirus uśmiercił 427 osób. Chińskie władze szacują, że zakażonych jest ponad 20 tysięcy osób, ale niezależni specjaliści twierdzą, że ta liczba jest mocno zaniżona. Mimo to uważają, że nie jest to jeszcze pandemia, czyli choroba zakaźna ogarniająca w jednym czasie bardzo duże obszary kilku kontynentów a nawet cały glob. Mówią na razie o epidemii (duża ilość zachorowań w jednym czasie i na określonym terenie). Pesymiści uważają, że epidemia może jednak bardzo szybko przekształcić się w pandemię. Powołują się na epidemię, którą w 2002 roku wywołał wirus SARS. W ciągu ponad ośmiu miesięcy liczba osób zakażonych tym wirusem wyniosła 8 tysięcy, natomiast koronawirus od grudnia do dziś zaraził już owe 20 tys. osób.

Koronawirus, podobnie jak SARS, występuje u zwierząt od dawna i dotychczas nie przenosił się na człowieka. Ale człowiek, szczególnie w Chinach, spożywa wszystko co się rusza. Na targu w Wuhan, który tylko z nazwy jest rybnym, można kupić ogromne żółwie, kilkudziesięciocentymetrowe ślimaki, ale także nietoperze, koale, węże, pawie, szczenięta wilków, salamandry, lisy, szczury i wiele innych gatunków. Widok szalejącej z bólu ogromnej żaby, na życzenia klienta odzieranej żywcem ze skóry, nikogo na tym targu nie wzrusza. Któreś z tych zwierząt było nosicielem koronawirusa, który przedostał się do organizmu człowieka. Wskazywano na węża i nietoperza. Jakim cudem akurat teraz wirus zaraził człowieka, skoro wcześniej nie było to możliwe?

Profesor Krzysztof Pyrć, kierownik Pracowni Wirusologii Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego wyklucza węża, ponieważ twierdzi, że „Jeśli chodzi o węże takie stwierdzenie nie ma poparcia w badaniach naukowych. Nietoperze natomiast są uznawane za podstawowy rezerwuar koronawirusów. Najczęściej wirusy u ludzi pierwotnie pochodzą właśnie od nietoperzy, jednak zazwyczaj istnieje gospodarz pośredni, od którego zakaża się człowiek. W przypadku SARS były to m.in. jenoty, w przypadku wirusa MERS – wielbłądy. Bliskie kontakty człowieka z gospodarzami pośrednimi, chociażby na targach, placach handlowych, są bezpośrednią drogą transmisji” .

Wirusy żyjące w organizmach zwierząt od lat zakażały człowieka, ale nie wywoływały w jego organizmie choroby.

Dopiero w 2002 roku – mówi prof. Pyrć – pojawił się wariant zdolny do wydajnego oddziaływania z komórkami ludzkimi, co sprawiło, że zyskał on zdolność przenoszenia się między ludźmi. (…) W 2002 roku dwie niewielkie zmiany w genomie pozwoliły wirusowi SARS-CoV przekroczyć granice gatunków. Prawdopodobnie teraz jesteśmy świadkami czegoś podobnego z wirusem z Wuhanu.

Profesor nie jest w stanie odpowiedzieć ani przecząco, ani twierdząco, czy epidemia koronawirusa dopadnie Europę. Uważa, że być może w Chinach ma lepsze warunki do rozprzestrzeniania się ze względu na większą tam niż w Europie wilgotność klimatu, temperaturę, gęstość zaludnienia, ale czy tak jest rzeczywiście? Za wcześnie o tym mówić.

W pierwszych dniach lutego koronawirus zaczął jednak zabijać poza granicami Chin. Na razie w krajach o takich samych warunkach klimatycznych. Trzeciego lutego w Manilii, stolicy Filipin, zmarł w szpitalu 44-letni mężczyzna przybyły z Chin. Dzień później śmierć dopadła w Hongkongu 39-latka, który w styczniu przebywał w Wuhanie. Także we wtorek pierwszego chorego zakażonego

koronawirusem odnotowano w Belgii.

Światowe media, w tym m.in. New York Times, obwiniają chińskie władze, że starały się ukryć występowanie choroby, przez co nie podjęto koniecznych kroków, by powstrzymać jej rozprzestrzenianie się. Pierwszy przypadek odnotowano bowiem już 8 grudnia, ale został on przez władze zignorowany. Gdy do szpitali zaczęli zgłasza

się ludzie z niespotykanymi dotychczas objawami zapalenia płuc, którego nie udawało się leczyć, lekarze zaczęli podnosić alarm, ale władze ich uciszały.

