Zmagania polskich producentów alkoholi

str-15-zmagania-polskich-producentow

Zbliża się sierpień, miesiąc tradycyjnie ogłaszany przez Kościół katolicki w Polsce miesiącem trzeźwości. Z danych statystycznych wynika jednak, że jeśli chodzi akurat o tę kwestię, to Polacy zatykają uszy, by nie słyszeć nawoływań hierarchów i właśnie w sierpniu piją, może nie na potęgę, ale wyjątkowo intensywnie. Przyczyna takiego stanu rzeczy nie tkwi w krnąbrności narodu lecz w tak zwanych „okolicznościach obiektywnych”. Sierpień to od pewnego czasu zwyczajowo już miesiąc, w którym najwięcej rodaków udaje się na urlop. A urlop to luz, blues, balanga i cały ten luzacko-balangowy klimat sprzyja spożywaniu alkoholu albo też mamy do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym i alkohol ów luz, blues i balangę napędza. Ale…

W sierpniu bieżącego roku może być inaczej. Ewentualna zmiana może zostać zapisana na konto polskiego parlamentu, który rok 2017 ogłosił „rokiem troski o trzeźwość narodu”. I słusznie, bo jest się o co zatroszczyć. No, ale poczekamy i zobaczymy, czy współdziałanie Kościoła z parlamentem przyniesie oczekiwany przez jednych i drugich skutek, czy też społeczeństwo obleje te nawoływania nadmiernym spożyciem.

Szczytną uchwałę polskiego parlamentu z dużym niepokojem przyjęła natomiast polska branża spirytusowa. Przez trzy lata, od roku 2014, w którym podniesiono akcyzę na mocne alkohole, jej wyniki finansowe mocno zdołowały, ale bynajmniej nie przez odstawienie tychże trunków przez rodaków tylko przez skierowanie przez nich uwagi na alkoholową „szarą strefę”, czyli trunki pochodzące z przemytu. Na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej tylko szpanerzy kupowali mocne alkohole w placówkach handlu detalicznego. Cała reszta korzystała z tańszych i wcale nie gorszych wódek ukraińskich, białoruskich, także rosyjskich. Branża spirytusowa z niepokojem więc oczekuje, czym sejmowa troska o trzeźwość narodu objawi się w praktyce. Na razie chwali rząd za uszczelnienie wschodniej granicy alkoholowego przemytu, ale to nie znaczy, że nie ma powodów do niepokoju i nie walczy z innymi zagrożeniami.

Największe czyha na spirytusiarzy w kraju i to ze strony przedstawicieli też branży alkoholowej, ale z działu alkoholi lekkich, czyli browarników. Ze zmagań, kto mniej sprzyja szerzeniu w Polsce pijaństwa i alkoholizmu, zwycięską ręką wychodzą dotychczas browarnicy, mimo że lobbyści jednej i drugiej branży w swoich opracowaniach dla posłów i resortu zdrowia wykazują, że to nie oni, tylko ci drudzy. Na razie branża piwna jest bardziej przekonująca. Jej argumenty, że picie piwa odciąga społeczeństwo, a przede wszystkim młodzież, od spożywania alkoholi mocnych i tym samym od szybkiego popadnięcia w alkoholowy nałóg, jest przekonujące dla posłów oraz urzędników i dzięki temu produkcja browarnicza ma fory (prawo do reklamy, niższa akcyza), będące poza zasięgiem producentów alkoholi mocnych. Nie przekonuje jednak lekarzy, którzy notują wzrastającą liczbę osób uzależnionych od alkoholu właśnie za sprawą systematycznego spożywania piwa.

Branża spirytusowa produkuje w Polsce 250 milionów litrów wódki czystej, ale eksport pochłania jedynie 20 proc., czyli 50 mln litrów. Resztę trzeba sprzedać w kraju. Jak, skoro serwituty, z których korzysta branża piwna, doprowadziły do tego, że piwo stanowi obecnie już 50 proc. polskiego rynku alkoholi?