Gdy pod koniec grudnia do szpitala w Wuhan trafiło siedmiu pacjentów z tajemniczą choroba, jeden z lekarzy, okulista Li Wenliang, napisał w Internecie do swoich uczniów ze szkoły medycznej, że w szpitalu są pacjenci, którzy objęci zostali kwarantanną. Jeden z uczniów zapytał: – Czy SARS powrócił? Kolejny krok wobec lekarza zrobiła władza, która w środku nocy wezwała go w celu złożenia wyjaśnień i podpisania oświadczenia, że wysłanie ostrzeżenia do studentów było „niezgodne z prawem”. Li wen liang jeszcze wtedy nie wiedział, że będą szpitalu zaraził się wirusem. W czwartek, 6 lutego, chińskie media podały, że dr Li Wenliang zmarł.

Po tym incydencie władze przejęły kontrole nad informacjami dotyczącymi tajemniczej choroby. 31 grudnia chińska policja podała, że przesłuchała osiem osób oskarżonych o szerzenie plotek dotyczących wirusa, ale tego samego dnia komisja zdrowia w Wuhanie ogłosiła, że u 27 osób stwierdzono zapalenie płuc o nieznanej przyczynie. Władze uspokajały, że wszystko jest pod kontrolą, że udało się powstrzymać rozwój choroby, że jest ona niegroźna, ponieważ nie ma dowodów na to, by przenosiła sie z człowieka na człowieka.

Wszystko to było nieprawdą, ponieważ wiadomo już było, że żona pierwszej śmiertelnej ofiary koronawirusa też była nim zarażona, a na targ nie chodziła. Musiała więc zarazić się od męża. W pierwszych dniach stycznia do szpitali w Wuhanie z niepokojącymi objawami zgłaszali się członkowie tych samym rodzin, co potwierdzało, że koronawirus przenosi się z człowieka na człowieka. Władze wciąż jednak utrzymywały, że jest to mało prawdopodobne.

Rozwoju choroby nie udało się jednak długo utrzymać w tajemnicy i dziś koronawirus jest już problemem globalnym. Największym nadal jest i będzie dla Chin. Gdy choroba błyskawicznie rozwijała się w Wuhanie, było to w okresie wielkich chińskich podróży z okazji święta chińskiego nowego roku. Z Wuhanu wyjechało w tym okresie do rodzin w różne regiony Chin 5 milionów osób. Na razie nie wiadomo, ile z nich było już zarażonych wirusem, ile z nich podczas podróży i pobytu w rodzinnych stronach przeniosło wirusa na innych. Czas pokaże.

Nadzieja w tym, że pod koniec stycznia chińskim mikrobiologom udało się odszyfrować zapis genetyczny wirusa. Kilka dni po nich zrobili to także Włosi, którym zabrało to zaledwie dwa dni. Materiał pobrali od pary Chińczyków przybyłych do Italii z prowincji Wuhan. Minister zdrowia Włoch, Roberto Speranza, powiedział, że „Odczytanie materiału genetycznego wirusa daje wielkie możliwości zbadania go i ustalenia, jak zablokować jego powielanie się w komórkach. Zapis udostępnimy całej społeczności międzynarodowej. Teraz będzie łatwiej z nim walczyć”.

Wszystko wskazuje na to, że jednak uda się go zwalczyć. A skoro tak, to nie jest to jeszcze ów wirus X, który ma zagrozić egzystencji człowieka na Ziemi.

Do środy (5 lutego) koronawirus zabił 560 osób. Zarażonych nim było ok. 28 tys. ludzi.

Dwie epidemie i dwie pandemie XXI wieku

Podczas pierwszych 20 lat trzeciego tysiąclecia na świecie odnotowano już dwie epidemie i dwie pandemie.

Ptasia grypa znana była już w czasach starożytnych jako choroba drobiu hodowanego w dużych ilościach i w dużym zagęszczeniu, ale przez tysiąclecia nie była groźna dla człowieka. Po raz pierwszy wykryto jej wirusa w 1997 r. u ludzi, którzy pracowali na fermie drobiu w Hongkongu. W wyniku zakażenia zmarło 8 osób, ale chorobę szybko opanowano. Pięć lat później, w 2003 r. ogniska ptasiej grypy wystąpiły w Chinach, Japonii oraz Kambodży i choroba szybko nabrała cech epidemii. W trzech wymienionych krajach wybito ponad 100 milionów sztuk drobiu, odnotowano 861 zachorowań. Do dziś na ptasią grypę zmarło 455 osób. Ptasia grypa nie przenosi się z człowieka na człowieka. Można się zarazić tylko prze kontakt z ptakiem, przy czym wędrujące dzikie ptactwo nie roznosi choroby.

Epidemia spowodowana wirusem SARS wybuchła w 2002 r. Ma bardzo wiele wspólnych cech z obecną epidemią koronawirusa. Oba wirusy pochodzą od zwierząt i w przeciwieństwie do ptasiej grypy są zdecydowanie groźniejsze, ponieważ mogą przechodzić z człowieka na człowieka. SARS, podobnie jak koronawirus, to zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej. Epidemia rozpoczęła się na południu China, w prowincji Guangdong, dotarła do Wietnamu, Hongkongu i Tajlandii. Choroba zaatakowała 8096 osób, z których 774 zmarły. Najwięcej w Chinach (5328 do końca 2013 roku) oraz w Hongkongu (1755 osób).

Pandemia świńskiej grypy rozpoczęła się na przełomie marca i kwietnia 2009 roku w Meksyku. Szybko pojawiła się w USA oraz Kanadzie i jeszcze w kwietniu przedostała się do Europy, Azji, Afryki i Australii. Wirus świńskiej grypy znany był już w latach trzydziestych XX wieku i nie stanowił zagrożenia dla ludzi. Dopiero właśnie w 2009 r. doszło do połączenia wirusa ludzkiej grypy z grypą świń, w wyniku czego powstał śmiertelny dla ludzi wirus A/H1N1. W przypadku pandemii WHO nie odnotowuje każdego przypadku choroby, odnotowuje się tylko te o najcięższym lub nietypowym przebiegu. Szacunki ofiar świńskiej grypy są dość rozbieżne, ponieważ mówi się o ofiarach śmiertelnych sięgających od 150 do 600 tysięcy. Objawy świńskiej grypy są podobne do zwykłej sezonowej grypy: dreszcze, bóle mięśni, gorączka, kaszel, ból gardła, zasłabnięcia, ogólne osłabienie.

Ebola to gorączka krwotoczna. Choroba była znana w Afryce od lat 60. XX wieku, ale do 2013 r. jeśli występowała to lokalnie. Epidemia, która przerodziła się w pandemię, rozpoczęła się w grudniu 2013 w Gwinei od dwuletniego chłopca. Przed śmiercią zaraził on swoich bliskich, a oni personel medyczny. Choroba objawia się wysoką gorączkę, wymiotami, biegunką, szybką utratą sił i wysoką śmiertelnością. Rozprzestrzenianie się eboli postępowało błyskawiczne, w pierwszym rzucie ogarnęło Liberię, Sierra Leone, Senegal, Kongo, a potem pozostałe kraje Afryki Zachodniej. We wrześniu 2014 pojawiła się w USA, miesiąc później w Hiszpanii, ale w sumie poza kontynentem afrykańskim wystąpiły pojedyncze przypadki zachorowań. WHO oraz inne światowe organizacje medyczne natychmiast ruszyły z pomocą zaatakowanym przez chorobę krajom afrykańskim, dzięki czemu stosunkowo szybko zahamowano jej rozprzestrzenianie się. Mimo to do końca 2015 roku zachorowało ponad 28 tysięcy osób, z których ponad 11 tysięcy zmarło. Wirus Ebola przenoszony jest głównie przez nietoperze więc najłatwiej zarazić się wirusem przez kontakt z ich krwią lub płynami ustrojowymi.

PS Z danych WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) można się dowiedzieć, że każdego roku na całym świecie z powodu zwykłej grypy umiera ok. 650 tys. chorych. Tylko w USA w 2018 r. umarło na grypę 80 tys. ludzi.

Powyższe dane mogą wskazywać, że panika związana z koronawirusem jest wytworem mediów. Na razie nic nie wskazuje, że może być inaczej. WW

Waldemar Wójtowicz