Spirytusiarze są w tej kwestii coraz bardziej innowacyjni. Półki działów alkoholowych są coraz gęściej zastawiane napojami spirytusowymi sprzedawanymi pod nazwami znanych i popularnych wódek, ale wódkami nie są. To różnego rodzaju nalewki, wódki smakowe, likiery, w których zawartość alkoholu wynosi mniej niż przewidziane w ustawie 37,5 proc., dzięki czemu nakładana jest na nie niższa akcyza. Te same półki coraz gęściej zapełniane są także wódkami konfekcjonowanym w buteleczkach o pojemności 0,1 i 0,2 litra. Alkohol w takich opakowaniach nie jest dla klientów głównym celem zakupów, po które wybiera się do sklepu. Jest ich dopełnieniem, wkładanym do koszyczka „przy okazji”. Alkohol w małych opakowaniach nazywany jest „małpkami” i robi zawrotną karierę, bo przypada nań już 30 proc. sprzedaży alkoholi mocnych. Małpki smakowe i słodkie z dużym impetem weszły także w zakupy dokonywane przez kobiet. Kolejnym zagrożeniem dla działającej w Polsce branży spirytusowej jest dynamiczny wzrost sprzedaży whisky. W ubiegłym roku Polacy kupili ten trunek już za 1,5 mld zł.

Kto zarabia na produkowanej w kraju wódce? Przede wszystkim budżet. Kupując wódkę za 20 zł, klient wrzuca do państwowej skarbonki aż 11,50 zł z tej kwoty. Dopiero to, co zostaje, idzie do kasy producenta, ale nie jest to jego czysty zysk, wszak musi sobie odjąć koszty produkcji, pensje pracowników et cetera.

Kupując wyprodukowaną w Polsce wódkę, klient rzadko zdaje sobie sprawę, że właścicielem jej nie jest polska firma, lecz zagraniczna. Największy udział w produkowanej w kraju wódce ma firma CEDC International, należąca do Rosjanina, Roustama Tariko. Jego firma ma 40-procentowy udział w polskim rynku wódki i to do niego należy trzecia z najpopularniejszych wódek na świecie, czyli Żubrówka, jak również Bols, Soplica, Żytniówka, Absolwent. Właścicielem marki Żołądkowa Gorzka, produkowanej w Lublinie, jest spółka Stock Polska, należąca do koncernu z siedzibą w Londynie, natomiast Wyborowej, Luksusowej i Pana Tadeusza francuski gigant branży alkoholowej Pernod Ricard.

Czy nie za zbyt lekką ręką wyprzedaliśmy „wódczane srebra narodowe”? Otóż trend taki panuje na całym świecie. Nie inaczej jest z whisky. Większość najbardziej znanych producentów tego alkoholu jest własnością międzynarodowych koncernów, ale dla klientów najważniejsze jest ich szkockie pochodzenie.

Czy wódeczno-piwne zmagania obserwowane na polskim rynku odbiją się na zwiększonym spożyciu alkoholu przez rodaków? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Faktem jest, że za sprawą piw coraz więcej młodych ludzi wchodzi w kontakt z alkoholem, ale to wcale nie znaczy, że staniemy się rekordzistami w jego spożywaniu. Na razie od liderów dzieli nas spory dystans.

Z ostatniego raportu opracowanego przy współudziale światowej Organizacji Zdrowia (WHO) możemy się dowiedzieć, że czołówkę stanowią pod tym względem kraje byłego ZSRR. Liderem jest Mołdawia, gdzie spożycie na głowę mieszkańca wynosi 17,3 litra czystego alkoholu, potem Białoruś (17,1 l), Litwa (16,2 l), dopiero czwarta jest Rosja (14,5 l), piąte Czechy (14,1 l), następnie Ukraina (13,9 l). Siódmą pozycję zajmuje w tej statystyce Andora (13,8 l), ale jest to zapewne efekt wykupywania mocnych alkoholi przez turystów, jako że ten minikraj jest strefą wolnocłową. Ósma na liście jest Rumunia (12,9 l), następnie Serbia (12,6), a pierwszą dziesiątkę zamyka… Australia ze spożyciem 12,6 l. Polska zaś jest dopiero na 21 miejscu z przypadającym na głowę 11,5 l czystego spirytusu.

Marek Kober